-Ludmiła-
O jejku, jaka ta Natalia słodka i bezbronna! Przed chwilą widziałam jak obściskiwała się z tym całym Maxim! Ha! Prawdziwa kobieta przyjęłaby to na klatę, a nie obarczała swoimi problemami innych. No, ale problemy problemami, a ja potrzebuję wody! Już miałam iść szukać Naty, kiedy stanął przede mną Tomas.
- Ludmiła! Co robisz, czemu tu tak stoisz? - zapytał
- Oj Tommy, ta niedobra dziewucha mnie wystawiła! - Musiałam wziąć go na litość, bo... Z kąd ja mam wziąć tą wodę?! - Umówiłyśmy się, że przyjdziemy razem na tą imprezę, a ona tak po prostu sobie poszła! Zaschło mi w gardle, może pójdziemy się czegoś napić? - Wody!
- Nie, poczekaj, zaraz przyniosę ci poncz. - Powiedział, i ucałował mnie w policzek. Kiedy mnie dotykał, czułam jakbym miała gęsią skórkę. Dziwne, może ja jednak mam uczucia? Na początku podrywałam Tomasa tylko po to, żeby Viola była zazdrosna, ale z czasem zaczęłam coś do niego czuć... Ale ja i miłość?! Miłość jest przecież dobra, a ja nie pasuję do dobrych rzeczy. Ja i dobro. Pfff, co za okropna myśl! Ale coś jednak było w tym chłopaku, musiałam to przemyśleć na spokojnie. Po chwili wrócił z moim ponczem. Przez cały czas, kiedy piłam, on nie odrywał ode mnie wzroku. Może to miłość z wzajemnością? Och, Ludmi, jaka miłość! Supergwiazdy nie mają czasu na miłość! Ale nie dziwię się mu, że nie może się na mnie napatrzeć! W końcu jestem tak nieziemsko piękna!
- Ludmiła, zatańczysz ze mną? - spytał chłopak, gdy puścili wolny kawałek. Myślałam że padnę! Ale czemu? Przecież ja go nie kocham!
- Oczywiście!!!! - pisnęłam na całą salę. Wszyscy się na mnie spojrzeli. - Czego się gapicie?! Wracajcie do swoich... - zanim zdążyłam skończyć, wszyscy odwrócili już spojrzenia. Podałam jedną rękę Tomasowi, a drugą położyłam mu na ramieniu. Patrzyliśmy sobie w oczy, przysunęłam się do niego, i teraz już tańczyliśmy przytulanego. Kiedy piosenka się skończyła, podniosłam głowę, a Tomas delikatnie mnie pocałował. Poczułam się jak na chmurce.
- Kocham cię. - szepnął mi do ucha, ale mimo dudniącej muzyki, i tak to usłyszałam. Ale... Dlaczego on mnie kocha? Co mu się we mnie podoba? Nieważne, miałam ochotę skakać i piszczeć z radości. Spojrzałam na niego ze łzami szczęścia w oczach, i przyssałam się do niego. Dosłownie!
No dobra, zakochałam się!
- Angie -
I... Odskoczyłam od niego gwałtownie.
- Jak mogłeś?! - spytałam przez łzy. - Jak mogłeś?!
Pobiegłam na górę, wrzuciłam byle jak wszystkie potrzebniejsze rzeczy do walizki, i zapłakana wybiegłam na zewnątrz. Nie mogłam tu dłużej zostać. Jak on mógł mi to zrobić?! Wiedział przecież, jak mnie tym zrani... Myliłam się co do niego, i to bardzo! Myślałam że mnie kocha, ale on w ogóle nie zwraca uwagi na moje uczucia... Nie wiem nawet jak i kiedy wylądowałam na cmentarzu, przy grobie Mariah. Siedziałam z głową schowaną w dłoniach i ryczałam jak głupia. Poczułam rękę na ramieniu, więc podniosłam głowę. Obok mnie siedziała moja mama. Nie mogłam wytrzymać, musiałam ją przytulić, inaczej przytuliłabym chyba nawet walizkę! Nie mogłam w ogóle myśleć o tym co przed chwilą zaszło, musiałam wyrzucić to z głowy.
