sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 5 " Wesołe miasteczko i podwójny ślub" + nowy wygląd + wykreślanka + drugi blog

- Angie - 

Obudził mnie grzmot. Podeszłam do okna, i zapatrzyłam się w ciemność. Za oknem lało jak z cebra. Krople deszczu dudniły o szyby i dach. Uchyliłam okno, by wpuścić trochę powietrza do duszego pomieszczenia, narzuciłam szlafrok i zeszłam do kuchni. Chciałam zapalić światło, ale nie było prądu. W kuchni zastałam mojego szwagra.
- Pani też nie może spać? - zapytał
- Co? Ale jak to, będziemy teraz tak oficjalnie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- A nie było tak od zawsze? - mężczyzna zmarszczył brwi.
- Niby tak, ale po tym, co się wczoraj wydarzyło...
- A co mianowicie? - za oknem grzmotnęło, a mi zaszkliły się oczy. - Co jest, aż tak bardzo boi się pani burzy? - roześmiał się. Nie byłam w stanie odpowiedzieć. Nagle wszystko straciło sens. No tak, to za piekne, żeby było możliwe. Nie mogłam tam stać i na niego patrzeć, patrzeć jak wszystko co skserować ę wali. Pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Jak on może tak perfidnie udawać, że nic się nie stało. Że zupełnie nie wie o co chodzi. Rzuciłam się na łóżko, i wybuchłam placzem. Nie mogłam w to uwierzyć. Spojrzalam w okno, za którym płonął jakiś budynek. Pewnie piorun w niego uderzył. I nagle coś sobie uświadomiłam. To nie jego wina, tylko moja. Nic między nami nie zaszło, to było tylko takie wyobrażenie. Albo raczej sen... Te ostatnie trzy dni... W rzeczywistości nigdy ich nie było... To by wyjaśniało, dlaczego wszystko tak szybko mi się urwało. To nie był realny świat, tylko moja wyobraźnia! Ale to było takie realne... Jednego jednak wciąż nie rozumiałam. Dlaczego to ja mam zawsze w życiu największego pecha?!

                                       - Leon -


Była czwarta nad ranem. Leżałem w łóżku, i grałem w jakieś bezsensowne gry na telefonie. Za oknem szalał wiatr, co minutę się byskało. Mój pies stał przy drzwiach tarasowych, i szczekał na spadające liście. Kiedy na ekranie komórki pojawiła się informacja o niskim poziomie baterii, wyłączyłem aplikację i zastanawiałem się, co dalej ze sobą zrobić. Było już późńo, ale postanowiłem napisać SMSa do Violetty.

"Hej Violu, śpisz?"
Odpisała błyskawicznie.
" Nie śpię, nie mogę. U ciebie też jest taka burza?"
"Kotku, mieszkam dwie ulice dalej:/ Może jutro wyjdziemy gdzieś razem?"
"Pewnie ^ ^ Zadzwonię jutro, OK?"
"OK:) Dobranoc"
Miałem nadzieję, że pogadamy trochę dłużej, ale mojej dziewczynie najwyraźniej zachciało się spać. Po chwili poczułem wibracje. Spojrzałem na wyświetlacz komórki, na którym widniał napis " Do widzenia"
Pięknie. Teraz pozostało mi już tylko gapienie się w szybę, na uginające się pod wpływem wiatru drzewa. Albo granie w Forca Motorsport 4. Wybrałem to drugie.

                *Następnego dnia*

Kiedy wstałem, a było to koło 12, na zewnątrz świeciło śłońce, ludzie chodzili w lekkich ubraniach, a dzieci przemykały z cienia na cień. Wyszedłem na dwór, rozprostować kości po ciężkiej nocy. Z nieba dosłownie lał się żar, chociaż było jeszcze dosyć wcześnie. Żadnego wiatru, żadnej chmurki, tylko upał. Przypomniało mi się, że Viola miała do mnie zadzwonić. Pobiegłem do pokoju, sprawdzić telefon, ale był rozładowany. Podłączyłem go szybko, ale stwierdzilem, że zanim ten grat się włączy, minie dobre 10 minut. Do mojego pokoju zapukała mama.
- Hej, już wstałeś? - spytała. Przecież byłem już na dole, siedziałem na dworze ponad 20 minut... Ach, no tak, ona z Martinem fali tsunami by nie zauważyła. Martin to mój ojczym. W sumie to spoko gośc, ale tak, muszę to przyznac, uważam, że zabiera mi mamę. 
- Nie, lunatykuję. - odpowiedziałem zirytowany.
- To fajnie. Przyjdź zaraz na śniadanie.
Mruknąłem coś pod nosem i spojrzałem na telefon. Żadnego powiadomienia."No trudno, pewnie zadzwoni później" pomyślałem. Po kilku sekundach poczułem wibracje w dłoni. SMS od taty."Przyjdź do parku, mam dla ciebie niespodziankę" Hmmm... Dziwne... Tata umie pisać SMS-y! Nieważne. Ubrałem się i wyszedłem. Po drodze co pięć sekund patrzyłem na komórkę, czy nie mam wiadomości od Violetty. Niestety ciagle nic. Za to parę razy wpadłem na jakichś przechodniów. Zastanawiałem się też, co to za niespodzianka. Nie miałem żadnego pomysłu, ale na wszelki wypadek staranniej niż zwykle ułożyłem włosy. Silny wiatr jednak ciągle mi je rozwiewał. Kiedy wreszcie dotarłem do umówionego miejsca, nie wierzyłem własnym oczom. Przede mną stała Kassandra. Ta sama Kassandra, z którą 10 lat temu ganiałem się po polu. Ta sama, która zawsze jak mnie widziała, na dzień dobry wylewała mi wiadro wody na głowę.. I ta sama, ktorej nie widziałem od siedmiu lat. 
- Sanny! - wydarłem się, a ona rzuciła mi się w ramiona. - Z kąd ty się tu wzięłaś? 
- To ja... Zostawię was samych. - powiedział z uśmiechem ojciec i odszedł. 
- Leon, przyjechałam z LA na wakacje. I... Zamieszkam u was! Cieszysz się? - ponownie uwiesila się na mnie. 
- Leon! - usłyszałem za sobą znajomy głos. - Dziś miała być nasza wymarzona randka, wydzwaniam do ciebie od piętnastu minut, a ty obściskujesz się w parku z jakąś wywłoką?! 
 - Nie, VIoletto, to nie tak jak myślisz... - roześmiałem się. 
- Jeszcze się cieszysz jak głupi? Nic już nie mów, nie masz się co tłumaczyć. To koniec. 
- Co to było? - spytałem sam siebie. Kiedy odwróciłem się do Sanny, ta stała z otwartą buzią. - Hej! - potrząsnąłem nią. 
- Czy to... Była twoja dziewczyna? - spytała z niedowierzaniem. 
 - Właśnie, była. 
 - Mam z nią pogadać? Mogę jej wszystko wyjaśnić. Nie chce zebyś miał z mojego powodu kłopoty. Leon, słuchasz mnie? 
 - Tak. Znaczy nie. Potem to odkręcę, a teraz chodź, oprowadzę cię bo mieście. - zaproponowałem. Szliśmy w milczeniu, aż doszliśmy do wesołego miasteczka na głównym placu. - I co? Co wybierasz? - dziewczyna stała w miejscu i kręciła się w kółko jak w filmach. Oczywiście z rozdziawionymi ustami. - Nie no, co ty masz z tą gębą? Trzeba ci ją zszyć czy co? 
- Przepraszam, ale tu jest tak pięknie... - w sumie miała rację. Trudno było nie zapatrzeć się w turkusowe niebo, bez żadnej chmurki, w ogromne drzewa powiewające na wietrze, w różnokolorowe drzewa i krzewy, zasadzone w alejkach... Na pewno było ciężko. - Chodź na diabelski młyn! - pociągnęła mnie za rękę. Wpakowała się do gondoli bez biletu, i patrzyła się jak idiotka na maszynistę, który wrzeszczał do niej po hiszpańsku, ciągle gestykulując. Po dłuższej chwili monologu, mężczyzna zrezygnował z dalszych prób wypędzenia dziewczyny i włączył mechanizm. Młyn powoli ruszył. 
- To co cię tu sprowadza? - spytałem 
- Głównie to przyszłość. Chcę znaleźć sobie tutaj szkołę. 
- Przecież nie znasz języka. - przerwałem jej. 
- Jak nie znam? - spytała po hiszpańsku. Zaczęliśmy się śmiać, jednak coś zarzuciło nami do przodu, a koło stanęło. - Co jest? - dziewczyna była na prawdę wystraszona. 
- Nic, nic się nie dzieje, spokojnie. To pewnie tak specjalnie. - spróbowałem jakoś ją pocieszyć, chociaż sam byłem nieźle przerażony. Uśmiechnęła się lekko i wyjęła komórkę. Jednak minęło 10 minut, 15, 20... A my ciągle wisieliśmy 20 metrów nad ziemią. Wtedy stało się chyba najgorsze co mogło się stać. Zaczęło padać. Padać to mało powiedziane, strugi deszczu lały się z nieba strumieniami, a my w kilka sekund byliśmy przemoczeni do suchej nitki. 
- Leon? - spytała Kassandra. Zorientowałem się wtedy, że płacze, więc mocno ją przytuliłem.
- Nie martw się, będzie dobrze.
- Nie, nie o to mi chodzi. - mówiła, a po jej twarzy spływały miliony kropel. Niektórymi z nich mogły być łzy.- Muszę ci coś powiedzieć...  - zawiesiła głos.
- Mów, mów, nie mamy tu nic innego do roboty. - uśmiechnąłem się, wypluwając przy okazji wodę z ust.
- Taaaak, no więc... Pamiętasz, jak na wielkanoc 12 lat temu powiedziałam ci że cię kocham? - pokiwałem glową. - Teraz czuję to samo. Tylko że na serio! - tym razem to ona się uśmiechnęła. - Za dużo czasu przebywasz ze mną. - powiedziała z podejrzliwą miną. Teraz zorientowałem się, że opadła mi szczęka, a ja gapiłem się na nią jak na kosmitę. - No... A ty? 
- Sanny, ja...


