Viola wyciągnęła mnie na dwór. Trochę mnie zdziwiła jej reakcja, no ale nic.
- Cześc kochanie. - przytulilem ją najmocniej jak umiałem. i pocałowałem w głowę. Ale jej włosy ślicznie pachniały. Malinami. Kocham maliny. Ale ją kocham bardziej. Najbardziej.
- Jedziemy? - spytała
-Violetta-
Jechaliśmy strasznie długo, chociaż i tak byliśmy już spóźnieni. Głupie korki. Akurat teraz. Myślałam o moim występie. Miałam wystąpic pierwsza, a byłam już z pół godziny spóźniona. Głupie korki. Mam nadzie... PIOSENKA! NIE WYMYŚLIŁAM PIOSENKI! O Boże. Oni znają już wszystkie moje piosenki, a miało byc coś nowego! Jestem głupia. Glupsza od tych korków.
- I... Co zaśpiewasz? - spytał Leon chyba w najgorszym możliwym momencie
- Eh... Jestem głupia...Nic nie mów... - byłam na maxa wkurzona
- Nie masz piosenki prawda? - otworzył mi drzwi od samochodu. Byłam bliska płaczu, ale na szczęście mam naljepszego chłopaka na świecie. Przytulil mnie, i od razu poczułam się lepiej.
- Posłuchaj, mam w szafce piosenkę, tylko muszę po nią iśc, a ty idź sie przygotuj czy coś.
***
Dostałam piosenkę, jest super. Ale jeszcze się jej nie nauczyłam, a zaraz wchodzę. Strasznie się boje że coś spapram!
-Violetta Castillo! - Gregorio mnie wywołał. Niedobrze, niedobrze, nie znam refrenu! O Jezu co teraz?! Dobra, raz kozie śmierc. Nie, nie mogę! Ośmiesze się! Albo, OK pójdę tam, i zaśpiewam tylko zwrotkę. Nie, no jak! 100 mysli na minutę. Raz tak, raz nie... Idę! No cóż, kobieta zmienną jest! Idę. Pójdę. Pewnie że pójdę. Byłam strasznie wystraszona ale...
Boże! Leon mnie uratował! Jest najlepszy!
-Idziemy potańczyc? - spytał. Przytaknęłam.
-Maxi-
Wyszedłem na dwór, zaczerpnąc świeżego powietrza. Przechadzałem się dookoła budynku, gdy usłyszałem szloch. Na ławce siedziała Natalia. Cała zapłakana. Podszedłem do niej i ją przytuliłem. Bez słowa. Tak po prostu przytuliłem. Wyszlochała, że nie może tak dlużej życ, musi stąd odejśc.
- Ale co się właściwie stało? Co ci jest?
- To... To znowu ona... Ja wiem, że nie powinnam przez nią płakac, ale... Ja... Nie mogę...
- Jaka ona? Ludmiła?
Pokiwała głową i znowu się rozpłakała.
OK. Musiałem zrobic dramatyczną przemowę.
- Posłuchaj. Ona... Nie jest warta nawet jednej łzy.
- Ale ona powiedziała...
- Ale nie ważne, co powiedziała. Ważne że ona nie ma racji. Ona dowartościowuje siebie obrażaniem innych.
- Ale.. Powiedziała że jestem beztalenciem, i nie powinnam występować, dla swojego własnego dobra, bo się ośmieszę...
-Ale kogo Pablo poprosił o zaśpiewanie? Ciebie, nie ją, a z tego wynika że kto jest lepszy? TY. I nawet mi nie mów że jesteś beznadziejna, i że mówię tak tylko żebyś się lepiej poczuła.
Spojrzała się na mnie tymi smutnymi, zapłakanymi oczami, i jeszcze mocniej się we mnie wtuliła. Po jakimś czasie delikatnie ją odunąłem i spytałem:
- Już wiesz co teraz zrobisz?
- Tak! Pójdę i zaśpiewam. Ale najpierw... Mam jeszcze coś do zrobienia. - powiedziała i... Pocałowala mnie!
Tego się nie spodziewałem! To była najprawdopodobniej najpiękniejsza chwila w moim życiu... Patrzyłem na nią jak odchodzi... Teraz wiedzialem, że na prawdę ją kocham!
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
OK, 2 rozdział jest. To chyba już ostatni na dzisiaj, i na ten tydzień, bo wyjeżdżam.
Jeżeli jakiś napiszę, to i tak on będzie najwcześniej we wtorek. W sumie to... Czy ktoś mnie w ogóle czyta?
Natt ^ ^

Super rozdział i ogólnie super blog (:
OdpowiedzUsuńSzkoda tylko trochę, ze tak krótko sie tu rozpisałaś ale i tak jest Okej ^^ Czekam z niecierpliwością na next ;d
i zachęcam do zajrzenia do mnie http://stoessel-historia.blogspot.com/
Dzięki:*
OdpowiedzUsuńNa razie do środy nie bd rozdziału, bo jestem nad morzem net mi przymula, a poza tym nie mam czasu... :(
Na bloga na pewno wejdę, i jeszcze raz dzięki za komentarz, bo jestem tu nowa, i każdy komentarz, a szczególnie taki miły, to dla mnie po prostu... Nawet nie wiem jak to opisać...
Pzdr:*
A ta olga co pisałaś na początku tu coś pisze ??
OdpowiedzUsuńNa tym blogu nie :) Jeżeli o to ci chodziło
Usuń