poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 1: Tajemnica

'Tajemnicaa'. Tak tak, brzmi złowieszczo ^^
Emm, tak , znowu nie było mnie 2 miesiące , ale Cii , może nikt nie zauważy xd
Dobra , to bez pieprzenia - Kolejny rozdział ;**


***

Myślę że już każdy wyobraża sobie imprezę na zakończenie szkoły - imprezę 'Krezji Dziewiętnastek' czyli dużo alkoholu , całowania , kłótni , rozbierania , tańca na rurze i ... i innych rzeczy. Jednak Anna, grzeczna córeczka tatusia, razem z Dannym wróciła do domu bez większych... Hmm... Problemów ( problemów - czyt. zatrzymania przez policję za jazdę pod wpływem alkoholu lub po prostu wypadkiem. Albo... Hmm, zatrzymania się u kogoś na noc. Tu już powinniście wiedzieć o co chodzi ), co nie zmienia jednak faktu, że dziewczyna miała bardzo słabą głowę i już po jednym drinku obudziła się na straszliwym kacu. 
- Aha , to świetnie ale ona nie może wiedzieć! - usłyszała głos swojego ojca.
- Daj spokój, przecież to już duża dziewczynka. Przyjaźnimy się od urodzenia , chyba powinna wiedzieć! - To był Danny. Co on tu do cholery robił o tej porze? Anna spojrzała na zegarek: A, no tak. Była druga po południu.
- Ale... jeszcze nie dziś.
- A kiedy? Jak przez przypadek mnie zdenerwuje i... - urwał, bo zobaczył w progu przyjaciółkę. Ta niewzruszenie podeszła do stołu, i nie patrząc nawet na chłopaków, wypiła dwulitrową butelkę wody.
- Uhuhu, wyczuwam tajemnicę. Yhy, no więc Danny, dokończ. O Jezu, ale mnie głowa napieprza... - ojciec spojrzał na nią krytycznie, ale dziewczyna tylko zatoczyła się do tyłu i złapała za skronie w bólu. 
- Emm, tak, już późno. Muszę lecieć, na... Ym, zakupy. - wycofał się z kuchni tyłem i pobiegł do wyjścia. - zakupy, dobra wymówka. - mruknął jeszcze i opuścił dom Graysonów.
***

- Więc co zrobimy? Danny nie może wiedzieć, ale cały czas kręci się z nami. Trzeba coś wykombinować, no! - rzuciła zmartwiona Lilly, wpatrując się w okno za którym ciągle, do znudzenia świeciło słońce.
- Co? Przecież nie zamkniemy go w piwnicy z jedzeniem i łazienką. Lil, nie da się tego urządzić. Musimy dać sobie spokój. - Odparła jej przyjaciółka, Mary. Od samego początku była przeciwna koncepcji imprezy niespodzianki. Ludzie, to już nie ta epoka, pomyślała wyjmując swojego iPhone'a i wstukując w przeglądarkę internetową adres facebook'a. - Zrozum, że on i tak dowie się tego wcześniej niż planowaliśmy.
- A co planowaliśmy? - wykrzyknął radośnie Danny, który właśnie wyszedł zza rogu alejki w centrum handlowym. 
- Co? Nic! Jakie co? O co ci chodzi? Daj spokój, misiu, ty zawsze sobie coś wymyślisz. - zapiszczała Lilly i cmoknęła chłopaka w policzek. Przywarła do niego i obkręciła go tyłem do Mary. Wystawiła rudą głowę nad ramieniem Dannego i bezgłośnie poprosiła przyjaciółkę: Pomóż!
- Więc jak, powiedziałeś już Annie? - powiedziała Mary siadając na parapecie - no wiesz, o was? 
Chłopak odwrócił się do dziewczyny i rzucił jej zmartwione spojrzenie, dając jej do zrozumienia, że potrzebuje pomocy. Mary westchnęła zrezygnowana i oparła głowę o szybę.
 _________
Ba dum tss!
Tag, więc doszło kilka nowych postaci,
dowiadujecie się że Danny i Anna jednak nie będą razem!
Dam dam daaam xd
*Zdziwienie?*
Huhuhuh, osoby które mnie znają pewnie już wiedzą jaką tajemnicę skrywa chłopak.
Za podpowiedź uznam - moje uzależnienie! ♥
Tak , to tyle , i następny rozdział postaram się szybciej ;*
Natt ; 3 