                                                     - Angie - 

Dostałam SMS-a od Pablo. "Przyjdź szybko do Resto. To pilne!!!" Zgarnęłam więc szybko torebkę z łóżka i wzięłam pierwszą lepszą taksówkę. Kiedy ją zatrzymywałam, lekko już kropiło, a niebo zachmurzało się coraz bardziej. Zanim dojechaliśmy na miejsce, zdążyło się już nieźle rozpadac. Zapłaciłam kierowcy i wbiegłam do baru. Było tu jakoś inaczej niż zwykle. Wszystkie okna były zasłonione czarnymi roletami, stoliki rozsunięte pod ściany, pomieszczenie ogarniał prawie całkowity mrok, trochę światła wpadło jedynie kiedy otworzyłam drzwi, ae gdy je zamknęłam, znowu nastała ciemnośc. Po omacku szłam przed siebie i w momencie kiedy potknęłam się o nogę krzesła, na scenie zapaliły się dwa reflektory, zielony i niebieski. W ich świetle stał mój chłopak. 
- Angie Saramego, wyjdziesz za mnie? - mówiąc to uklęknął na jedno kolano.
- Że co?! - wrzasnęłam nadal leżąc na podłodze. Mężczyzna spojrzał na mnie zażenowany.  - Nie, serio, co mówileś, bo nie słyszałam. Wywrócił oczami.
- Pytałem, czy...
- Angie! Angie, szukalem cię po całym mieście. Jest z tobą Violetta? - do sali wpadł German.
- Nie, nie ma jej ze mną. Potrzebujesz czegoś ode mnie? - spytałam lekko zirytowana. - Pablo chyba chcial mi powiedziec coś ważnego. Albo nie. 
- Tak, chciałem, żebyś pomogła Violetcie przygotowac się na ślub.
- Ślub? Jaki ślub? I czemu to jest aż tak ważne żeby mnie szukac?
- Mój ślub. Znaczy mój i Jade. - zamurowało mnie. Nie, nie, nie, to musi byc jakiś zły sen. Zaraz się obudzę, zejdę do kuchni, a on ucałuje mnie na dzień dobry, a potem... - Angie! - facet machał mi ręką przed oczami. Z trudem powstrzymałam łzy.
- Ślub? Gdybym miał 6 lat i byłbym dziewczynką, powiedziałbym że możemy zrobic podwójny ślub, wesele, zamieszkac w bliźniakach, kupic Golden Retrievery... - Odezwał się Pablo. Moment moment moment moment moment. Jaki podwójny ślub? Czy on mi się właśnie przed chwilą...
- Ej, ej, chłopie, wyhamuj. Jakie Retrievery? - jak ten facet lubi przerywac innym!
- No, takie psy... Wiesz... - German wywrócił oczami.
- Ale w sumie ten pomysł z weselem nie jest taki zły. - gapiłam się na nich osłupiała. Podwójny ślub?! Serio? Ja nie jestem chętna nawet na jeden! Jak ja mam odmówic mojemu facetowi, no? Nie potrafię... A co do ślubu szwagra to... Sama nie wiem co mam o ty myślec...


***
Tadaaaaaaaaaaa!!!
Niespodzianka!
Jest już dzisiaj ^ ^
Jak się podobało? 
Może trochę krótki, ale nie chciałam od razu wszystkiego rozwijac w jednym.
Przepraszam was, ale na tym starym gracie nie działa mi "ci"!
Znaczy, takie z kreską.
Jak tylko będę na drugim laptopie to to poprawię, obiecuję <3

*** 
Jak już pewnie zauważyliście, zmieniłam wygląd. 
Nie wiem czy się wam podoba, dla mnie jest OK.
Jeżeli tamten wam bardziej pasował, piszcie, to zmienię C:

***

Wykreślanka.
Wg moich jakże dokładnych i dogłębnych wyliczeń wynika, że w wykreślance odpada numer 2 xD
Która Tini następna?

Bożeee jak ten laptop przymulaaa -.-
Jak tak dalej pójdzie wyrzucam go przez okno xD
Wg mnie odpada 4.
Aha, i challenge 5 komentarzy.
Nie ddotyczących wykreslanki. No chyba że będzie zawierał i o wykreslance i o rozdziale.
Podnoszę stawkę, chociaż wiem, że to wam trochę zajmie. Obserwujcie noo.
A, i wycisnęłam z siebie drugiego bloga.
Prowadzę go razem z koleżanką.
Tylko proooszę, jak już przeczytacie nazwę, to nie tarzajcie się po podlodze oki?
Na razie tam nic nie ma ale okejjj.
Jutro wieczorem będzie.
I nie będzie problemu, bo nie potrzebna będzie wena i pomysły ^ ^
Ojoj, rozpisałam się trochę :>
Kończę, a wy komentujcie tak?
Buziaaaaaaaaaaaaaki, Natt
PS. Violettowych <3
PS. 2. Rozdział powstał dzięki Margaret i Tell Me How Are Ya ( czyt. moje zioło xD)
PS. 3. Jak ja mogłam zapomniec!!! Dziś był ( znaczy wczooraj O.o ) ostatni odcinek Violetty, a drugi sezon dopiero 21 października!!!
Czyli za prawie dwa mięsiące:c 
Przez ten czas zbieramy się i czytamy wszystkie blogi WERU <3
Czekajcie, ile ona ich ma?
8, 9?
Sama nie wiem...
O jeeeesuuuusieeee ale tego napisałam xD
Takk ja bardzo krejzi.
Sorka, ale już o tej godzinie mi odwala... 
Papapapapapapappapapapap
PS 4. Zapomnialam...:c
PS 5. Boże już pierwsza xD
PS 6. Kurde dużo tych PSów
OKiej papatki, jak sb przypomne co miało byc pod PS 4 to wam napiszę.
Besos, Natt :>
Ojeju, jeszcze zdjęcie! 
Hmmmm... 
Albo nie!
Macie Margaret, może doda wam weny xD
KOCHAM:*
Piosenkę i was xD
BrAnOc 8)
PS. O Jesuuuu jaka ja jestem głodna:c

piątek, 30 sierpnia 2013

Ojeju *.*

Boże, kochani, dziękuję wam! Za 911 wyświetleń, za 54 komentarze, 6 obserwatorów, a to wszystko w zaledwie 2 tygodnie! Kocham was całym sercem, i dziękuję wam :> Przepraszam, że nie ma jeszcze 5, ale nie mam za bardzo czasu, w poniedziałek będzie na 100%, może jeszcze się zbiorę i skończę go w niedzielę, ale nie obiecuję. Za to mała podpowiedź, czego możecie się spodziewac w nexcie:
Czy Germangie przetrwa ciężką chwilę? Czy Angie poradzi sobie z ogromnymi ciosami, jakie zadał jej los? Czy Leon porzuci Violettę dla koleżanki z dzieciństwa? Tego i innych rzeczy dowiecie się w 5 rozdziale od cudownej, pięknej i utalentowanej Natalii .M.
...
OMG, jaka ja krejzi xD
Bez jaaaj jakieś to takie nie tego nie?
No niic buźka i Violettowych, a ja lecę pisac 5 xD
Natt ^  ^
Aaaaaaaaa no tak, jeszcze jedna sprawa: Co chcecie z okazji 1000 odwiedzin? Piszcie w komach. Bye:*

