wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział 7. " Ciocia krzyczy, że boi się myszy "


- Angie -


- Violetta... Violu, odezwij się! - krzyczałam przez łzy. Nie mogłam nawet myśleć o tym, że mogłam jej już więcej nie zobaczyć. Chciałam wiedzieć co się stało, aż zżerała mnie ciekawość, ale jednocześnie mnie to nie obchodziło. Teraz obchodziła mnie tylko moja mała Violetta...
- A pani z rodziny? - zapytał lekarz znużonym głosem, jakby odmawiał jakąś codzienną formułkę. Nie, po prostu tak jakoś sobie przyszłam, wypocić oczy...
- Yyy... Ja
- Mamo? Co się stało z Violettą? Wiesz już coś? - spytał MNIE Leon. Coś mu się pomyliło, czy jak?
- Co...?
- Jeżeli nie jest pani z rodziny, proszę opuścić pojazd. - Irytował się lekarz. Co? Jaki pojazd? Teraz dopiero zorientowałam się, że siedzę na ławce przy ścianie karetki.
- W zasadzie to jestem jej...
- Mamą.  - przerwał mi chłopak i spojrzał na mnie porozumiewawczo. - To nasza, znaczy moja siostra. Czy to coś poważnego? Wyjdzie z tego? - wskazał głową na łóżko, na którym właśnie układali moją siostrzenicę. Lekarz spojrzał nieufnie na Leona, po czym z ociąganiem przeniósł wzrok na mnie.
- Ile pani ma właściwie lat? - spytał po zlustrowaniu dokładnie całej mojej osoby.
- Trzydzieści osiem. - skłamałam. Lekarz tylko westchnął i zajął miejsce obok mnie. Okazało się, że już od dobrych trzech minut pędzimy przez niemal puste ulice. Miałam zamiar wrzasnąć do kierowcy żeby trochę zwolnił, ale przypomniałam sobie, że karetki prawo nie obowiązuje. No, prawie. Jechaliśmy jeszcze może pół minuty. Kiedy dojechaliśmy do szpitala, ratownicy kazali nam wysiąść z auta, a sami zajęli się wyjmowaniem noszy z wnętrza karetki. Jeden z nich zaprowadził mnie i Leona do poczekalni i kazał czekać na diagnozę.
- Angie... - odezwał się po dłuższej chwili chłopak. Spojrzałam na niego pytająco. - Wiesz... Ja to wszystko widziałem.
- Co widziałeś?
- No... 
- Dzień dobry! Dobry, dobry. Coś mi się zdaje, że trochę sobie tu razem posiedzimy... No, to na kogo pani czeka? - jakaś czterdziestka z dzieckiem na rękach wlepiała we mnie swoje pseudo-uśmiechnięte gały.
- Na sio...
- Córkę. - przerwał mi Leon. Ach, zapomniałam, że teraz jestem ich matką. Zdezorientowana pokiwałam tylko głową. - Na córkę.
- Ach, ja czekam na męża. Znów spadł że schodów! Oj, ten mój Rodrigo... Taka z niego sierota! Kiedyś poszedł kłaść papę na dachu i się z niego zwalił! Niby nic złego, każdemu się może zdarzyć, no ale sześć razy? A u pani jak tam? Wszystko dobrze? Dzieci zdrowe? Na pewno, na pewno. Co tam u męża? Znowu pracuje? A tak w ogóle, jak się pani nazywa? Pewnie Angelica, pasuje do pani. Ale nie, Angelica to za długo... może Angie? Gdzie pani była na wakacjach? Jest pani strasznie opalona. Ach, no tak, u nas zawsze świeci słońce. Hahahahaha! Na pewno stać panią na drogie wakacje, co? Lubi pani spaghetti? Na pewno ten mały lubi. Jeśli pani chce, to mogę pani mailem wysłać przepis. Albo adres cudownej włoskiej restauracji! Tak, właśnie, wczoraj założyłam sobie wczoraj pocztę! Kochana, ty chyba w ogóle tych dzieci nie karmisz! Patrz jaki on chudy jest... pewno jarzynek nie jesz, co? - patrzyła na Leona jak na pięciolatka.
- Muszę iść... Do toalety! - rzuciłam. - Radź sobie sam. - szepnęłam jeszcze Leonowi na ucho i pobiegłam w stronę jakiegoś korytarza.