- Skąd wiedziałaś że tu jestem? - spytałam zapłakana.
- Poczułam, że moja córeczka jest smutna, a kiedy jesteś smutna, przychodzisz tutaj. - odpowiedziała z troską w głosie. - Więc mów co się stało!
Ale ja nie mogłam z siebie wydusić ani słowa. Próbowałam, ale nie mogłam. Odwróciłam się od niej i schowałam twarz w kolanach. To było dla mnie zbyt trudne!
- Dobra, skoro nie chcesz mówić to ja... Chwila moment! Wyniosłaś się z domu! Ahaaa czyli chodzi o Germana. No, już gadaj. - Mama TERAZ zauważyła chyba walizkę. Spostrzegawcza jest!
- OK. Odkryłaś że coś do niego czujesz tak? - pokiwałam głową, ciągle płacząc. - Ale nie możesz z nim być, bo jesteście rodziną? - zastanawiałam się, co mam na to odpowiedzieć aż w końcu pękłam.
- German chciał zrobić rodzinny wieczór filmowy, ale Viola poszła na jakąś imprezę, Olga i Ramallo poszli na randkę, i zostaliśmy sami. - mówiłam w rekordowym tempie. - I oglądaliśmy, ja się do niego przytuliłam, on mnie pocałował, a ja wcale nie chciałam żeby przestawał... Ale potem... Potem... Znowu wybuchłam płaczem.
- Uświadomiłaś sobie, że źle postąpiłaś? - dopytywała. Jak to możliwe, że ta kobieta tak dobrze mnie zna?! No tak, to moja matka. - W takim razie żle myślisz. Ja uważam, że nie powinnaś być z Germanem tylko dlatego, że to nieodpowiedni mężczyzna, nie dlatego że był twoim szwagrem.
- Jest...
- Nie kochanie, nie jest - przerwała mi. - Mariah nie żyje, i musisz się z tym pogodzić... Tak jak my wszyscy. Nam również trudno było przyjąć do wiadomości fakt, że już nigdy jej nie zobaczymy. Ale po 13 latach...
- Widzisz mamo?! Ta 13 serio jest pechowa! A teraz proszę cię zostaw mnie w spokoju! - Wydarłam się.
- Dobrze, ale lepiej znajdź sobie jakiś nocleg, bo jest już strasznie późno. - Ucałowała mnie w czoło i odeszła. Wzięłam walizkę, i postanowiłam że przenocuję w Studio. Albo w ogóle tam zamieszkam. Ale wciąż powracała niemiła myśl o dzisiejszym wieczorze. Usiadłam na najbliższej ławce, chociaż widziałam że ktoś już na niej siedzi. Schowałam twarz w dłoniach i rozpłakałam się po raz kolejny.
- Przepraszam... - dobiegło z mroku. Podniosłam głowę. - Nie chciałem cię zranić... - Głos dobiegał z... Drugiego końca ławki!
Zostaw mnie w spokoju! - krzyknęłam i poderwałam się natychmiastowo z miejsca, ponieważ dotarło do mnie że siedzi tam German. - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! - chciałam odbiec, ale złapał mnie za rękę i z powrotem posadził na ławce.
- Dlaczego w ogle jesteś na mnie taka zła?! Że cię kocham?!
- Bo wcale nie obchodzą cię uczucia innych, a już napewno nie moje! Jesteś egoistą! - złapałam bagaże i biegłam przed siebie, byle gdzie, jak najdalej od niego. On jednak biegł za mną. Dlaczego ten człowiek nie mógł dać mi spokoju?! Wreszcie dogonił mnie, gdyż byłam dodatkowo obciążona walizką.