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 4 " Złamane serca i wypadek "

 -Ludmiła-

O jejku, jaka ta Natalia słodka i bezbronna! Przed chwilą widziałam jak obściskiwała się z tym całym Maxim! Ha! Prawdziwa kobieta przyjęłaby to na klatę, a nie obarczała swoimi problemami innych. No, ale problemy problemami, a ja potrzebuję wody! Już miałam iść szukać Naty, kiedy stanął przede mną Tomas.
- Ludmiła! Co robisz, czemu tu tak stoisz? - zapytał
- Oj Tommy, ta niedobra dziewucha mnie wystawiła! - Musiałam wziąć go na litość, bo... Z kąd ja mam wziąć tą wodę?! - Umówiłyśmy się, że przyjdziemy razem na tą imprezę, a ona tak po prostu sobie poszła! Zaschło mi w gardle, może pójdziemy się czegoś napić? - Wody!
- Nie, poczekaj, zaraz przyniosę ci poncz. - Powiedział, i ucałował mnie w policzek. Kiedy mnie dotykał, czułam jakbym miała gęsią skórkę. Dziwne, może ja jednak mam uczucia? Na początku podrywałam Tomasa tylko po to, żeby Viola była zazdrosna, ale z czasem zaczęłam coś do niego czuć... Ale ja i miłość?! Miłość jest przecież dobra, a ja nie pasuję do dobrych rzeczy. Ja i dobro. Pfff, co za okropna myśl! Ale coś jednak było w tym chłopaku, musiałam to przemyśleć na spokojnie. Po chwili wrócił z moim ponczem. Przez cały czas, kiedy piłam, on nie odrywał ode mnie wzroku. Może to miłość z wzajemnością? Och, Ludmi, jaka miłość! Supergwiazdy nie mają czasu na miłość! Ale nie dziwię się mu, że nie może się na mnie napatrzeć! W końcu jestem tak nieziemsko piękna!
- Ludmiła, zatańczysz ze mną? - spytał chłopak, gdy puścili wolny kawałek. Myślałam że padnę! Ale czemu? Przecież ja go nie kocham!
- Oczywiście!!!! - pisnęłam na całą salę. Wszyscy się na mnie spojrzeli. - Czego się gapicie?! Wracajcie do swoich... - zanim zdążyłam skończyć, wszyscy odwrócili już spojrzenia. Podałam jedną rękę Tomasowi, a drugą położyłam mu na ramieniu. Patrzyliśmy sobie w oczy, przysunęłam się do niego, i teraz już tańczyliśmy przytulanego. Kiedy piosenka się skończyła, podniosłam głowę, a Tomas delikatnie mnie pocałował. Poczułam się jak na chmurce.
- Kocham cię. - szepnął mi do ucha, ale mimo dudniącej muzyki, i tak to usłyszałam. Ale... Dlaczego on mnie kocha? Co mu się we mnie podoba? Nieważne, miałam ochotę skakać i piszczeć z radości. Spojrzałam na niego ze łzami szczęścia w oczach, i przyssałam się do niego. Dosłownie!
No dobra, zakochałam się!
                         
 - Angie -

I... Odskoczyłam od niego gwałtownie.
- Jak mogłeś?! - spytałam przez łzy. - Jak mogłeś?!
Pobiegłam na górę, wrzuciłam byle jak wszystkie potrzebniejsze rzeczy do walizki, i zapłakana wybiegłam na zewnątrz. Nie mogłam tu dłużej zostać. Jak on mógł mi to zrobić?! Wiedział przecież, jak mnie tym zrani... Myliłam się co do niego, i to bardzo! Myślałam że mnie kocha, ale on w ogóle nie zwraca uwagi na moje uczucia... Nie wiem nawet jak i kiedy wylądowałam na cmentarzu, przy grobie Mariah. Siedziałam z głową schowaną w dłoniach i ryczałam jak głupia. Poczułam rękę na ramieniu, więc podniosłam głowę. Obok mnie siedziała moja mama. Nie mogłam wytrzymać, musiałam ją przytulić, inaczej przytuliłabym chyba nawet walizkę! Nie mogłam w ogóle myśleć o tym co przed chwilą zaszło, musiałam wyrzucić to z głowy.
- Skąd wiedziałaś że tu jestem? - spytałam zapłakana.
- Poczułam, że moja córeczka jest smutna, a kiedy jesteś smutna, przychodzisz tutaj. - odpowiedziała z troską w głosie. - Więc mów co się stało!
Ale ja nie mogłam z siebie wydusić ani słowa. Próbowałam, ale nie mogłam. Odwróciłam się od niej i schowałam twarz w kolanach. To było dla mnie zbyt trudne!
- Dobra, skoro nie chcesz mówić to ja... Chwila moment! Wyniosłaś się z domu! Ahaaa czyli chodzi o Germana. No, już gadaj. - Mama TERAZ zauważyła chyba walizkę. Spostrzegawcza jest!
- OK. Odkryłaś że coś do niego czujesz tak? - pokiwałam głową, ciągle płacząc. - Ale nie możesz z nim być, bo jesteście rodziną? - zastanawiałam się, co mam na to odpowiedzieć aż w końcu pękłam.
- German chciał zrobić rodzinny wieczór filmowy, ale Viola poszła na jakąś imprezę, Olga i Ramallo poszli na randkę, i zostaliśmy sami. - mówiłam w rekordowym tempie. - I oglądaliśmy, ja się do niego przytuliłam, on mnie pocałował, a ja wcale nie chciałam żeby przestawał... Ale potem... Potem... Znowu wybuchłam płaczem.
- Uświadomiłaś sobie, że źle postąpiłaś? - dopytywała. Jak to możliwe, że ta kobieta tak dobrze mnie zna?! No tak, to moja matka. - W takim razie żle myślisz. Ja uważam, że nie powinnaś być z Germanem tylko dlatego, że to nieodpowiedni mężczyzna, nie dlatego że był twoim szwagrem.
- Jest...
- Nie kochanie, nie jest - przerwała mi. - Mariah nie żyje, i musisz się z tym pogodzić... Tak jak my wszyscy. Nam również trudno było przyjąć do wiadomości fakt, że już nigdy jej nie zobaczymy. Ale po 13 latach...
- Widzisz mamo?! Ta 13 serio jest pechowa! A teraz proszę cię zostaw mnie w spokoju! - Wydarłam się.
- Dobrze, ale lepiej znajdź sobie jakiś nocleg, bo jest już strasznie późno. - Ucałowała mnie w czoło i odeszła. Wzięłam walizkę, i postanowiłam że przenocuję w Studio. Albo w ogóle tam zamieszkam. Ale wciąż powracała niemiła myśl o dzisiejszym wieczorze. Usiadłam na najbliższej ławce, chociaż widziałam że ktoś już na niej siedzi. Schowałam twarz w dłoniach i rozpłakałam się po raz kolejny.
- Przepraszam... - dobiegło z mroku. Podniosłam głowę. - Nie chciałem cię zranić... - Głos dobiegał z... Drugiego końca ławki!
Zostaw mnie w spokoju! - krzyknęłam i poderwałam się natychmiastowo z miejsca, ponieważ dotarło do mnie że siedzi tam German. - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! - chciałam odbiec, ale złapał mnie za rękę i z powrotem posadził na ławce.
- Dlaczego w ogle jesteś na mnie taka zła?! Że cię kocham?!
- Bo wcale nie obchodzą cię uczucia innych, a już napewno nie moje! Jesteś egoistą! - złapałam bagaże i biegłam przed siebie, byle gdzie, jak najdalej od niego. On jednak biegł za mną. Dlaczego ten człowiek nie mógł dać mi spokoju?! Wreszcie dogonił mnie, gdyż byłam dodatkowo obciążona walizką.
- Chociaż mnie wysłuchaj! - poprosił
- Ale tu nie ma czego słuchać! Po prostu masz w głębokim poważaniu to co ja czuję, i wykorzystałeś mnie dla własnej przyjemności!
- Na prawdę przepraszam, że jesteś miłością mojego życia, a ja twoją, ale nie możesz zapomnieć o zmarłej 15 lat temu siostrze! - wydarł się. -  Tak, to wszystko moja wina! Ale przecież nie wybieram w kim się zakochuję! Myślałem, że ty też coś do mnie czujesz... - dodał spokojniej.
- Świetnie, więc dam ci genialną radę: NIE MYŚL! - odkrzyknęłam mu tylko i pobiegłam w stronę Studio.
- Próbuję, ale przykro mi, że muszę myśleć o tobie! - zawołał za mną. To było słoodkie... Ale on już nie!
W końcu dotarłam do szkoły. Jak na złość nikogo już tam nie było. Wszyscy się zwinęli, nie dziwię się, była już prawie 4. Czemu to ja mam w życiu zawsze takiego pecha?! No trudno, musiałam się przespać na ławce.