- Leon -

Do toalety? WOW, jakie to oryginalne! Cudownie, teraz muszę znosić ten jazgot sam.
- Synku, jak...
- Pani... Rodriguez, mąż chce panią widzieć. - przerwał kobiecie lekarz. Spojrzałem na niego wzrokiem gimbuski która dostała nowy tusz do brwi, czy cośtam.
- Leon! Leon, co się stało Violce? Usłyszałem za sobą głos Francesci, a zaraz potem pisk małej Naty:
- Fujek Leon! Klamy f belka? Belek! - wrzasnęła, klepnęła mnie w kolano, wpadła na Rodriguezową, która właśnie opuszczała poczekalnię i puściła się pędem, obijając się przy okazji o wszystkie krzesła, automaty i śmietniki. Szczęście, że tego dnia w szpitalu było prawie pusto.
- Naty! Natalia! Wracaj tu w tej chwili! - zawołała za nią Fran i pobiegła, potykając się co chwila na tych swoich dwudziestocentymetrowych szpilach. Francesca była najlepszą przyjaciółką Violetty i żoną mojego brata, Marco. Byli starsi ode mnie i Violki o trzy lata.
  Już miałem wyjąć telefon i poszukać Wi-Fi, ale moich kolan dopadła Naty i podskakując, krzycząc, piszcząc, błagała, żebym wziął ją na kolana. Podniosłem delikatnie malutką i nakryłem ją swoją kurtką. Zza rogu wyleciała zdyszana włoszka i nie mogąc złapać powietrza, doczłapała się do naszego rzędu krzeseł.
- Yh, mała przeyhychodzi terazyhy okres buyhyntu... - wydyszała.
- W wieku trzech lat? - spytałem z kpiną w głosie.
- Jeście nie mam cech lat! - spod kurtki wyłoniła się oburzona główka. Francesca odebrała mi ją, posadziła sobie na kolanach i zaczęła łaskotać. Myślałem, że Natka zbombluje się z tego śmiechu, jak to dzieci mają.
- A państwo...? - spytał no z tego ni z owego lekarz, który przyglądał się nam już kilka dobrych sekund. Był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną z kilkudniowym zarostem i gęstymi, ciemnymi włosami. Pomyślałem sobie, że jeśli to on jest lekarzem Violi, mogę zacząć być zazdrosny.
- Ja do Violetty Castillo! - wyrwała z odpowiedzią Francesca, mrugając zalotnie rzęsami.
- Proszę że mną. - powiedział lekarz z uśmiechem, pokazując rząd idealnie białych zębów. Wybielane, pomyślałem. Tego będę się trzymać. Te mięśnie to pewnie tylko taka specjalną koszulka, a włosy to peruka. Lekarze faktycznie muszą nieźle zarabiać, że tego gościa stać na takiego charakteryzatora... Dopiero po chwili zorientowałem się, że Fran, Naty i lekarz dawno poszli do sali Violki. Miałem iść za nimi, ale zauważyłem że jakąś wąsata sprzątaczka warczy na mnie zza lady.
                                                                           