- Chociaż mnie wysłuchaj! - poprosił
- Ale tu nie ma czego słuchać! Po prostu masz w głębokim poważaniu to co ja czuję, i wykorzystałeś mnie dla własnej przyjemności!
- Na prawdę przepraszam, że jesteś miłością mojego życia, a ja twoją, ale nie możesz zapomnieć o zmarłej 15 lat temu siostrze! - wydarł się. - Tak, to wszystko moja wina! Ale przecież nie wybieram w kim się zakochuję! Myślałem, że ty też coś do mnie czujesz... - dodał spokojniej.
- Świetnie, więc dam ci genialną radę: NIE MYŚL! - odkrzyknęłam mu tylko i pobiegłam w stronę Studio.
- Próbuję, ale przykro mi, że muszę myśleć o tobie! - zawołał za mną. To było słoodkie... Ale on już nie!
W końcu dotarłam do szkoły. Jak na złość nikogo już tam nie było. Wszyscy się zwinęli, nie dziwię się, była już prawie 4. Czemu to ja mam w życiu zawsze takiego pecha?! No trudno, musiałam się przespać na ławce.
- Violetta -
Leon odwiózł mnie do domu. W samochodzie rozmyślałam o tym co się działo na imprezie. Naty i Maxi cały czas chodzili za rączkę, podobnie jak Tomas i Ludmiła. Aha, czyli Ludmiła ma jednak serce... Nieee, niemożliwe, pewnie chce go wciągnąć w "asystowanie" czyli latanie po wodę na każde pstryknięcie. Tak, to bardziej realne.- Skąd wiedziałaś że tu jestem? - spytałam zapłakana.
- Poczułam, że moja córeczka jest smutna, a kiedy jesteś smutna, przychodzisz tutaj. - odpowiedziała z troską w głosie. - Więc mów co się stało!
Ale ja nie mogłam z siebie wydusić ani słowa. Próbowałam, ale nie mogłam. Odwróciłam się od niej i schowałam twarz w kolanach. To było dla mnie zbyt trudne!
- Dobra, skoro nie chcesz mówić to ja... Chwila moment! Wyniosłaś się z domu! Ahaaa czyli chodzi o Germana. No, już gadaj. - Mama TERAZ zauważyła chyba walizkę. Spostrzegawcza jest!
- OK. Odkryłaś że coś do niego czujesz tak? - pokiwałam głową, ciągle płacząc. - Ale nie możesz z nim być, bo jesteście rodziną? - zastanawiałam się, co mam na to odpowiedzieć aż w końcu pękłam.
- German chciał zrobić rodzinny wieczór filmowy, ale Viola poszła na jakąś imprezę, Olga i Ramallo poszli na randkę, i zostaliśmy sami. - mówiłam w rekordowym tempie. - I oglądaliśmy, ja się do niego przytuliłam, on mnie pocałował, a ja wcale nie chciałam żeby przestawał... Ale potem... Potem... Znowu wybuchłam płaczem.
- Uświadomiłaś sobie, że źle postąpiłaś? - dopytywała. Jak to możliwe, że ta kobieta tak dobrze mnie zna?! No tak, to moja matka. - W takim razie żle myślisz. Ja uważam, że nie powinnaś być z Germanem tylko dlatego, że to nieodpowiedni mężczyzna, nie dlatego że był twoim szwagrem.
- Jest...
- Nie kochanie, nie jest - przerwała mi. - Mariah nie żyje, i musisz się z tym pogodzić... Tak jak my wszyscy. Nam również trudno było przyjąć do wiadomości fakt, że już nigdy jej nie zobaczymy. Ale po 13 latach...
- Widzisz mamo?! Ta 13 serio jest pechowa! A teraz proszę cię zostaw mnie w spokoju! - Wydarłam się.
