Otóż, wstała wcześniej niż zwykle, o 6.27, założyła ulubioną granatową tunikę, i białe rurki. Zamknęła się w łazience, umyła twarz i zęby, zrobiła lekki makijaż i rozczesała Farbowane loki. Spojrzała na odbicie w lustrze i pokiwała z uznaniem głową. Tak, to jest jej dzień, i musi wygladać zniewalająco. Zeszła do kuchni, oczekując na stole swojego ukochanego męża.2 tygodnie temu minęła ich 1 rocznica. Uśmiechnęła się do siebie, po czym zawołała jego imię. Nie odpowiedział. Czyli już wyszedł. Spojrzała na złoty zegarek z diamentami, który dostała na poprzednie urodziny. 15 po 7. Wyjęła z lodówki ser i sałatę, sięgnęła do szafki po pełnosiarnisty chleb, posmarowała masłem dwie kromki, i położyła na nich wcześniej przygotowane dodatki. Kiedy zjadła, poczuła wibracje w kieszeni. Wyjęła z niej komórkę i spojrzała na wyświetlacz. SMS od Mariah, jej ukochanej siostry, autorytetu, wzoru do naśladowania. "Wszystkiego najlepszego siostrzyczko!" przeczytała. Uśmiechnęła się do telefonu. No tak, na nią zawsze można liczyć. Wzięła torbę z wieszaka, sprawdziła czy wszystko jest, i wyszła z domu. Ponieważ miała około 20 minut zapasu, zwolniła tempo. Szła powoli pustym chodnikiem, podziwiając piękną, czerwcową pogodę. Przez drogę przebiegł jej czarny kot. Zatrzymała się zaskoczona i wybałuszyła oczy. Była bardzo przesadna i czuła, że stanie sie coś złego. Nie wiedziała jednak, że aż tak bardzo. Wzruszyła ramionami i poszła dalej. Po chwili otrzymała kolejnego SMSa, tym razem od Germana, jej najlepszego przyjaciela. Odpowiedziała na życzenia wchodząc do pokoju nauczycielskiego w prestiżowej szkole muzycznej "Studio OnBeat" i zasiadła w swoim fotelu. Nie był to jej konkretny zarezerwowany fotel, ale lubiła tu siedzieć i wygladać przez okno na szkolny dziedziniec, podczas gdy jej koledzy z pracy ględzili cośtam o interesach i takich innych. Czekając na resztę nauczycieli, otworzyła okno. To co zobaczyła na zewnątrz przekroczyło jej wszelkie oczekiwania, których to oczekiwań nie miała żadnych. Otóż uczniowie i reszta komitetu zebrała się pod oknem z którego wystawała głowa kobiety i zaśpiewali jej głośne "Sto lat". W jej oczach pojawiły się łzy. Pomyślała, że ten dzień zaczyna się całkiem przyzwoicie. Spojrzała jeszcze raz na grupkę jej kolegów. Pablo, Antonio, Beto... Gregorio. Oczywiście jego tam nie było. Jednak w tamtym momencie nie obchodziło jej to. Była zajęta powstrzymywaniem łez szczęścia. Uczniowie krzyknęli jeszcze coś niewyraźnie i zaczęli się rozchodzić. Nauczyciele również gdzieś zaginęli. Uslyszała pukanie w scianę, odwróciła więc głowę. Gdzy ujrzała Pablo, od razu rzuciła mu się na szyję. Wydukała coś przez strumień łez, na co mężczyzna zareagował pocałunkiem. Posadził ją na stole i odezwał się.
- Wszystkiego najlepszego słonko! Zaplanowałem już cały ten dzień. Lekcje kończymy dziś o 15, od 15:15 do 17:15 spedzasz czas z Germanem, potem od 17:30 do 19,30 z mamą, a wieczór mamy dla siebie. Wyjdziemy gdzieś, obejrzymy film... Co ty na to? - dziewczyna wyszczerzyła zęby, po czym przełknęła krople łez, które napłynęły jej do ust. Pokiwała głową. Do sali wszedł rozochocony Antonio i ogłosił obrady w sprawie podsumowania roku szkolnego, a ona pogrążyła się w przemyśleniach dotyczących reszty tego dnia. Nawet nie wiedziała kiedy zadzwonił dzwonek. Uczniowie znaleźli ją na wpół leżącą w swoim ukochanym fotelu.