                                                                             - Violetta -

Leon odwiózł mnie do domu. W samochodzie rozmyślałam o tym co się działo na imprezie. Naty i Maxi cały czas chodzili za rączkę, podobnie jak Tomas i Ludmiła. Aha, czyli Ludmiła ma jednak serce... Nieee, niemożliwe, pewnie chce go wciągnąć w "asystowanie" czyli latanie po wodę na każde pstryknięcie. Tak, to bardziej realne.


                                                              *Następny dzień*

                                                                   - Angie -

Obudziłam się pod kołdrą, z głową na miękkiej poduszce. Jednak ciągle leżałam na zimnej ławce. Usiadłam i przeciągnęłam się. Na ziemi pod moimi nogami, siedział mój szwagier i szukał czegoś na tablecie.
- Czego tu chcesz? - spytałam oschle. - Chyba mówiłam ci, żebyś zostawił mnie w spokoju. I jak mnie w ogóle znalazłeś?
- Przeszukałem pół miasta, ale w końcu mi się udało! - odpowiedział zadowolony.
- Niepotrzebnie się wysilasz. - powiedziałam z ironicznym uśmieszkiem.
- Chociaż byś podziękowała! Gdyby nie ja, pewnie byś już zamarzła.
- Dziękuję. A teraz do widzenia! - z powrotem położyłam głowę na poduszce, i odwróciłam się plecami do Germana.
- Ja się nigdzie nie wybieram!
- Yhyy. - mruknełam. Facet zaczął coś sobie nucić. Nucił coraz głośniej i głośniej, aż w końcu zaczął śpiewać na cały głos... Piosenkę Smurfów.
- Nana nananana nananananaaaa! Nana nananana nananananaaaa!
- Zamknij się! - wrzasnęłam. I tak byłam na niego wściekła, a on jeszcze dolewał oliwy do ognia, czy jak to tam... - Czego ty właściwie chcesz?
- Dowiedzieć się czemu się wśkiekasz.
- Już mówiłam. - powiedziałam głosem naburmuszonego bachora.
- Nie zachowuj się jak dziecko!
- Nie zachowuj się jak mój ojciec! - wybuchłam. - Ciągle tylko mówisz mi co mam robić, i jak mam to robić! Co mam mówić, jak i do kogo! Mam własne życie i pozwól mi nim żyć! Jeśli tak traktujesz Violettę, to gdybym była z opieki społecznej już dawno bym ci ją zabrała! Mam prawo nienawidzić kogo chcę, obrażać się na kogo chcę, i kochać kogo chcę!
- Przepraszam... Ja tylko chciałem cię chronić... Chciałem dobrze...
- Zamykając mnie pod kloszem?!
- Już nie przesadzaj! Nie jesteś jakimś moim więźniem, żeby zamykać cię pod kluczem!
- Ale właśnie tak się czuję! Kiedy tylko zrobię coś źle, będę miała zły humor czy coś, zaraz mówisz że daję zły przykład twojej córce! Nie jestem robotem, jestem człowiekiem! A ona nie ma już pięciu lat i nie powtarza po wszystkich jak dyktafon!
- Wiem... Przepraszam... Jestem trochę nad opiekuńczy...
- Nieeeeeeeeee! No co ty? - spytałam ironicznie.
- Jeszcze cię nie zwolniłem wiesz? W każdej chwili mogę to zrobić.
- Proszę cię! - uśmiechnęłam się i walnęłam go poduszką. - Już wczoraj odeszłam! - On również się do mnie uśmiechnął.
- Czyli... Już OK? - wyszczerzył się, ale w jego oczach widziałam niepewność.
- Posłuchaj... Przepraszam cię... Może trochę przesadziłam...
- Trochę?! - przerwał mi szwagier.
- Cicho! Po prostu ja... Mariah nigdy mnie nie zostawiła, nigdy mnie nie zdradziła, ani nie zraniła. I nie mogłabym znieść jej widoku, cierpiącej, i to z mojego powodu! Byłam zła sama na siebie, a kiedy jestem zła na siebie, to jestem też zła na wszystkich innych. Ale zrozum, ona była dla mnie kimś więcej niż siostrą. Była wzorem do naśladowania, takim przewodnikiem po życiu. Była dla mnie ważniejsza nawet od własnej matki! Jedyna w swoim rodzaju, cierpliwa, miła, tolerancyjna, a do tego piękna! Potrafiła chyba wszystko. A do tego była najlepszą siostrą na świecie, a to jest dla mnie najważniejsze. Ty nie wiesz, nie możesz wiedzieć, jaka jest magiczna więź między siostrami... A szczególnie między nami... Ciężko jest mi się pogodzić z tym, co się wydarzyło. Nawet jeśli to było prawie 15 lat temu.Wszystko mi ją przypomina. I jest taka jedna piosenka... Kiedy jej słucham to od razu się rozklejam, bo kojarzę sobie sobie to z Mariah... Ale nie mogę o niej zapomnieć, nie da się tak! Teraz chyba też się rozkleję. - ostatnie sześć zdań mówiłam ze łzami w oczach.
- No, już dobrze. -  przytulił mnie. - Ja też nie pomyślałem, jak bardzo to co robię może cię            zranić... To co, zgoda?
W odpowiedzi wpiłam się w jego usta. Zrobiłam to tak szybko, że nawet nie zdążył się zorientować co ja w ogóle robię.
- Przyjmę to jako "tak"- roześmiał się, kiedy się od niego odsunęłam.
Wpakowaliśmy pościel do walizki, i przytuleni ruszyliśmy do domu.