- Dobrze, ale lepiej znajdź sobie jakiś nocleg, bo jest już strasznie późno. - Ucałowała mnie w czoło i odeszła. Wzięłam walizkę, i postanowiłam że przenocuję w Studio. Albo w ogóle tam zamieszkam. Ale wciąż powracała niemiła myśl o dzisiejszym wieczorze. Usiadłam na najbliższej ławce, chociaż widziałam że ktoś już na niej siedzi. Schowałam twarz w dłoniach i rozpłakałam się po raz kolejny.
- Przepraszam... - dobiegło z mroku. Podniosłam głowę. - Nie chciałem cię zranić... - Głos dobiegał z... Drugiego końca ławki!
Zostaw mnie w spokoju! - krzyknęłam i poderwałam się natychmiastowo z miejsca, ponieważ dotarło do mnie że siedzi tam German. - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! - chciałam odbiec, ale złapał mnie za rękę i z powrotem posadził na ławce.
- Dlaczego w ogle jesteś na mnie taka zła?! Że cię kocham?!
- Bo wcale nie obchodzą cię uczucia innych, a już napewno nie moje! Jesteś egoistą! - złapałam bagaże i biegłam przed siebie, byle gdzie, jak najdalej od niego. On jednak biegł za mną. Dlaczego ten człowiek nie mógł dać mi spokoju?! Wreszcie dogonił mnie, gdyż byłam dodatkowo obciążona walizką.
- Chociaż mnie wysłuchaj! - poprosił
- Ale tu nie ma czego słuchać! Po prostu masz w głębokim poważaniu to co ja czuję, i wykorzystałeś mnie dla własnej przyjemności!
- Na prawdę przepraszam, że jesteś miłością mojego życia, a ja twoją, ale nie możesz zapomnieć o zmarłej 15 lat temu siostrze! - wydarł się. - Tak, to wszystko moja wina! Ale przecież nie wybieram w kim się zakochuję! Myślałem, że ty też coś do mnie czujesz... - dodał spokojniej.
- Świetnie, więc dam ci genialną radę: NIE MYŚL! - odkrzyknęłam mu tylko i pobiegłam w stronę Studio.
- Próbuję, ale przykro mi, że muszę myśleć o tobie! - zawołał za mną. To było słoodkie... Ale on już nie!
W końcu dotarłam do szkoły. Jak na złość nikogo już tam nie było. Wszyscy się zwinęli, nie dziwię się, była już prawie 4. Czemu to ja mam w życiu zawsze takiego pecha?! No trudno, musiałam się przespać na ławce.
- Violetta -
*Następny dzień*
- Angie -
Obudziłam się pod kołdrą, z głową na miękkiej poduszce. Jednak ciągle leżałam na zimnej ławce. Usiadłam i przeciągnęłam się. Na ziemi pod moimi nogami, siedział mój szwagier i szukał czegoś na tablecie.
- Czego tu chcesz? - spytałam oschle. - Chyba mówiłam ci, żebyś zostawił mnie w spokoju. I jak mnie w ogóle znalazłeś?
- Przeszukałem pół miasta, ale w końcu mi się udało! - odpowiedział zadowolony.
- Niepotrzebnie się wysilasz. - powiedziałam z ironicznym uśmieszkiem.
- Chociaż byś podziękowała! Gdyby nie ja, pewnie byś już zamarzła.
- Dziękuję. A teraz do widzenia! - z powrotem położyłam głowę na poduszce, i odwróciłam się plecami do Germana.
- Ja się nigdzie nie wybieram!
- Yhyy. - mruknełam. Facet zaczął coś sobie nucić. Nucił coraz głośniej i głośniej, aż w końcu zaczął śpiewać na cały głos... Piosenkę Smurfów.
- Nana nananana nananananaaaa! Nana nananana nananananaaaa!
- Zamknij się! - wrzasnęłam. I tak byłam na niego wściekła, a on jeszcze dolewał oliwy do ognia, czy jak to tam... - Czego ty właściwie chcesz?