wtorek, 22 kwietnia 2014

Nowy Rok , Nowa Historia... ~ Prologue ~

Ona , uzdolniona dziewczyna , królowa liceum , bogata , piękna. Jej wdziękom ulegnie każdy chłopak. Z pozoru ma wszystko , ale jednak zawsze czegoś jej brakuje. Ona. Ona! Ktokolwiek, ale Ona? Jak Ona , dziewczyna , która może mieć każdego, mogła się umówić z Danny'm , pospolitym mieszkańcem Ameryki? Uświadomiła to sobie teraz , gdy stała przed wielkim lustrem w pokoju i wkładała w uszy kolczyki. Nie , to nie mogła być prawda. Dlaczego ona w ogóle dała się na to namówić?
Ale gdy usłyszała swoje imię wołane przez jakby dziecinny , wesoły głos , zapomniała o wszystkim i w pośpiechu zbiegła po schodach. Czekał tam na nią , uśmiechnięty od ucha do ucha , ze zmierzwionymi włosami i śmiejącymi się oczami. Gdyby tylko...
- Nana, no nareszcie. Ile można na Ciebie czekać? - spytał ze śmiechem. Nana. Zawsze tak na nią mówił, od kiedy pamiętała. Był jej najlepszym przyjacielem od kiedy skończyli 4 lata. W czasach , kiedy Ona nie musiała uważać na każdy swój krok , nakładać kilogramów Make-Up'u i każdego dnia ciągać za sobą tłumu dziewczyn , które chciały dołączyć do szkolnej elity. W czasach , kiedy mogła z Nim publicznie rozmawiać , nie martwiąc się o reputację. 14 lat temu. Tak dawno.
- Cześć , Danny. - powiedziała tylko i mocno go przytuliła. Poczuła lekki ścisk w udzie. Spojrzała w dół. Zobaczyła swoją młodszą siostrę tulącą się do jej nogi i cicho się zaśmiała. -  Margaret , a ty nie chcesz przywitać się z Damim? - Dziewczynka zawsze tak nazywała chłopaka , ponieważ nie umiała wypowiedzieć jego imienia. Schowała się za starszą siostrą i wyglądała na Danny'ego z ukosa.
- Nanek , może już chodźmy. Ktoś tu mnie chyba zaraz ugryzie... - zaśmiał się i zaczął łaskotać Margaret.
     ***
Leon stał przy stole z kieliszkiem ponczu w ręce. Patrzył na Erica , nalewającego właśnie do swojego naczynia przezroczystego płynu ze szklanej butelki i czekał na swoją kolej. Nadstawiał własnie kieliszek , gdy drzwi do sali gimnastycznej otworzyły się , i w blaskach świateł stanęła w nich Anna, a za nią Danny. Leon nigdy go nie lubił. Był taki... grzeczny. Dziecinny. Na pewno nie mógł należeć do ich paczki. Do tych fajnych. Dlaczego on w ogóle przyszedł z Anną? Leon nie zastanawiał się nad tym dłużej , bo dziewczyna podeszła do grupy chłopaków i ucałowała go w policzek.
- Hej, misiu.
-------------
Ahh , ten Leoś , taki buntoffnik xd ^^
No , no to mamy taki krótki prolog , i przedstawienie spraw.
Oczywiście będą jeszcze inne postacie , ale jestę już zmęczonaa xd
Nie ma to jak dodawać rozdział o 5 rano XD
A za 3 godziny muszę wstać do szkoły ;--;
To się wyśpię :D
Żegnojto ; 3
~ Pinki Paaj :3

EDIT: Tak, zedytowałam posta i pozmieniałam imiona a więc jest napisane że dodałam o 21 cośtam ;-; Ale normalnie dodawałam koło 5 xd

poniedziałek, 10 marca 2014

Siemkaa ; 3

Tak .

Dobra , wiem , nienawidzicie mnie ;--;
Nie było mnie 4 miesiące , pozwalam wam mnie zlinczowac ;_______;
Tak serio: Troszkę zapomniałam o blogu, dlatego , że bardziej wkręciłam się w Grafikę komputerową .
Zaczęła się też na poważnie szkoła .
Tak , postaram się jeszcze prowadzic bloga , ale nie wiem , czy nie wyszłam z wprawy :D
I czy mam dla kogo pisac...
I chyba zacznę nowe opowiadanie , bo już mam nową wizję tego wszystkiego...
Będzie zupełnie inaczej ^^ Muahahha xd
Nowy rozdział pewnie dodam do środy :3


Buźkaaa ; 3

~ Kucyq Pony ; *

wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział 7. " Ciocia krzyczy, że boi się myszy "