                                                    - Maxi -

Było już koło 22, siedziałem w swoim pokoju, i ćwiczyłem choreografię dla Gregorio. Ktoś zadzwonił do drzwi.
- Syyyyyyyyyneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeek ooooooooootwóóóóóóóóóóóóóóóórz! - wydarła się mama. Zastanowiłem się chwilę czy mama nie ma jakiegoś innego syna ( przynajmniej w tym domu ), po stwierdzeniu że niestety nie, z ociąganiem powlokłem się do przedpokoju. Nie zdążyłem nawet dobrze otworzyć,  kiedy ktoś rzucił mi się na szyję. Po burzy czarnych loków w moim nosie i ustach, wywnioskowałem że to Naty. Cała zapłakana Naty.
- Co się stało? - powiedziałem, wypluwając przy okazji włosy z ust. Po kilku minutach bezustannego łkania powiedziałem - Aha. Fajnie. Pójdziemy do mnie, i wszystko mi opowiesz, OK? -  Włosy kiwnęły się do tyłu i do przodu. To chyba było "tak".
Zaprowadziłem dziewczynę do pokoju, i poszedłem zrobić jej herbatę. Myślałem że pójdzie gładko, jednak w kuchni przy zlewie stała mama i myła naczynia.
- Kto to? - zapytała, nawet nie racząc spojrzeć. Zupełnie nie wiedziałem co powiedzieć.
- Yyy, koleżanka.
- Aha, a co tu robi o tej porze? - Oj mamuśku, ty to zadajesz dobre pytania.
- Ona... Chciała tylko notatki... - Notatki, niezłe!
- Dobra, idź.
Wziąłem herbatę i wróciłem do Natalii.
- Uspokoiłaś się już trochę? - spytałem powietrze. Powietrze, bo mojej ukochanej nigdzie nie było. - Naty?
- Tu jestem. - dobiegło spod kołdry. Stamtąd też po chwili wyłoniła się cała mokra i czerwona twarz.
- Jejciu, kochanie! Co ci jest? - wskoczyłem na łózko i przytuliłem ją najmocniej jak umiałem. - Opowiedz mi wszystko!
- No więc - zaczęła drżącym głosem - szłam sobie do sklepu. Wiesz, tego za rogiem, ...
- Przecież twój dom jest półtora kilometra od tego sklepu! - przerwałem jej.
- Ale pomyślałam sobie, że może gdzieś po drodze cię spotkam... I mój ojciec akurat jechał, pomachał mi i w ogóle... - kontynuowała - I patrzyłam za nim, jak odjeżdża. Ale jak wjeżdżał na skrzyżowanie... Wtedy... Wjechała w niego jakaś ciężarówka. - pociągnęła nosem. - Nie wiem czy przeżył, ale słyszałam karetkę. Tylko słyszałam, bo od razu jak to zobaczyłam, pobiegłam do ciebie.
- O jejku, misiu... To straszne... Ale nie martw się, na pewno nic mu nie będzie. - próbowałem ją pocieszyć. - Nie ma co się martwić na zapas, mówię ci.
- A co jeśli nie? Co jeśli nie żyje? Ja nie dam rady tak bez niego! - wybuchła płaczem
- Wtedy jakoś sobie z tym poradzimy. Ja ci pomogę. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Wiem. Dlatego właśnie tak bardzo cię kocham. - Ucałowałem ją w czółko. Siedzieliśmy tak, ja głaskałem ją po głowie, ona lekko popłakiwała. Po jakimś czasie drzwi otworzyły się, i stanęła w nich mama. Nie, spoko, niech sobie wchodzi tak bez pukania, mi to nie przeszkadza!
- Proszę! - powiedziałem z ironicznym uśmieszkiem. Mama spojrzała na mnie groźnie, a jak mama patrzy groźnie, to lepiej się już nie odzywać. - Mamo, to jest moja dziewczyna Naty.
- Dzień dobry. - wydukała dziewczyna
- Ojejku, kochanie, co ci się stało? - spytała mama. Oczywiście było to skierowane do Natalii. Ja też cię kocham mamo!
- Mamo, proszę cię...
- Ale może mogę pomóc?
- Nie sądzę. - byłem już lekko zirytowany
- Ale to coś poważnego? - dopytywała kobieta
- Tak, i to bardzo. Papa.
- Nie powiesz mi o co chodzi? - teraz byłem już wściekły.
- Jej ojciec brał udział w  wypadku, i to na jej oczach. Do tego jej mamy i siostry nie ma w kraju. Szczęśliwa?
- Oooo... OK, już idę.
- Cześć. Przepraszam cię za nią. - powiedziałem gdy mama wyszła. - Naty? - cisza. Spojrzałem na nią. No taak, usnęła. Na pewno była zmęczona po tym ciężkim dla niej dniu. Położyłem ją jakoś w miarę normalnie, i poszedłem się wykąpać. Potem ułożyłem się obok niej, przytuliłem ją i zasnąłem. Śnił mi się nasz ślub, wszystko było pięknie, super, extra, ale przyleciało jakieś takie wielkie coś z twarzą Ludmiły i wszystkich zeżarło. Fajnie, nie?
Obudziło mnie ciche łkanie. To była oczywiście moja ukochana, pewnie się przebudziła.
- Natuś? - cisza. Aha, czyli jej się śni. Przytuliłem ją jeszcze mocniej, ale nie dałem rady zasnąć, bo Naty co jakiś czas zaczynała płakać. Musiałem pilnować żeby się nie obudziła. Kiedy wstała, było po 11.
- Cześć kochanie. - powiedziała, przeciągając się. - Dawno wstałeś?
- Nie spałem.
- Ale jak to? - zdziwiła się.
- Normalnie. Chyba coś ci się śniło, bo cały czas popłakiwałaś.
- Tak, śnił mi się pogrzeb taty. Przepraszam cię. - powiedziała i delikatnie mnie pocałowała.
- Nie ma za co. Dla ciebie wszystko. - odpowiedziałem i pogłębiłem pocałunek.

---------------------------------------------------------------------------
No i jest xD
Miał być krótszy od 3, a jest 2 razy taki nie?
Miśki, strasznie was przepraszam że nie było nic o Leonetcie, chociaż chcieliście, ale chcieliście też Tomiłę, to macie *.*
A na Leonettę jakoś w ogóle nie miałam weny :c
Ale na pocieszenie macie to:
Jak słoooodkooo:*
OK, obiecuję, że następny rozdział cały o Leonetcie Oki?
Ale za to challenge : 4 komcie, bo za szybko wam to komentowanie idzie xD
Buziaki no i wiecie...
.
.
.
.
.
.
.
.
No i zrobiłam jeszcze dwie nowe zakładki: Dedyki, i Zapytaj Postać. Zobaczcie sobie :*

piątek, 23 sierpnia 2013

Wykreślanka

Hejka:*
Chcieliście zabawę, a ja pomyślałam, że może na dobry początek jakaś wykreślanka?
Boję się tylko, żeby przez to mój blog nie stał się tandetny... A wy, jak myślicie?
Tu macie tą wykreślankę:

Które odpada?
Wg mnie 2. xD
Papatki ^ ^
Aha, no i żebym zaczęła liczyć, musi być 5 głosów.
Ja wiem, że na razie mało osób czyta bloga, a ci co czytają nie komentują :c
Ale jakoś to musi być, damy radę :*
Smutna Natt :(

Najgorszy odcinek :c

Nie wiem czy wiecie, ale dziś był chyba najgorszy odcinek Violetty w historii!
Po 1. German wyrzucił Angie z domu
Po 2.  Viola pokłóciła się z tatą
Po 3. Naty myśli że Maxi to ostatni idiota
Po 4. Cami pewnie zerwie z Brodwayem
Po 5. German znowu chce ożenić się z Jade
Po 6. Leon za żadne skarby nie chce być z Violą
Po 7. Tomas prawie pocałował Violettę.
WTF?! Czemu wszystko na raz?! Załamać się można! Ja mówię poważnie! ( piszę poważnie) Ja przeżywam Vilu przesadnie serio! Nie wiem czemu... Boże jak ja smutam... :c Nie, nie mogę :c Ale jak czytam co bd w piątek to od razu mi się poprawia xD TU MACIE OPIS :* Hihi xD
Ciekawe czy przyjmie O.o
Buziaczki i Violettowych *.*
NAXI, GERMANGIE I LEONETTA wracajcie!!!
Coś na pocieszenie: 



Booooże jak ja to kocham ♥

Natt


czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 3. "Wieczór filmowy"