- Angie! - Wydarła się Camila. Kobieta spojrzała na dziewczynę i gwałtownie odskoczyła. - Od 15 minut mamy lekcję. - Zrobiła minę mówiącą " Ruszysz w końcu te kościste dupsko?! " Nauczycielka pokiwała głową już przywrócona do rzeczywistości. Zgarnęła szybkim ruchem swój notes i ruszyła do sali. Lekcja mijała jej niezwykle wolno. Każdy dźwięk wydawany przez nią i dzieciaki trwał w nieskończoność. Spojrzała na zegarek, który wyraźnie mówił, że już 10 minut temu powinien być dzwonek. Rzuciła okiem w. stronę uczniów, których nie było." Aha. Czyli dzwonek jednak był." pomyślała. Jej szczęście nie trwało jednak długo, gdyż rozległ się kolejny dzwięk dzwonka, a do sali wpłynęła kolejna fala uczniów. Schowała twarz w dłoniach i mruknęła coś, sama nie wiedziała nawet co. Lekcja jednak zleciała jej zadziwiająco szybko. Kiedy wszyscy opuścili salę, kobieta wrzuciła byle jak do torby wszystkie swoje rzeczy i z promiennym uśmiechem wyszła z sali. Nikt nic jej o tym nie mówił, ale wiedziała, że w Resto czekają już na nią znajomi i przyjęcie. Rozchyliła lekko płaty torebki i spojrzała na różową, cekinową sukienkę. " Pzezorny zawsze ubezpieczony" Pomyślała. Odblokowała telefon, by sprawdzić godzinę, po czym przyspieszyła kroku. Nie chciała spóźnić się na własne przyjęcie. Stanęła przed przejściem dla pieszych i spojrzała na ulice. Pusto. Miała przejść, gdy poczuła rękę na ramieniu.
- Mariah. - usmiechnęła się. - Co tu robisz?
- Przyszłam poinformować cię, że twoje przyjęcie jest w druga stronę. - Nauczycielka zmarszczyła brwi. Rozejrzała się, po drugiej stronie ulicy jak wół stał Resto Bar.
- Czyli? - spojrzała na siostrę pytająco.
- Remiza. - ta przewróciła oczami. Angie wyobraziła sobie urodziny w remizie. 200 osób, z czego 3/4 nie zna. Westchnęła, wymruczała niewyraźne "Dziękuję" i ruszyła w stronę przyjęcia. Nie przeszła nawet 10 metrów, gdy usłyszała pisk opon i stuknięcie. Odwróciła się przerażona i ujrzała najgorszy widok jaki tylko można było widzieć. Z samochodu jak oparzony wyskoczył German. Najpierw się zdziwiła, potem wściekła, a na koniec był już tylko wstręt i obrzydzenie. Mężczyzna spojrzał przerażony na zapewne już zwłoki, potem na przyjaciółkę. Ta druga rzuciła okiem na ofiarę i bez słowa odeszła. Poprzysięgła sobie, że mu tego nie odpuści. Nie było jej smutno ani przykro, była wściekła. Po skamieniałej twarzy spłynęła jej łza, potem druga, trzecia... Szła tak przed siebie, nie wiedziała nawet gdzie, z na wpół otwartymi, zapłakanymi oczami, kiedy grzmotnęło, potem błysnęło i zaczął padać deszcz. Nie obchodziło jej to w ogóle, w sumie to nic jej nie obchodziło. Kiedy zabrakło jej sił, rzuciła się pod pierwsze lepsze drzewo i wybuchła płaczem. Nic jej się nie chciało, nie chciało jej się leżeć, siedzieć, stać, chodzić, mówić, ryczeć, myśleć... Całe zajście przebiegło jej przed oczami. Wyjęła z torebki zdjęcie Mariah, ucałowała je i zakopała pod korzeniem. Przeżegnała się i z trudem wstała. Miała nadzieję, że po drodze trafi ją jakiś piorun, jednak do domu wróciła całą i zdrowa, choć przemoczona do suchej nitki. Wspięła się po schodach, po czym że spuszczoną głową opadła bez życia na łóżko. Obiecała sobie, że pomści siostrę. Nieważne jak kiedy i gdzie. I to właśnie teraz, po 20 latach, patrzyła ku nienawistnie w oczy i nie wiedziała co ma zrobić. Jeżeli coś mu zrobi, wsadzą ją do paki. Miała pieniądze, sławę, dom, rodzinę... Czegóż chcieć więcej? Nie chciała tego wszystkiego ot tak stracić. Ścisneła mocniej nóż, który chowała za plecami.
- Innym razem. - wyszeptała. Rzuciła nożem o zdarty beton i uciekła.
Buahahahhahahahahhaha
Jestem okropna.
Kopcie mi grób, bo Pangie xD
Sory.
Ale jestem za Germangie <3
I wkurza mnie jak ktoś pisze Gergie -,-
Albo Angerman -,-
Beznadzieeeejaaaaa
Dobraa.
Beznadzieja.
E