- Angie -


- Violetta... Violu, odezwij się! - krzyczałam przez łzy. Nie mogłam nawet myśleć o tym, że mogłam jej już więcej nie zobaczyć. Chciałam wiedzieć co się stało, aż zżerała mnie ciekawość, ale jednocześnie mnie to nie obchodziło. Teraz obchodziła mnie tylko moja mała Violetta...
- A pani z rodziny? - zapytał lekarz znużonym głosem, jakby odmawiał jakąś codzienną formułkę. Nie, po prostu tak jakoś sobie przyszłam, wypocić oczy...
- Yyy... Ja
- Mamo? Co się stało z Violettą? Wiesz już coś? - spytał MNIE Leon. Coś mu się pomyliło, czy jak?
- Co...?
- Jeżeli nie jest pani z rodziny, proszę opuścić pojazd. - Irytował się lekarz. Co? Jaki pojazd? Teraz dopiero zorientowałam się, że siedzę na ławce przy ścianie karetki.
- W zasadzie to jestem jej...
- Mamą.  - przerwał mi chłopak i spojrzał na mnie porozumiewawczo. - To nasza, znaczy moja siostra. Czy to coś poważnego? Wyjdzie z tego? - wskazał głową na łóżko, na którym właśnie układali moją siostrzenicę. Lekarz spojrzał nieufnie na Leona, po czym z ociąganiem przeniósł wzrok na mnie.
- Ile pani ma właściwie lat? - spytał po zlustrowaniu dokładnie całej mojej osoby.
- Trzydzieści osiem. - skłamałam. Lekarz tylko westchnął i zajął miejsce obok mnie. Okazało się, że już od dobrych trzech minut pędzimy przez niemal puste ulice. Miałam zamiar wrzasnąć do kierowcy żeby trochę zwolnił, ale przypomniałam sobie, że karetki prawo nie obowiązuje. No, prawie. Jechaliśmy jeszcze może pół minuty. Kiedy dojechaliśmy do szpitala, ratownicy kazali nam wysiąść z auta, a sami zajęli się wyjmowaniem noszy z wnętrza karetki. Jeden z nich zaprowadził mnie i Leona do poczekalni i kazał czekać na diagnozę.
- Angie... - odezwał się po dłuższej chwili chłopak. Spojrzałam na niego pytająco. - Wiesz... Ja to wszystko widziałem.
- Co widziałeś?
- No... 
- Dzień dobry! Dobry, dobry. Coś mi się zdaje, że trochę sobie tu razem posiedzimy... No, to na kogo pani czeka? - jakaś czterdziestka z dzieckiem na rękach wlepiała we mnie swoje pseudo-uśmiechnięte gały.
- Na sio...
- Córkę. - przerwał mi Leon. Ach, zapomniałam, że teraz jestem ich matką. Zdezorientowana pokiwałam tylko głową. - Na córkę.
- Ach, ja czekam na męża. Znów spadł że schodów! Oj, ten mój Rodrigo... Taka z niego sierota! Kiedyś poszedł kłaść papę na dachu i się z niego zwalił! Niby nic złego, każdemu się może zdarzyć, no ale sześć razy? A u pani jak tam? Wszystko dobrze? Dzieci zdrowe? Na pewno, na pewno. Co tam u męża? Znowu pracuje? A tak w ogóle, jak się pani nazywa? Pewnie Angelica, pasuje do pani. Ale nie, Angelica to za długo... może Angie? Gdzie pani była na wakacjach? Jest pani strasznie opalona. Ach, no tak, u nas zawsze świeci słońce. Hahahahaha! Na pewno stać panią na drogie wakacje, co? Lubi pani spaghetti? Na pewno ten mały lubi. Jeśli pani chce, to mogę pani mailem wysłać przepis. Albo adres cudownej włoskiej restauracji! Tak, właśnie, wczoraj założyłam sobie wczoraj pocztę! Kochana, ty chyba w ogóle tych dzieci nie karmisz! Patrz jaki on chudy jest... pewno jarzynek nie jesz, co? - patrzyła na Leona jak na pięciolatka.
- Muszę iść... Do toalety! - rzuciłam. - Radź sobie sam. - szepnęłam jeszcze Leonowi na ucho i pobiegłam w stronę jakiegoś korytarza.

- Leon -

Do toalety? WOW, jakie to oryginalne! Cudownie, teraz muszę znosić ten jazgot sam.
- Synku, jak...
- Pani... Rodriguez, mąż chce panią widzieć. - przerwał kobiecie lekarz. Spojrzałem na niego wzrokiem gimbuski która dostała nowy tusz do brwi, czy cośtam.
- Leon! Leon, co się stało Violce? Usłyszałem za sobą głos Francesci, a zaraz potem pisk małej Naty:
- Fujek Leon! Klamy f belka? Belek! - wrzasnęła, klepnęła mnie w kolano, wpadła na Rodriguezową, która właśnie opuszczała poczekalnię i puściła się pędem, obijając się przy okazji o wszystkie krzesła, automaty i śmietniki. Szczęście, że tego dnia w szpitalu było prawie pusto.
- Naty! Natalia! Wracaj tu w tej chwili! - zawołała za nią Fran i pobiegła, potykając się co chwila na tych swoich dwudziestocentymetrowych szpilach. Francesca była najlepszą przyjaciółką Violetty i żoną mojego brata, Marco. Byli starsi ode mnie i Violki o trzy lata.
  Już miałem wyjąć telefon i poszukać Wi-Fi, ale moich kolan dopadła Naty i podskakując, krzycząc, piszcząc, błagała, żebym wziął ją na kolana. Podniosłem delikatnie malutką i nakryłem ją swoją kurtką. Zza rogu wyleciała zdyszana włoszka i nie mogąc złapać powietrza, doczłapała się do naszego rzędu krzeseł.
- Yh, mała przeyhychodzi terazyhy okres buyhyntu... - wydyszała.
- W wieku trzech lat? - spytałem z kpiną w głosie.
- Jeście nie mam cech lat! - spod kurtki wyłoniła się oburzona główka. Francesca odebrała mi ją, posadziła sobie na kolanach i zaczęła łaskotać. Myślałem, że Natka zbombluje się z tego śmiechu, jak to dzieci mają.
- A państwo...? - spytał no z tego ni z owego lekarz, który przyglądał się nam już kilka dobrych sekund. Był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną z kilkudniowym zarostem i gęstymi, ciemnymi włosami. Pomyślałem sobie, że jeśli to on jest lekarzem Violi, mogę zacząć być zazdrosny.
- Ja do Violetty Castillo! - wyrwała z odpowiedzią Francesca, mrugając zalotnie rzęsami.
- Proszę że mną. - powiedział lekarz z uśmiechem, pokazując rząd idealnie białych zębów. Wybielane, pomyślałem. Tego będę się trzymać. Te mięśnie to pewnie tylko taka specjalną koszulka, a włosy to peruka. Lekarze faktycznie muszą nieźle zarabiać, że tego gościa stać na takiego charakteryzatora... Dopiero po chwili zorientowałem się, że Fran, Naty i lekarz dawno poszli do sali Violki. Miałem iść za nimi, ale zauważyłem że jakąś wąsata sprzątaczka warczy na mnie zza lady.
                                                                           