                                                           ~ Angie ~

 - Violetta już wyszła? - spytałam Olgę. Kiedy się odwróciła, o mało co nie dostałam zawału! Była cała zapłakana, makijaż się jej rozmazał, oczy miała całe czerwone, a włosy rozczochrane. Jednym słowem wyglądała jak kupka nieszczęścia...
- Violetta... Moja dziewczynka... Nie, moja kobieta! Ona... Jest już dorosła... Ma osiemnaście lat! Już nie jest tą samą dziewczynką co kiedyś... - mówiła przez łzy. - Pamiętam, jak była mała, grałyśmy razem w łapki i w karty... Uczyłam ją jeździć na rowerze, na rolkach... Opowiadałam jej bajki na dobranoc... Chodziłyśmy razem na zakupy, plotkowałyśmy... Byłam dla niej jak matka... No, może jak babcia, ale jak ktoś bardzo bliski! Musiałam nauczyć ją życia, bo nikt inny się do tego nie nadawał! A teraz... - Olga nie mogła powstrzymać płaczu, a ja śmiechu. Ale nie mogłam patrzeć jak się tak nad sobą użala.
- Olga, uspokój się. Spokojnie. Co prawda nie zagrasz już z Violą w łapki, ani nie nauczysz jej jeździć na rowerze, ale nadal możecie robić razem wiele rzeczy! Możecie wyjść gdzieś razem, czy obejrzeć film... Korzystaj z tego dopóki możesz, bo to, że Violetta kiedyś odejdzie, jest pewne. - No, po prostu musiałam ją przytulić. Była jednym wielkim nieszczęściem.
Kiedy ją od siebie odsunęłam, od razu się ode mnie odwróciła, i wróciła do mycia blatu, a ja spytałam:
- To jak, wyszła już czy nie? Chciałam zobaczyć jak wygląda. - Olga machnęła na mnie tylko ręką, i znowu się rozpłakała. O jenyyy!
Wzięłam sobie sok, i poszłam do salonu. Ramallo właśnie wychodził ze swojego pokoju. Kiwnął mi głową, a a ja odpowiedziałam mu tym samym, po czym wszedł do kuchni.
- Pani Olgo, musimy porozmawiać.  - usłyszałam.
- Tak, wiem. Nie należy żyć przyszłością, tylko cieszyć się chwilą, ale ja na prawdę nie mogę pogodzić się z tym, że moja kruszynka... Moja Violetta wyprowadzi się stąd, i zostawi mnie, biedną Olgitę, na pastwę  losu! - Znowu się rozpłakała. Ta kobieta ma jakąś obsesję!
- Nie o to mi chodziło. Mam do Pani ważną sprawę.
- Co?! Violetta się wyprowadza tak?! Teraz bedzie mieszkać z tym swoim Leeooonem! Wiedziałam! Ale to jeszcze za wcześnie! - Krzyknęła blagalnie. Załamać się można...
- Tak, to prawda, Violetta jest jeszcze za młoda na wyprowadzkę. - Nie wierzę. On też dał się w to wciągnąć?!
- Co? Jaka Violetta? Mówiłam o mnie! Dla mnie jest za wcześnie! - No to to mnie rozwaliło!
- Oj, Olgo, niech się pani tak nie rozczula. Violetta nigdzie się nie wybiera. Narazie - dodał ciszej, ale wystarczająco głośno,  żebym usłyszała. - Ale proszę się skupić, bo ta wiadomość może panią rozweselić. Chciałem spytać...
 - Tak! Oczywiście - przerwała mu Olga. - Pomogę Violetcie wybrać suknię ślubną. Dla mojej dziewczynki wszystko. - Dodała, chociaż słyszałam, że z trudem jej to przyszło. Skoro tak ciężko jej mówić, to czemu się nie przymknie? Gadała już przecież całkiem od rzeczy.
- Olga! Może łaskawie zamknęłaby pani jadaczkę i dała mi dokończyć zdanie? To, co chcę pani powiedzieć, nawet w najmniejszym stopniu nie dotyczy Violetty! I proszę się tak nad tym nie zastanawiać, bo tylko pogarsza pani sprawę! Chyba naoglądała się pani za dużo telewizji! -No, facet się wkurzył... Olga chyba chciała jeszcze coś powiedzieć, ale Ramallo uciszył ją krótkim "e!". Wyszedł z kuchni, a kobieta krzyknęła za nim: A ta rzecz którą chciał mi pan powiedzieć?
- Niech przyjdzie pani do mnie, kiedy już się uspokoi. - Powiedział karcąco, prawie jak do dziecka i wszedł do gabinetu Germana.. I ona również niczym dziecko, grzecznie za nim podążyła, stanęła przy drzwiach do gabinetu, uśmiechnęła się do mnie, i głośno policzyła do dziesięciu.
- Juuuuż! - Czy ona serio ma te swoje pięćdziesiąt parę lat?! Nieważne, to co ujrzałam po chwili, przekroczyło moje wszelkie oczekiwania: Ramallo otworzył drzwi, uklęknął przed Olgą, i... Zaprosił ją do kina! Eh, już myślałam że poprosi ją o rękę! Tak pięknie się zapowiadało! Ale to nic, bo Olga była w siódmym niebie. Jak mała dziewczynka podskakiwała ze szczęścia i wrzeszczała: "Jej jej jej jej" Jak ona unosiła to cielsko?! Oj, sorry... Chyba nie powiedziałam tego na głos?! Niee, nikt nie patrzył się na mnie jak na głupią, czyli jest OK. Wyniosłam szklankę do kuchni, i poszłam na górę. Noc zapowiadała się upalnie, więc zamknęłam się w swojej sypialni z zimnym sokiem, książką i co najważniejsze: wiatrakiem! Postanowiłam że ten wieczór zarezerwuję wyłącznie dla siebie.
         
                                                            - Violetta -

Beto wstawił mi 6 za występ. Leonowi też. Co prawda on bardziej na to zasłużył w konću mnie uratował przed kompletnym ośmieszeniem! Po krótkiej pogawędce z Pablo, poszłam napić się ponczu. Przy stole stały Fran i Cami.
- Hej, Violu, byłaś świetna! - przywiatała mnie Francesca.
- Dzięki kochana. - odpowiedziałam. - Ale gdyby nie Leon...
- Co ja? - przerwał mi chłopak, i ucałował mnie w policzek. - Nie obgadujcie mnie! - dodał, robiąc minę zbitego psa. Wziął mnie za rękę, wyprowadził na dwór, usiadł na ławce, i posadził mnie sobie na kolanach, po czym zaczął mnie całować. Zupełnie zapomniałam że miałam się napić ponczu!
                                             
                                                          - German -

Tak szczerze to Ramallo mnie zawiódł. Myślałem że oświadczy się Oldze, a on zaprosił ją do kina... Ale teraz miałem idealną okazję do spędzenia romantycznej nocy z Angie. Jedyny problem w tym, że nie mogłem jej znaleźć. Przeszukałem cały dom, ale nigdzie jej nie było. Zapukałem do drzwi jej sypialni, ponieważ były zamknięte na klucz, ale nikt nie odpowiadał. Pomyślałam że może wyszła na to przyjęcie w Studio, ale pewnie by mi o tym powiedziała. I wyszłaby wcześniej. Na pewno wyglądałaby pięknie w świetle tych kolorowych reflektorów, w wieczorowej sukni i fryzurze... Zresztą, co tam światła i makijaż, ona nawet w błocie i starych szmatach wyglądałaby pięknie! A najpiękniej wygląda w moich snach... Zszedłem do kuchni, i wstawiłem sobie wodę na kawę. Czekając na wodę myślałem, gdzie może być moja ukochana. Jeżeli poszła spotkać się z Pablo, napewno by mnie uprzedziła. Albo zostawiłaby mi karteczkę. No chyba że wyszłaby bez poinformowania mnie. Nie, to nie w jej stylu tak uciekać. Poza tym nie ma już 16 lat, żeby wywijać mi takie numery! Może... Siedzi w ogrodzie! Tak, na pewno, czeka na mnie w basenie. Albo siedzi na leżaku, zamyślona, sącząc sok z kokosa... W bikini i pareo, w świetle ogrodywych lamp... Boże German, ogarnij się! Idź jej szukać! Moje przemyślenia przerwało piknięcie czajnika. No tak, woda! Zrobiłem kawę, i poszedłem z nią do gabinetu. W końcu mam teraz tylko ją, moja miłość zostawiła mnie samego w tym wielkim domu! Niedawno uświadomiłem sobie, że jestem najnieszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Całe moje życie, moje serce, wcale się mną nie interesuje! Moje szczęście przesypuje mi się przez palce, nie potrafię go uchwycić... Szansa na szczęśliwe życie od prawie dwóch lat kręci mi się pod nosem, a ja co? Zachwycam się pięknem mojej miłości, i gapię się na nią bez przerwy jak ostatni idiota! Powinienem wreszcie coś zrobić ruszyć się z miejsca ale... Nie potrafię. To dla mnie zbyt trudne. Pomimo mojego doświadczenia w miłości, boję się jej reakcji. Tego że mnie odrzuci, a ja nie dam sobie z tym rady. Dziś los dał mi szansę, i muszę ją wykorzystać! Ale co jeśli ona nic do mnie nie czuje? Głupota, jasne że czuje! Tylko boi się tego, tak samo jak ja. Miłość jednak na prawdę jest ślepa!