- Dowiedzieć się czemu się wśkiekasz.
- Już mówiłam. - powiedziałam głosem naburmuszonego bachora.
- Nie zachowuj się jak dziecko!
- Nie zachowuj się jak mój ojciec! - wybuchłam. - Ciągle tylko mówisz mi co mam robić, i jak mam to robić! Co mam mówić, jak i do kogo! Mam własne życie i pozwól mi nim żyć! Jeśli tak traktujesz Violettę, to gdybym była z opieki społecznej już dawno bym ci ją zabrała! Mam prawo nienawidzić kogo chcę, obrażać się na kogo chcę, i kochać kogo chcę!
- Przepraszam... Ja tylko chciałem cię chronić... Chciałem dobrze...
- Zamykając mnie pod kloszem?!
- Już nie przesadzaj! Nie jesteś jakimś moim więźniem, żeby zamykać cię pod kluczem!
- Ale właśnie tak się czuję! Kiedy tylko zrobię coś źle, będę miała zły humor czy coś, zaraz mówisz że daję zły przykład twojej córce! Nie jestem robotem, jestem człowiekiem! A ona nie ma już pięciu lat i nie powtarza po wszystkich jak dyktafon!
- Wiem... Przepraszam... Jestem trochę nad opiekuńczy...
- Nieeeeeeeeee! No co ty? - spytałam ironicznie.
- Jeszcze cię nie zwolniłem wiesz? W każdej chwili mogę to zrobić.
- Proszę cię! - uśmiechnęłam się i walnęłam go poduszką. - Już wczoraj odeszłam! - On również się do mnie uśmiechnął.
- Czyli... Już OK? - wyszczerzył się, ale w jego oczach widziałam niepewność.
- Posłuchaj... Przepraszam cię... Może trochę przesadziłam...
- Trochę?! - przerwał mi szwagier.
- Cicho! Po prostu ja... Mariah nigdy mnie nie zostawiła, nigdy mnie nie zdradziła, ani nie zraniła. I nie mogłabym znieść jej widoku, cierpiącej, i to z mojego powodu! Byłam zła sama na siebie, a kiedy jestem zła na siebie, to jestem też zła na wszystkich innych. Ale zrozum, ona była dla mnie kimś więcej niż siostrą. Była wzorem do naśladowania, takim przewodnikiem po życiu. Była dla mnie ważniejsza nawet od własnej matki! Jedyna w swoim rodzaju, cierpliwa, miła, tolerancyjna, a do tego piękna! Potrafiła chyba wszystko. A do tego była najlepszą siostrą na świecie, a to jest dla mnie najważniejsze. Ty nie wiesz, nie możesz wiedzieć, jaka jest magiczna więź między siostrami... A szczególnie między nami... Ciężko jest mi się pogodzić z tym, co się wydarzyło. Nawet jeśli to było prawie 15 lat temu.Wszystko mi ją przypomina. I jest taka jedna piosenka... Kiedy jej słucham to od razu się rozklejam, bo kojarzę sobie sobie to z Mariah... Ale nie mogę o niej zapomnieć, nie da się tak! Teraz chyba też się rozkleję. - ostatnie sześć zdań mówiłam ze łzami w oczach.
- No, już dobrze. - przytulił mnie. - Ja też nie pomyślałem, jak bardzo to co robię może cię zranić... To co, zgoda?
W odpowiedzi wpiłam się w jego usta. Zrobiłam to tak szybko, że nawet nie zdążył się zorientować co ja w ogóle robię.
- Przyjmę to jako "tak"- roześmiał się, kiedy się od niego odsunęłam.
Wpakowaliśmy pościel do walizki, i przytuleni ruszyliśmy do domu.
- Maxi -
Było już koło 22, siedziałem w swoim pokoju, i ćwiczyłem choreografię dla Gregorio. Ktoś zadzwonił do drzwi.
- Syyyyyyyyyneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeek ooooooooootwóóóóóóóóóóóóóóóórz! - wydarła się mama. Zastanowiłem się chwilę czy mama nie ma jakiegoś innego syna ( przynajmniej w tym domu ), po stwierdzeniu że niestety nie, z ociąganiem powlokłem się do przedpokoju. Nie zdążyłem nawet dobrze otworzyć, kiedy ktoś rzucił mi się na szyję. Po burzy czarnych loków w moim nosie i ustach, wywnioskowałem że to Naty. Cała zapłakana Naty.
- Co się stało? - powiedziałem, wypluwając przy okazji włosy z ust. Po kilku minutach bezustannego łkania powiedziałem - Aha. Fajnie. Pójdziemy do mnie, i wszystko mi opowiesz, OK? - Włosy kiwnęły się do tyłu i do przodu. To chyba było "tak".
Zaprowadziłem dziewczynę do pokoju, i poszedłem zrobić jej herbatę. Myślałem że pójdzie gładko, jednak w kuchni przy zlewie stała mama i myła naczynia.
- Kto to? - zapytała, nawet nie racząc spojrzeć. Zupełnie nie wiedziałem co powiedzieć.
- Yyy, koleżanka.
- Aha, a co tu robi o tej porze? - Oj mamuśku, ty to zadajesz dobre pytania.
- Ona... Chciała tylko notatki... - Notatki, niezłe!
- Dobra, idź.
Wziąłem herbatę i wróciłem do Natalii.
- Uspokoiłaś się już trochę? - spytałem powietrze. Powietrze, bo mojej ukochanej nigdzie nie było. - Naty?
- Tu jestem. - dobiegło spod kołdry. Stamtąd też po chwili wyłoniła się cała mokra i czerwona twarz.
- Jejciu, kochanie! Co ci jest? - wskoczyłem na łózko i przytuliłem ją najmocniej jak umiałem. - Opowiedz mi wszystko!
- No więc - zaczęła drżącym głosem - szłam sobie do sklepu. Wiesz, tego za rogiem, ...
- Przecież twój dom jest półtora kilometra od tego sklepu! - przerwałem jej.
- Ale pomyślałam sobie, że może gdzieś po drodze cię spotkam... I mój ojciec akurat jechał, pomachał mi i w ogóle... - kontynuowała - I patrzyłam za nim, jak odjeżdża. Ale jak wjeżdżał na skrzyżowanie... Wtedy... Wjechała w niego jakaś ciężarówka. - pociągnęła nosem. - Nie wiem czy przeżył, ale słyszałam karetkę. Tylko słyszałam, bo od razu jak to zobaczyłam, pobiegłam do ciebie.
- O jejku, misiu... To straszne... Ale nie martw się, na pewno nic mu nie będzie. - próbowałem ją pocieszyć. - Nie ma co się martwić na zapas, mówię ci.
- A co jeśli nie? Co jeśli nie żyje? Ja nie dam rady tak bez niego! - wybuchła płaczem
- Wtedy jakoś sobie z tym poradzimy. Ja ci pomogę. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Wiem. Dlatego właśnie tak bardzo cię kocham. - Ucałowałem ją w czółko. Siedzieliśmy tak, ja głaskałem ją po głowie, ona lekko popłakiwała. Po jakimś czasie drzwi otworzyły się, i stanęła w nich mama. Nie, spoko, niech sobie wchodzi tak bez pukania, mi to nie przeszkadza!
- Proszę! - powiedziałem z ironicznym uśmieszkiem. Mama spojrzała na mnie groźnie, a jak mama patrzy groźnie, to lepiej się już nie odzywać. - Mamo, to jest moja dziewczyna Naty.
- Dzień dobry. - wydukała dziewczyna
- Ojejku, kochanie, co ci się stało? - spytała mama. Oczywiście było to skierowane do Natalii. Ja też cię kocham mamo!