 - Violetta -

Bolało mnie wszystko. Kręciło mi się w głowie i nie mogłam otworzyć oczu. Nie wiem co ja sobie myślałam... Nigdy więcej nie kupuję lemoniady u tego gościa... Chciałam wiedzieć gdzie jestem, z kim i dlaczego, w zakamarkach pamięci próbowałam odszukać jakiekolwiek wskazówki, urywki momentów, ale znalazłam tam tylko świst powietrza i ból.
- Ciocia Fiola ślopiła siopie ku-ku... - usłyszałam jakby zza ściany.
- Taaaak, i to dosyć porządnie, kochanie. - powiedział jakiś głęboki głos. Nigdy wcześniej go nie słyszałam. - Twoja ciocia spadła z bardzo wysoka. - kontynuował. Kątem zamglonego oka dostrzegłam małą dziewczynkę, która najprawdopodobniej wypowiedziała pierwsze zdanie.
- Na... ta... lia...? - wydobyłam z siebie łamiącym się głosem.
- Violetta! Vilu, wróciłaś do nas! - pisnął ktoś.
- Mamo, ciocia nikcie nie pośła... - wybulgotała zdziwiona dziewczynka.
Ktoś mnie przytulił. Jakaś szczupła osoba, ubrana w szarą garsonkę i koszulę z żabotem. Czarne włosy były upięte w wysokiego koka...
- Francesca! - chciałam krzyknąć, ale z moich ust wydobył się tylko niezrozumiały pisk. Jak ja mogłam jej nie poznać?!
- Hah, też się bardzo cieszę! - zaśmiała się przyjaciółka. Chcialam pokrecić głową i zachichotać, ale byłam kompletnie sparaliżowana, a mój chichot brzmiał jak odgłos kaszlu leniwca. Jakkolwiek to brzmi.
- Mamusiu, ciocia ksiyciy zie boji siem mysiy.
- Spokojnie Violu, to normalne że nie możesz nic powiedzieć. Yy... To normalne, prawda? - spytała zbitym z tropu głosem postawnego mężczyznę przy stole, będącego zapewne moim lekarzem prowadzącym, który tylko kiwnął głową. - No, to normalne. A teraz do rzeczy: Violka, ty skończona idiotko, co ty sobie w ogóle wyobrażasz?!
- Śkońciona idiotka! - zawtórowała Natka.
- Ty siedź cicho! - Fran wrzasnęła na nią, po czym wróciła do wrzeszczenia na mnie. -  Co ty sobie myślisz? Że skoczysz sobie z karuzeli i wszystko będzie OK?! To ja ci coś powiem. Nie będzie OK! Bedzie do dupy! Ty zdurniała egoistko, myślisz czasem o innych?! O Leonie?! O mnie?! O tacie?! Angie?! O innych?! Nic, w ogóle nie myślisz! Po kiego ci ta pusta bania ba szyi? Żeby ładnie wyglądać? Żeby myśleć, geniuszu! Violka, jeszcze raz coś takiego zrobisz, to przysięgam, że własnoręcznie cię uduszę! - stanęła, by nabrać powietrza i już, już miała wybuchnąć następną niagarą gróźb i obelg, ale na jej głowę spadł różowy deszcz z płatków róży wykonany przez Naty. Francesca przymknęła oczy, odczekała chwilę, jakby liczyła do dziesięciu i powoli zaczęła wydłubywać sobie szczątki kwiatów z włosów, podczas gdy ja że śmiechu o mało co nie spadłam z łóżka.
- Mama fleście łatnie pachnie!



***

Joł ;D 
Natalia ♥
Słodka, nie? XD
Spokojnie, duża Naty też będzie ;D
A KEJM IN LAJK REEEEEEEEKIN BOOOOOL
*.*
Taka tam, mała obsesja ^.^
Mam pomysła... 
Zrobię konkursik =D
Wybiorę sobie jedną osobę, która będzie wam pisała One Party c:
Jezu, do jutra muszę napisać swojego XD
Na konkurs ;d
Co wy na to? 
Co do rozdziału...
Przepraszam, że tak długo nie było, ale w poprzednim poście pisałam czemu do tej pory nie dodałam.
Nie miałam czasu, ani weny.
I pisałam to wczoraj koło 2 rano xd
Jak na nocną wenę, to chyba nieźle mi wyszedł... :D
Jeny, w każdym moim rozdziale musi się znależć jakiś potok słów :O
Tym razem w wykonaniu Francesci xd
Taaaaag, prawdziwa przyjaciółka ^.^
'Ty skończona idiotko!' Hhahah <3
Wiem, mało się działo, ale przynajmniej Violka się obudziła xD
Następny dłuższy i więcej akcji ^.^
Dobra, lecę pisać One Shota...................................


Całuzgi, Natt ;3
 hshshjsvghejsahdsgydsgudks *.*

wtorek, 12 listopada 2013

...

Słuchajcie, dodałam rozdział wczoraj. Był co prawda krótki, ale był. Może ktoś zdążył go przeczytac. Tylko że... mam też bloggera na telefonie, a ponieważ mój kochany mobajl jest jakiś opóźniony, dopiero o 1 w nocy mi się zsynchronizowało. I co? Po synchronizacji rozdział dodał się z telefonu. Ale dodało się tylko tyle ile pisałam na telefonie, czyli trzy zdania -,-

Mamo... Napracowałam się nad tym rozdziałem, siedziałam nad nim 5/6 dni... Aktualnie jestem obrażona na cały świat, a szczególnie na mój ułomny telefon, więc bez pretensji. Rozdział będzie dziś lub jutro, ale zostanie złączony z 8 rozdziałem.