                                                               -Angie-  

Doszłam już prawie do połowy książki, była na prawdę ciekawa! To była historia o sprzątaczce, i bogaczu, których drogi ciągle się krzyżowały, ale nie mogły się zejść. W tym momencie, sprzątaczka i jej pracodawca, siedzieli na kanapie, w telewizji leciał romantyczny film, oni wciąż się do siebie zbliżali, podobnie jak bohaterzy filmu, i w końcu...
Ktoś zapukał do moich drzwi. Po raz drugi. O ja cię, człowiek nie może spędzić jednego wieczoru, tych nędznych kilku godzin, na tym, co mu się podoba?! Otworzyłam. Za drzwiami stał German, nonszalancko oparty o framugę z łobuzerskim spojrzeniem, i machał brwiami. Spojrzałam na niego, jak na ograniczonego umysłowo.
- Yyyy... Dobrze się czujesz? - spytałam niepewnie.
- Jeszcze nigdy tak dobrze się nie czułem! - zapewnił mnie, dalej nie zmieniając miny. Z chęcią wybuchłabym śmiechem, gdyż mina mojego szwagra była conajmniej... Komiczna!
- Taaaaaak... To świetnie. Coś jeszcze? - zapytałam zirytowana.
- Tak. Skoro oboje nie mamy co robić - chciałam powiedzieć "ja już mam zajęcie", ale się powstrzymałam. Dlaczego musieli mnie tak dobrze wychować?! - pomyślałem, że może... No nie wiem... Może obejrzelibyśmy jakiś film? - udał że się zastanawia. Hmmmm, pomyślmy... Miły wieczór z moją wakacyjną miłością (czyt. wiatrakiem) i genialną książką, czy obżeranie się tłustym popcornem z ześwirowanym na moim punkcie szwagrem? Zdecydowanie to pierwsze!
- Jasne że tak! - wymsknęło mi się. - Chciałam zapytać o to samo! - Sama nie wiedziałam co mówię! German za to cieszył się jak dziecko. Czułam, jak prawie fruwa pół metra nad podłogą. - To ja pójdę wstawić popcorn! - No pięknie! On chyba na serio liczył na "coś" z mojej strony. Ale ja przecież nie mogę z nim być! Nawet choćbym bardzo chciała, to nie mogę...
Założyłam szlafrok i zeszłam do salonu. Jedynym plusem tego wieczoru mogło być to, że German wybrał jakiś dobry film. Niestety, wynalazł w necie jakieś łzawe romansidło. Chyba myślał że się na to złapię! Wolałabym jakiś horror czy coś, dla niego też byłby to plus, bo gdybym się wystraszyła, to pewnie bym się w niego wtuliła czy coś. Ale nieeeee, on chciał wprowadzić romantyczny nastrój. W pewnym sensie, udało mu się. Chociaż... Nie do końca...

*Chwilę wcześniej*

Pod koniec filmu zachciało mi się spać, więc ziewnęłam i oparłam głowę na ramieniu mężczyzny. On chyba liczył na to, że to coś znaczy, bo objął mnie ramieniem i położył swoją głowę na mojej. Cmoknął mnie przy tym w jej czubek. Po kilku minutach odsunął mnie delikatnie, i nie zważając już wcale na to, co się dzieje na ekranie, zaczął się do mnie przysuwać. Kątem oka zauważyłam że w fimie robią dokładnie to samo. Z kądś już to znałam... A tak, moja książka! I w momencie, kiedy włączyły się napisy końcowe, German położył dłonie na mojej szyi, a kciukami głaskał moje policzki. Patrzyliśmy sobie w oczy, i czekałam już tylko na jedno: kiedy on mnie w końcu pocałuje?!
Kiedy wreszcie zamknęłam oczy, i poczułam lekkie muśnięcie na ustach, było mi wszystko jedno. Mogło się palić, mogłoby przejść tsunami, a ja i tak niczego bym nie zauważyła. Kiedy oderwałam się od niego, co oczywiście przyszło mi z wielkim trudem, spojrzałam mu w jego piękne, głębokie, brązowe oczy i...

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Tadaaaaaaaaaaaaa! Jak myślicie - co się stało?
3 jest. Chyba strasznie długi nie? Siedziałam nad nim prawie 3 dni, ale w końcu skończyłam! I jak się podobało? Ramallo i Olga xD Wymyśliłam dla nich ksywkę - Ramalga xD Fajne?
Następny o Naxi trochę krótszy, challenge - 3 komy, ale nie moje <3 Buziaczki, słodkich i Violettowych ♥

Z piZapa:*
Natt

środa, 21 sierpnia 2013

O...............MÓJ.................BOSZ!

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
 O BOŻE!!! OMG!!! JA CIE NIE MOGĘ!!!
CZY WY TO WIDZIELIŚCIE?!
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
Odbija mi, tak wiem...
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA O BOOOOŻEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! JEJUŚ JAKIE TO SŁODKIE!!!!!!!!! A ONA WCALE SIĘ OD NIEGO NIE ODSUNĘŁA!!! O JAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
Jeeestem chora xD
Zdjęcie z piZapa:
Ładne?
Słodkich, Violettowych, i takie wieelkie buziaczki jak tu  ^ ^
Boże jaka podnieeetaaa:*                                 
Podniecona Natt                                                  

wtorek, 20 sierpnia 2013

O mnie + challenge + blog Olci

                                          Siemanderko:*

Mam wam do napisania 3 rzeczy.

Pierwsza: Następny rozdział bd o Germanie i Angie, i trochę o Leonetcie:)
Ale żebym go opublikowała, mają być 3 komentarze pod 2 rozdziałem. Chcę po prostu wiedzieć czy ktoś mmnie czyta, i myślę że nie wymagam za dużo. I sorka, że do takich głupot biorę nowy post, ale jakoś tak dopiero teraz mi to przyszło do głowy :*

Druga: Moja BFF założyła bloga.  To ten blog..  .. Co prawda nie jest on jakimś dziełem sztuki, (nie mówię że mój jest) ale najgorszy tez nie jest :) Chciałabym was prosić żebyście chociaż na niego weszli, nie musicie go od razu go pokochać, tylko zajrzyjcie. Od razu mówię że może być u niej duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuużo błędów, bo jakiegoś tam pisarskiego talentu to ona nie ma xD Ale fatalnie nie jest, jest OK. Olga, jeżeli to czytasz, i w  jakiś sposób cię uraziłam to przepraszam i Buuzi:*******

Trzecia: W sumie to chyba najważniejsza rzecz. Albo nie. Nieeee wieeem. Postanowiłam napisać wam troszkę o sb, żebyście mnie lepiej poznali. Mam jedenaście lat (wiem że to może was od razu zrazić, ale tu chyba chodzi o opowiadania a nie o wiek, wygląd itp), mieszkam w Markach, po wakacjach idę do 5 klasy, mam dwie najlepsze przyjaciólki: Olgę i Martynę, ale Marti się raczej w takich sprawach nie udziela... Czemu? Myślę że jednym z powodów jest to, że jest ograniczona umysłowo xD Prawie cała moja klasa ma świra na punkcie Vilu, nawet paru chłopaków, ale najbardziej to ja i Ania :D
Ulub. zwierzę: pies, kot, koń
Ulub. kolor: fiolet, biały niebieski
Ulub. serial: To raczej oczywiste że Violetta
Ulub. piosenka z Violi? Lubię wszystkie:)

Dobraa to tyle Papa:*
Aha i zdjęcie zeby nie było pusto
Natt

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 2. "Impreza w Studio"

 -Leon-

Viola wyciągnęła mnie na dwór. Trochę mnie zdziwiła jej reakcja, no ale nic.
- Cześc kochanie. - przytulilem ją najmocniej jak umiałem. i pocałowałem w głowę. Ale jej włosy ślicznie pachniały. Malinami. Kocham maliny. Ale ją kocham bardziej. Najbardziej.
- Jedziemy? - spytała
                                                     
                                                     -Violetta-
Jechaliśmy strasznie długo, chociaż i tak byliśmy już spóźnieni. Głupie korki. Akurat teraz. Myślałam o moim występie. Miałam wystąpic pierwsza, a byłam już z pół godziny spóźniona. Głupie korki. Mam nadzie... PIOSENKA! NIE WYMYŚLIŁAM PIOSENKI! O Boże. Oni znają już wszystkie moje piosenki, a miało byc coś nowego! Jestem głupia. Glupsza od tych korków.
- I... Co zaśpiewasz? - spytał Leon chyba w najgorszym możliwym momencie
- Eh... Jestem głupia...Nic nie mów... - byłam na maxa wkurzona
- Nie masz piosenki prawda? - otworzył mi drzwi od samochodu. Byłam bliska płaczu, ale na szczęście mam naljepszego chłopaka na świecie. Przytulil mnie, i od razu poczułam się lepiej.
- Posłuchaj, mam w szafce piosenkę, tylko muszę po nią iśc, a ty idź sie przygotuj czy coś.