 - Violetta -

Bolało mnie wszystko. Kręciło mi się w głowie i nie mogłam otworzyć oczu. Nie wiem co ja sobie myślałam... Nigdy więcej nie kupuję lemoniady u tego gościa... Chciałam wiedzieć gdzie jestem, z kim i dlaczego, w zakamarkach pamięci próbowałam odszukać jakiekolwiek wskazówki, urywki momentów, ale znalazłam tam tylko świst powietrza i ból.
- Ciocia Fiola ślopiła siopie ku-ku... - usłyszałam jakby zza ściany.
- Taaaak, i to dosyć porządnie, kochanie. - powiedział jakiś głęboki głos. Nigdy wcześniej go nie słyszałam. - Twoja ciocia spadła z bardzo wysoka. - kontynuował. Kątem zamglonego oka dostrzegłam małą dziewczynkę, która najprawdopodobniej wypowiedziała pierwsze zdanie.
- Na... ta... lia...? - wydobyłam z siebie łamiącym się głosem.
- Violetta! Vilu, wróciłaś do nas! - pisnął ktoś.
- Mamo, ciocia nikcie nie pośła... - wybulgotała zdziwiona dziewczynka.
Ktoś mnie przytulił. Jakaś szczupła osoba, ubrana w szarą garsonkę i koszulę z żabotem. Czarne włosy były upięte w wysokiego koka...
- Francesca! - chciałam krzyknąć, ale z moich ust wydobył się tylko niezrozumiały pisk. Jak ja mogłam jej nie poznać?!
- Hah, też się bardzo cieszę! - zaśmiała się przyjaciółka. Chcialam pokrecić głową i zachichotać, ale byłam kompletnie sparaliżowana, a mój chichot brzmiał jak odgłos kaszlu leniwca. Jakkolwiek to brzmi.
- Mamusiu, ciocia ksiyciy zie boji siem mysiy.
- Spokojnie Violu, to normalne że nie możesz nic powiedzieć. Yy... To normalne, prawda? - spytała zbitym z tropu głosem postawnego mężczyznę przy stole, będącego zapewne moim lekarzem prowadzącym, który tylko kiwnął głową. - No, to normalne. A teraz do rzeczy: Violka, ty skończona idiotko, co ty sobie w ogóle wyobrażasz?!
- Śkońciona idiotka! - zawtórowała Natka.
- Ty siedź cicho! - Fran wrzasnęła na nią, po czym wróciła do wrzeszczenia na mnie. -  Co ty sobie myślisz? Że skoczysz sobie z karuzeli i wszystko będzie OK?! To ja ci coś powiem. Nie będzie OK! Bedzie do dupy! Ty zdurniała egoistko, myślisz czasem o innych?! O Leonie?! O mnie?! O tacie?! Angie?! O innych?! Nic, w ogóle nie myślisz! Po kiego ci ta pusta bania ba szyi? Żeby ładnie wyglądać? Żeby myśleć, geniuszu! Violka, jeszcze raz coś takiego zrobisz, to przysięgam, że własnoręcznie cię uduszę! - stanęła, by nabrać powietrza i już, już miała wybuchnąć następną niagarą gróźb i obelg, ale na jej głowę spadł różowy deszcz z płatków róży wykonany przez Naty. Francesca przymknęła oczy, odczekała chwilę, jakby liczyła do dziesięciu i powoli zaczęła wydłubywać sobie szczątki kwiatów z włosów, podczas gdy ja że śmiechu o mało co nie spadłam z łóżka.
- Mama fleście łatnie pachnie!