- Mamo, proszę cię...
- Ale może mogę pomóc?
- Nie sądzę. - byłem już lekko zirytowany
- Ale to coś poważnego? - dopytywała kobieta
- Tak, i to bardzo. Papa.
- Nie powiesz mi o co chodzi? - teraz byłem już wściekły.
- Jej ojciec brał udział w wypadku, i to na jej oczach. Do tego jej mamy i siostry nie ma w kraju. Szczęśliwa?
- Oooo... OK, już idę.
- Cześć. Przepraszam cię za nią. - powiedziałem gdy mama wyszła. - Naty? - cisza. Spojrzałem na nią. No taak, usnęła. Na pewno była zmęczona po tym ciężkim dla niej dniu. Położyłem ją jakoś w miarę normalnie, i poszedłem się wykąpać. Potem ułożyłem się obok niej, przytuliłem ją i zasnąłem. Śnił mi się nasz ślub, wszystko było pięknie, super, extra, ale przyleciało jakieś takie wielkie coś z twarzą Ludmiły i wszystkich zeżarło. Fajnie, nie?
Obudziło mnie ciche łkanie. To była oczywiście moja ukochana, pewnie się przebudziła.
- Natuś? - cisza. Aha, czyli jej się śni. Przytuliłem ją jeszcze mocniej, ale nie dałem rady zasnąć, bo Naty co jakiś czas zaczynała płakać. Musiałem pilnować żeby się nie obudziła. Kiedy wstała, było po 11.
- Cześć kochanie. - powiedziała, przeciągając się. - Dawno wstałeś?
- Nie spałem.
- Ale jak to? - zdziwiła się.
- Normalnie. Chyba coś ci się śniło, bo cały czas popłakiwałaś.
- Tak, śnił mi się pogrzeb taty. Przepraszam cię. - powiedziała i delikatnie mnie pocałowała.
- Nie ma za co. Dla ciebie wszystko. - odpowiedziałem i pogłębiłem pocałunek.
---------------------------------------------------------------------------
No i jest xD
Miał być krótszy od 3, a jest 2 razy taki nie?
Miśki, strasznie was przepraszam że nie było nic o Leonetcie, chociaż chcieliście, ale chcieliście też Tomiłę, to macie *.*
A na Leonettę jakoś w ogóle nie miałam weny :c
Ale na pocieszenie macie to:
Jak słoooodkooo:*
OK, obiecuję, że następny rozdział cały o Leonetcie Oki?
Ale za to challenge : 4 komcie, bo za szybko wam to komentowanie idzie xD
Buziaki no i wiecie...
.
.
.
.
.
.
.
.
No i zrobiłam jeszcze dwie nowe zakładki: Dedyki, i Zapytaj Postać. Zobaczcie sobie :*


Dawaj nasępny kotek!
OdpowiedzUsuńKC <3
Heloooooł 4 komentarze -.-
UsuńJeszcze 3
Długo jeszcze bedziesz pisaci tą 5?!
OdpowiedzUsuńDo słownika!
UsuńNo właśnie?
OdpowiedzUsuńAle co tak z anonima? xD
UsuńLepsze to niż nic =D
Códowny**
OdpowiedzUsuńBardzo dłógi, z sensem, a najlepsze Naxi i germangie <3
W sumie dobrze że mało Leonetty o nie przepadam za ty:)
Wpadnij do mnie xD
Jednak niektorzy powinni iśc już do szkoły xD
UsuńDziękuję Misiaa:*
Boskie,cudowne nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału
OdpowiedzUsuńSabkaa
Dziękuję.*.* Next bd może w niedzielę, bo jutro całe zawalone, ale nie obiecuję:c Przepraszam :<
OdpowiedzUsuńNatt
PS. Wiedz, że teraz szczerzę się do monitora xD Jeszcze raz bardzo dziękuję.