                                                                   ***
Dostałam piosenkę, jest super. Ale jeszcze się jej nie nauczyłam, a zaraz wchodzę. Strasznie się boje że coś spapram!
-Violetta Castillo! - Gregorio mnie wywołał. Niedobrze, niedobrze, nie znam refrenu! O Jezu co teraz?! Dobra, raz kozie śmierc. Nie, nie mogę! Ośmiesze się! Albo, OK pójdę tam, i zaśpiewam tylko zwrotkę. Nie, no jak! 100 mysli na minutę. Raz tak, raz nie... Idę! No cóż, kobieta zmienną jest! Idę. Pójdę. Pewnie że pójdę. Byłam strasznie wystraszona ale...
                                                               
Boże! Leon mnie uratował! Jest najlepszy!
-Idziemy potańczyc? - spytał. Przytaknęłam.

                                                                    -Maxi-

Wyszedłem na dwór, zaczerpnąc świeżego powietrza. Przechadzałem się dookoła budynku, gdy usłyszałem szloch. Na ławce siedziała Natalia. Cała zapłakana. Podszedłem do niej i ją przytuliłem. Bez słowa. Tak po prostu przytuliłem. Wyszlochała, że nie może tak dlużej życ, musi stąd odejśc.
- Ale co się właściwie stało? Co ci jest?
- To... To znowu ona... Ja wiem, że nie powinnam przez nią płakac, ale... Ja... Nie mogę...
- Jaka ona? Ludmiła?
Pokiwała głową i znowu się rozpłakała.
OK. Musiałem zrobic dramatyczną przemowę.
- Posłuchaj. Ona... Nie jest warta nawet jednej łzy.
- Ale ona powiedziała...
- Ale nie ważne, co powiedziała. Ważne że ona nie ma racji. Ona dowartościowuje siebie obrażaniem innych.
- Ale.. Powiedziała że jestem beztalenciem, i nie powinnam występować, dla swojego własnego dobra, bo się ośmieszę...
-Ale kogo Pablo poprosił o zaśpiewanie? Ciebie, nie ją, a z tego wynika że kto jest lepszy? TY. I nawet mi nie mów że jesteś beznadziejna, i że mówię tak tylko żebyś się lepiej poczuła.
Spojrzała się na mnie tymi smutnymi, zapłakanymi oczami, i jeszcze mocniej się we mnie wtuliła. Po jakimś czasie delikatnie ją odunąłem i spytałem:
- Już wiesz co teraz zrobisz?
- Tak! Pójdę i zaśpiewam. Ale najpierw... Mam jeszcze coś do zrobienia. - powiedziała i... Pocałowala mnie!
Tego się nie spodziewałem! To była najprawdopodobniej najpiękniejsza chwila w moim życiu... Patrzyłem na nią jak odchodzi... Teraz wiedzialem, że na prawdę ją kocham!
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
     
                          OK, 2 rozdział jest. To chyba już ostatni na dzisiaj, i na ten tydzień, bo wyjeżdżam.
     Jeżeli jakiś napiszę, to i tak on będzie najwcześniej we wtorek. W sumie to... Czy ktoś mnie w ogóle czyta?
Natt ^ ^

Ask + pocałunek

                                                 Hej miśki!
Tak sb pomyślałam, że mogłabym dać wam swojego aska. Możecie mnie pytać o co tylko chcecie, i oczywiście lajkować!

-----------------------------------------------------------------

                                   ;3 czyli buziak

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa kto się cieszy z pocałunku Germana i Angie? Ja bardzo bardzo,  muszę koniecznie oglądać dzisiaj Violettę, i nic mi w tym nie przeszkodzi! Nawet zła Olga! Moja BFF jest zła! Bo do mnie przychodzi i przez nią nie wiem co się dzieje w Vilu! I muszę oglądać powtórki o 20! Zła kobieta, złaaaa!!!
Hihi:*
Natt

Rozdział 1. "Kochana rodzinka"

                                                             -Violetta-

Cześć, jestem Violetta, napewno dobrze mnie już znacie. Mam 18 lat, chodzę do szkoły muzycznej "Studio 21" kocham śpiewać, tańczyć, i gram na gitarze, pianinie i keyboardzie. Wszystkie tajemnice się już wydały, dlatego nie muszę już nic ukrywać przed tatą. Narazie...
Zaraz idę się szykować, bo w Studio dziś impreza! Pablo poprosił kilka osób by wystąpiły, w tym mnie! Występowałam już wiele razy przed publicznością, ale teraz wyjątkowo się stresuję... Nie wiem jeszcze, co im zaśpiewam. I w co mam się ubrać! Ale jestem durna. Nie wybrałam sobie piosenki! OK, mam jeszcze trochę czasu. Coś się wymyśli. I muszę zadzwonić do Leona o której po mnie będzie... I zabrać przekąski i keyboard! Wszystko na mojej głowie...
Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi.
-Proszę!
To był Federico. Zaczął coś gadać, że szkoda że w nocy wyjeżdża, że nie może iść do Studio, bla, bla, bla. W sumie to go nie słuchałam, byłam zajęta wybieraniem sukienki. Po co mi  tyle ciuchów? Fede przestał w końcu gadać (NARESZCIE!), ucałował mnie w policzek, pożegnał się i wyszedł. Będzie spokój. Lubię bycie jedynaczką. A Fede jest dla mnie jak brat, bo kocham go... Ale jak brata. Wkurzającego brata. Ale brata. Wybrałam sukienkę, Granatową, na jedno ramiączko, i poszłam do łazienki się ubrać. Umalowałam się, ubrałam ułożyłam włosy w potarganego koka i wyszlam. Za drzwiami stała Olga. Jak tylko mnie zobaczyła, od razu mnie wyściskała. Uh...
- Violetta! Moja mała dziewczynka jest już dorosła! Po co dorastasz?! Wyglądasz jak mama! Ona też była piękna! Tak jak ty! Moja mała kruszynka! - darła się
Tak, wiem, że ona mnie bardzo kocha, i jestem dla niej jak córka ale... Bez przesady!
- Olga! Ogarnij się! Zaraz wychodzę! - nie wytrzymałam
- Ale ty tak pięknie wyglądasz - Olga już prawie płakała
Ojej, za jakie grzechy?!
Uratował mnie dzwonek do drzwi.
- Olga! To Leon! Lecę! Papa! - rzuciłam, i z trudem wyrwałam się z jej objęć
Pobiegłam szybko na dół. Na kanapie czekał mój ukochany.
-Violetta!
- Tak wiem, ślicznie wyglądam, będę najpiękniejsza na całym przyjeciu, chodź już! - złapałam go za rękę, żeby nie musieć wysłuchiwać gadki taty, o tym jak to pięknie wyrosłam. Że nie mówią mi tego na co dzień!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------                                                  Okej, to chyba na tyle w pierwszym rozdziale.
                                 Mam nadzieję, że się podobało, zaraz zabieram się za kontynuację.
Buziaki, Natt


Siemka:*

Hej:*
Mam na imię Natalia, a będę się podpisywać Natt. Jestem tu zupełnie nowa, to mój pierwszy blog w życiu, więc w razie jakich kolwiek błędów, ( których mam nadzieję nie będzie ) bardzo przepraszam.
***
Teraz trochę o tym blogu. Będą na nim w 99% opowiadania o Violetcie i innych, ale czasem napiszę wam o sobie, kiedy np. nie będę pisać, albo kiedy następny rozdział.
Czasem kiedy wydarzy się coś naprawdę ważnego, w temacie Vilu oczywiście, to też zaraz napiszę:)
Jak będziecie chcieli coś o mnie wiedzieć piszcie w komentarzach, piszcie też o czym chcecie rozdział itd. chętnie przyjmuję sugestie xD
To chyba tyle. Zabieram się za pisanie rozdziału, ale nie wiem czy go dziś dodam, bo w nocy wyjeżdżam nad morze.
Pzdr:* Natt