***

Joł ;D 
Natalia ♥
Słodka, nie? XD
Spokojnie, duża Naty też będzie ;D
A KEJM IN LAJK REEEEEEEEKIN BOOOOOL
*.*
Taka tam, mała obsesja ^.^
Mam pomysła... 
Zrobię konkursik =D
Wybiorę sobie jedną osobę, która będzie wam pisała One Party c:
Jezu, do jutra muszę napisać swojego XD
Na konkurs ;d
Co wy na to? 
Co do rozdziału...
Przepraszam, że tak długo nie było, ale w poprzednim poście pisałam czemu do tej pory nie dodałam.
Nie miałam czasu, ani weny.
I pisałam to wczoraj koło 2 rano xd
Jak na nocną wenę, to chyba nieźle mi wyszedł... :D
Jeny, w każdym moim rozdziale musi się znależć jakiś potok słów :O
Tym razem w wykonaniu Francesci xd
Taaaaag, prawdziwa przyjaciółka ^.^
'Ty skończona idiotko!' Hhahah <3
Wiem, mało się działo, ale przynajmniej Violka się obudziła xD
Następny dłuższy i więcej akcji ^.^
Dobra, lecę pisać One Shota...................................


Całuzgi, Natt ;3
 hshshjsvghejsahdsgydsgudks *.*

wtorek, 12 listopada 2013

...

Słuchajcie, dodałam rozdział wczoraj. Był co prawda krótki, ale był. Może ktoś zdążył go przeczytac. Tylko że... mam też bloggera na telefonie, a ponieważ mój kochany mobajl jest jakiś opóźniony, dopiero o 1 w nocy mi się zsynchronizowało. I co? Po synchronizacji rozdział dodał się z telefonu. Ale dodało się tylko tyle ile pisałam na telefonie, czyli trzy zdania -,-

Mamo... Napracowałam się nad tym rozdziałem, siedziałam nad nim 5/6 dni... Aktualnie jestem obrażona na cały świat, a szczególnie na mój ułomny telefon, więc bez pretensji. Rozdział będzie dziś lub jutro, ale zostanie złączony z 8 rozdziałem.

Jeszcze raz was przepraszam, Natt ;3




środa, 6 listopada 2013

Rozdział 6 ... "Kochałem cię przez cały ten czas"

                       
- Leon -

- No? Ty co? - spytała przyjaciółka. Przymknąłem oczy z westchnieniem.
- Słuchaj. - zacząłem spokojnie. - Znamy się już od wieków i zawsze byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Tak na prawdę, to kochałem cię przez cały ten czas. - spojrzała na mnie z nadzieją, więc złapałem ją za ręce. - Po przyjacielsku... - spodziewałem się jakiegoś wybuchu płaczu, jednak Sanny roześmiała się perliście.
- Tak. Spodziewałam się tego. No... jest mi smutno, ale wiedz, że co by się nie działo, w moim sercu zawsze będzie dla ciebie miejsce. - Yhh, ta dziewczyna jest niesamowita! Ale ten tekst o miejscu w jej sercu mnie rozwalił. Już miałem wybuchnąć śmiechem, kiedy coś nami wstrząsnęło i zaczęliśmy unosić się w górę. Znowu. Przyjaciółka z ulgą westchnęła i wtuliła się we mnie. Teraz zorientowałem się, że przestało padać. Na niebie nie było już prawie żadnej chmury, powietrze jednak wciąż było ciężkie i wilgotne. Kiedy odkleiła się ode mnie, zaczął wiać jakiś potężny wiatr i młyn ponownie zatrzymano. A ponieważ zawisnęliśmy na samym szczycie, pod nami rozległ się pomruk i jęk niezadowolenia. Ja również westchnąłem i spojrzałem znów na towarzyszkę. Tym razem patrzyła gdzieś w przestrzeń, jej delikatna, jakby dziecięca twarzyczka wydawała się teraz taka twarda i oschła, złociste, długie włosy rizwiewał wiatr. W oczach miała jednak łzy. Kiedy pierwsza z nich powoli spływała po jej policzku, zdecydowałem się na ten krok. Uświadomiłem sobie coś właśnie i chciałem jej to okazać. Wytarłem delikatnie łzę z jej twarzy, a kiedy smutno spojrzała mi w oczy, byłem już pewny swoich uczuć. Możecie pomyśleć, że to była zwykła litość, ale nie. Poczułem w tamtej chcwili coś niezwykłego, w chwili gdy patrzyliśmy sobie w oczy, wiedziałem że to na pewno nie jest tylko współczucie. Ująłem jej twarz w obie ręce i najdelikatniej jak tylko umiałem, pocałowałem ją. Tak zgadza się, a jeszcze mało tego, uświadomiłem sobie, że to co czułem do Violetty, było tylko złudzeniem i nie można było nazwać tego miłością. Kiedy z niechęcią odsunąłem się delikatnie, zobaczyłem na jej ustach uśmiech, jakiego jeszcze nigdy u niej nie widzialem. Prawdziwy i szczery. Wtedy z sąsiedniej gondoli rozległ się wrzask:
- OK, tego już za wiele! Mogę patrzeć na to jak się przytulacie i obejmujecie, przytulacie, ale tna to już patrzeć nie mogę! Chciałam dać ci szansę na wytłumaczenie się, ale chyba właśnie najlepiej sama sobie to wytłumaczyłam. Nigdy więcej nie chcę cię widzieć, zdrajco! - wykrzyczała, po czym stanęła na laweczce która znajdowała się w godnolce.
- Nie, nawet się nie waż! - powiedziałem wyczuwajac jej zamiary. Ale ona już mnie nie słuchała. Patrzyła w ziemię, w to wszystko co znajdowało się ponad 100 metrów pod nią. Rzuciła ostatnie nienawistne spojrzenie w stronę, pary i zrobiła krok w powietrze.
                  
 - Angie -

To wszystko mnie już przerasta. Mam wziąć ślub, na który wcale nie mam ochoty i towarzyszyć na innym, na który jeszcze bardziej nie mam ochoty. Trzeba coś wykombinować. No nie wiem... A gdybym tak zachorowała? Nie, to mi raczej nic nie da, Pablo zaciągnie mnie do tego ołtarza siłą. Ale jemu zależy. Zaraz, moment, jakiego ołtarza, nie będzie żadnego ołtarza, żadnego ślubu ani tym bardziej wesela! Dlaczego powiedzenie jednego słowa " nie " jest takie trudne?! Hmm, chyba akurat nie było mnie w szkole na zajęciach o asertywności... Jeju, co za koszmar!
- Hej, kochanie! - powiedział uradowany Pablo, który wyrósł mi jak z ziemi, w najmniej odpowiednim momencie. - Słuchaj, znalazłem cudowną orkiestrę na nasze wesele, poszperałem trochę w internecie i znalazłem super limuzynę która przywiezie nas z kościoła na salę! Właśnie, nie zastanawiałem się jeszcze nad salą. Czy może bardziej zrobić wesele gdzieś w jakimś ładnym ogrodzie? W sumie byłoby miło, ale czy nie za gorąco? Jest czerwiec, na dworze 30 stopni wieczorem... A dom? Może dom weselny? Goście którzy mieszkają gdzieś dalej mogliby zostać na poprawiny, dzieci miałyby gdzie się przespać... Jeszcze zostaje kwestia jedzenia. Katering, czy raczej sami cos zrobimy? No jak będzie 150 osób, każdy przyniesie coś swojego to myślę że wystarczy. Ale na pewno ma być wiejski stół. I znalazłem nam całkiem nieźle mieszkanko, a właściwie dom. Ładny, piętrowy, z dużym ogrodem... Bo wiesz, myślę że mieszkanie z rodzicami to nienajlepszy pomysł. Zwłaszcza że już chyba pora na dzieci... - O nie, tego już było za wiele. Dzieci? Jakie dzieci? Nie mam na razie ochoty na dzieci. Ani ślub.
- Paaaablooooo... - jęknęłam.
- Co? Coś ci jest? Słabi wyglądasz. Może zrobię ci herbatę? I przygrzeję nam rosół. - znów wydałam z siebie odgłos niezadowolenia, tym razem z błagalnym spojrzeniem w sufit. Mężczyzna dotknął mojego czoła, zapewne w celu sprawdzenia czy nie mam gorączki. Wywrocilam oczami, a on chyba to zauważył bo westchnął i ciężkim krokiem skierował sie do kuchni.
- Jak już tam idziesz, to zrób mi coś do jedzenia! Głodna jestem.  - krzyknelam za nim. I to był mój błąd. Pablo w ułamku sekundy klęczał przy kanapie, na której od dłuższego czasu zalegałam.
- Na co masz ochotę? - wyrzucił z siebie te cztery słowa jak karabin maszynowy, normalny człowiek na 100% by go nie zrozumiał. Na co mam ochotę, pytasz? Wziąć ciężki młot, mniej-więcej 90-kilogramowy, nabity metalowymi ćwiekami i przywalić ci nim w łeb, pomyślałam. Ewentualnie, zepchnąć cię z mostu. Albo sama z niego zeskoczyć
- Kurczak.  - powiedziałam spokojnie
- Nie ma.
- Zamów.
- Gdzie ja ci zamówię kurczaka?
- W KFC. - mój - o, zgrozo - przyszły mąż wywrócił oczami.
- Poledwice czy kubełek?
- Twister.
- Coś do picia?
- Poledwiczki. - kolejne westchnienie z przymknięciem oczu.
- Ostre?
- Głupie pytanie.
- Sos?
- Jeszcze głupsze.
- Pączka?
- Co?
- Wiesz, pomyślałem że skoro takie masz wymagania, to może i pączka byś...
- Nie jestem w ciąży.  - przerwałam mu spokojnie. Spojrzał na mnie speszonym wzrokiem, ale zaraz później rzucił spojrzenie mówiące: "jeszcze nie". Zaczęłam się go bać, więc wymyśliłam coś, że muszę iść kupić masło, czy coś. Kilka minut po wyjściu z domu zaczęłam sie zastanawiać gdzie ja w ogóle mam iść. Wtedy uświadomiłam sobie, że dwie rzeczy związane z moim wyjściem nie miały sensu. Po 1. dziś jest niedziela, a w niedzielę te mniejsze sklepy są pozamykane, po 2. nie wzięłam z domu torebki, a co za tym idzie: portfela. A raczej ciężko będzie kupić masło bez pieniędzy. Zaśmiałam się, sama z siebie i skierowałam się do parku. Przysiadłam na ławce obok fontanny i wyjęłam telefon z kieszeni. Zobaczyłam, że mam 4 nieprzeczytane wiadomości.
Pierwsza była od Beto:
"Masz może czas jutro wieczorem? Mam ci coś ważnego do powiedzenia..."
Aha... zaczynam się bać...
Drugą wysłała mi Olga:
"Nir msm pimuslu na iviad. Ty mssz jwkus?"
A więc Olga umie pisać SMS-y! Chociaż... nie do końca...
Trzeci SMS był codziennym spamem gwarantującym wygraną, więc nawet nie chciało mi się go czytać, natomiast czwarty... przysłał mi go German:
"Masz już sukienkę na ślub? Postanowiliśmy z Jade przesunąć termin... Na sobotę."
Czułam, jak do oczu napływają mi łzy. Jak to: na sobotę?! Dziś był czwartek, a to oznaczało ślub jest za dwa dni. Przez dwa dni ja nie zdążę... Nie zdążę tego odkręcić. To nie może się tak skończyć! Obok mnie przemknęła karetka, a zaraz za nią straż pożarna. Zatrzymały się przy wesołym miasteczku, które było jakieś 100 metrów ode mnie, pomyślałam więc, że zobaczę co się dzieje. Było bardzo gorąco, a kiedy wyszłam z cienia, upał stał się wręcz nie do zniesienia. Przez to ciężko było mi się na czymkolwiek skupić. Kiedy wreszcie doszłam na miejsce, zobaczyłam przed sobą... plecy innych ludzi. Przy taśmie ochronnej ustawiły się już setki osób. Próbowałam się dopchać na początek, ale nie dałam rady. Diabelski młyn ruszył. Chyba wcześniej stanął, bo ludzie którzy się na nim znajdowali zaczęli krzyczeć i bić brawo. Maszyna powoli się kręciła, co jakiś czas zatrzymując się, by pasażerowie mogli wysiąść. Z kolejnych gondoli wysiadali coraz bardziej przestraszeni ludzie. Ostatni z wagonów zjechał na ziemię. Ku mojemu zdziwieniu wysiadł, a raczej wyskoczył z niego Leon i puścił się pędem w stronę karetki. Przeskoczył zabezpieczenia i przeraźliwie wrzeszcząc upadł na ziemię. Tylko tyle zdołałam zobaczyć przepychając się przez tłum gapiów. Kiedy wreszcie dopadłam taśmy, zobaczyłam coś, czego chyba nic by nie przebiło. Był to najstraszniejszy widok, jaki kiedykolwiek mogłam ujrzeć. Nawet widok... widok... Jego w garniturze ślubnym, a obok niego innej kobiety... Nie, nawet nie ma porównania. Angie, ogarnij się! Teraz ważne jest coś innego. Przeszłam pod taśmą ochronną i dopadłam noszy.
- Violetta...

***

Muahaahahahahahahahahahahahah xd
Znowu jestem zua ;D
Mmmm oglądam sb Violetitę *.*
Ramallo zazdrosny o Olgę ;o
Cami ( dziewczyna która ją dubbinguje ) ma strasznie zapchany nos -,-
Dieguś jaki skromny... 
Co za palant...
Ale go kocham <3
Okej...
Sorcia ;c
Długo nie pisałam...
No i rozdział krótki...
Przepraszam...
Nie mam pomysłu na tytuł -,-
Znowu przepraszam...
Chyba Violci się coś śni *o*
W serialu, oczywiście xD
OK, jakieś skojarzenia co do ostatniego zdania?
Chyba tyle...
Następny będzie szybciej, obiecuję <3 
Pojutrze albo w sobotę ;*



Natt ;3

wtorek, 5 listopada 2013

Lalalalalalalalalalalalala

Nie. Niemożliwe. Ja już sama w to nie wierzę.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! *.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*
Nadal w to nie wierzę.

Ale, zostałam NOMINOWANA DO LBA!!! <3
Chciałabym serdecznie podziękować Lisie Verdas <3 <3 <3 KC ;*
No taag, mam podnietę, ale to moja pierwsza nominacja i wgl... " . " Jezusie...
Hmmm... Czym właściwie jest LBA?
Otóż jest to skrót od konkursu Liebster Blog Awards, w którym nagrodą jest... Chyba wgl nie ma nagrody xdxd
Ale do rzeczy: Jest to wyróżnienie dawane autorowi bloga za "dobrze wykonaną robotę". Otrzymują ją zazwyczaj blogi mniej znane, co pozwala im się tak jakby wybić ;D

Co powinnam zrobić?

- Odpowiedzieć na 11 pytań zadanych przez osobę która mnie nominowała
- Zadać 11 swoich pytań
- Nominować 11 12 blogów
- Poinformować te osoby.

Nie wolno mi nominować osoby, która nominowała mnie. A szkoda... xD

Pytania od Lisy:

1. Jak masz na imię i ile masz lat?

Jestem sb Natalia, mam 11 lat ;*

2. Co cię nakłoniło do pisania bloga?

Hmm... Miałam kiedyś bardzo dużo pomysłów. Różnych różniastych, w tym na opowiadania. Gdzieś je wszystkie zapisywałam, niektóre wykorzystywałam na wypracowania w szkole, ale... Większość się nie nadawała, z powodów... Możecie się chyba domyśleć xd No i pewnego dnia, szukałam jakichś faktów o "Violetcie", no i natrafiłam na bloga. Miał on wtedy chyba 11 rozdziałów, więc wszystko przeczytałam jednym tchem, a że był on lekko... Hmm... Nieprzyzwoity? xd Musiałam go pokazać mojej BFF. No i jak ona już przeczytała wszystkie rozdziały, doznała nagłego olśnienia i rzuciła mi jeden ze swoich ( jakże genialnych xd ) pomysłów:
- Ej, a może ty byś bloga założyła? W końcu talent do pisania masz...
Z początku nie podobał mi się ten pomysł. Stwierdziłam, że nie miałabym o czym pisać, zapominałabym, a tak wgl to i tak nikt by tego bloga nie czytał. Ale, wraz z upływem czasu, zaczęła mi się coraz bardziej podobać perspektywa blogerki. W końcu uświadomiłam sobie, że mam przecież tyle niewykorzystanych pomysłów. Przerobiłam je na Violettę, opublikowałam na blogu... No i jest! ;D

3. Czy lubisz tytułową bohaterkę - Violettę? Za co?

Lubie ją, bo jest fajna xdxd
A tak serio, to jest utalentowana, miła, przyjacielska, troskliwa, pomocna itd. ;D
ALE ma jedną okropną wadę: Jest strasznie niezdecydowana...
No cóż, ale to chyba nie jej wina, że wiecznie ma przy sobie dwóch kochających ją facetów, a ona nie wie którego kocha bardziej xd

4. Jakie miejsce najbardziej chciałabyś zobaczyć? 

Paaaaryż *.*

5. Kogo z obsady chciałabyś najbardziej poznać?

Mmm... No ciekawe... Może by tak... Mojego przyszłego męża? Chociaż on już jest moim mężem, patrz na nazwisko xd Nie no, chciałabym poznać tego mojego Jorge'a, Tini i oczywyście Mechi <3

6. Ulubione piosenki z Violetty?

Jeju... Dużo xd
1. En mi mundo
2. Nuestro camino
3. Yo soy asi
4. In my own world
5. Hoy somos mas
6. Alcancemos las estrellas
7. Podemos
8. Como quieres
9. Junto a ti
10. Si es por amor <3
Chyba tyle.

7. Leonetta, Tomasetta czy Diegoletta? Dlaczego?

Diegoletta i Leonetta, bo to moi mężowie są przecież xd ( Leoś i Dieguś )

8. Kogo z chłopaków w Violetcie najbardziej lubisz?

Moich mężów, a mam ich chyba 6 xD
Marcuś <3
Leoś <3 
Max... uś? <3
Dieguś <3 
Andres... uś xd <3
Germanuś xdxdxdxdxdxd <3 
Próbuję sb przypomnieć, ale chyba z nikim więcej się nie żeniłam xd No, przynajmniej z Violetty ;D

9. Czy podoba ci się styl Violetty, Camili, Franceski, Ludmiły i Naty z 2 sezonu?

Violki - Tag, tag, taaag *.*
Camili - Tak średnio... W sumie sama bym nigdy takich ciuchów nie założyła
Franceski - Tak <3
Ludmi - Oczywiście ;*
Naty - Bardzo <3

10. Znasz hiszpański?

Njeee ;D Po co mi? xd

11. Ulubiony odcinek Violetty?

Ten taki no... Z czołówką En Mi Mundo xdxd
To teraz się domyślaj <3

Hmm... Pytania ode mnie. Nie mam pomysłu, ale oki ;d

1. Jak masz na imię i ile masz lat?
2. Dlaczego lubisz serial " Violetta "?
3. Jaką masz średnią w szkole?
4. Czy prowadzenie bloga sprawia ci przyjemność?
5. Ulubione pary z Violetty? Wymień co najmniej 4 ;D
6. Styl kogo z " Violetty " podoba ci się najbardziej?
7. Lubisz zwierzęta? 
8. Co jest twoim największym marzeniem?
9. Masz jakichś mężów xd ? Jeśli tak, to jakich? Nie muszą być akurat z "Violetty"
10. Masz aska? Jeśli tak, to podaj ;33
11. Kogo z Violetty lubisz najbardziej? Dlaczego?

Powodzenia ;D

Blogi, które nominuję: 

"Ale ty zawsze musisz być obecny w moich snach"
Siempre cerca tu yo estare
EDIT: Jak ja mogłam zapomnieć... ♥ Leon & Violetta ♥
Jeszcze raz baaardzo dziękuję za nominację <3 <3



Natt ;3