Jeszcze raz was przepraszam, Natt ;3




środa, 6 listopada 2013

Rozdział 6 ... "Kochałem cię przez cały ten czas"

                       
- Leon -

- No? Ty co? - spytała przyjaciółka. Przymknąłem oczy z westchnieniem.
- Słuchaj. - zacząłem spokojnie. - Znamy się już od wieków i zawsze byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Tak na prawdę, to kochałem cię przez cały ten czas. - spojrzała na mnie z nadzieją, więc złapałem ją za ręce. - Po przyjacielsku... - spodziewałem się jakiegoś wybuchu płaczu, jednak Sanny roześmiała się perliście.
- Tak. Spodziewałam się tego. No... jest mi smutno, ale wiedz, że co by się nie działo, w moim sercu zawsze będzie dla ciebie miejsce. - Yhh, ta dziewczyna jest niesamowita! Ale ten tekst o miejscu w jej sercu mnie rozwalił. Już miałem wybuchnąć śmiechem, kiedy coś nami wstrząsnęło i zaczęliśmy unosić się w górę. Znowu. Przyjaciółka z ulgą westchnęła i wtuliła się we mnie. Teraz zorientowałem się, że przestało padać. Na niebie nie było już prawie żadnej chmury, powietrze jednak wciąż było ciężkie i wilgotne. Kiedy odkleiła się ode mnie, zaczął wiać jakiś potężny wiatr i młyn ponownie zatrzymano. A ponieważ zawisnęliśmy na samym szczycie, pod nami rozległ się pomruk i jęk niezadowolenia. Ja również westchnąłem i spojrzałem znów na towarzyszkę. Tym razem patrzyła gdzieś w przestrzeń, jej delikatna, jakby dziecięca twarzyczka wydawała się teraz taka twarda i oschła, złociste, długie włosy rizwiewał wiatr. W oczach miała jednak łzy. Kiedy pierwsza z nich powoli spływała po jej policzku, zdecydowałem się na ten krok. Uświadomiłem sobie coś właśnie i chciałem jej to okazać. Wytarłem delikatnie łzę z jej twarzy, a kiedy smutno spojrzała mi w oczy, byłem już pewny swoich uczuć. Możecie pomyśleć, że to była zwykła litość, ale nie. Poczułem w tamtej chcwili coś niezwykłego, w chwili gdy patrzyliśmy sobie w oczy, wiedziałem że to na pewno nie jest tylko współczucie. Ująłem jej twarz w obie ręce i najdelikatniej jak tylko umiałem, pocałowałem ją. Tak zgadza się, a jeszcze mało tego, uświadomiłem sobie, że to co czułem do Violetty, było tylko złudzeniem i nie można było nazwać tego miłością. Kiedy z niechęcią odsunąłem się delikatnie, zobaczyłem na jej ustach uśmiech, jakiego jeszcze nigdy u niej nie widzialem. Prawdziwy i szczery. Wtedy z sąsiedniej gondoli rozległ się wrzask:
- OK, tego już za wiele! Mogę patrzeć na to jak się przytulacie i obejmujecie, przytulacie, ale tna to już patrzeć nie mogę! Chciałam dać ci szansę na wytłumaczenie się, ale chyba właśnie najlepiej sama sobie to wytłumaczyłam. Nigdy więcej nie chcę cię widzieć, zdrajco! - wykrzyczała, po czym stanęła na laweczce która znajdowała się w godnolce.
- Nie, nawet się nie waż! - powiedziałem wyczuwajac jej zamiary. Ale ona już mnie nie słuchała. Patrzyła w ziemię, w to wszystko co znajdowało się ponad 100 metrów pod nią. Rzuciła ostatnie nienawistne spojrzenie w stronę, pary i zrobiła krok w powietrze.
                  
 - Angie -

To wszystko mnie już przerasta. Mam wziąć ślub, na który wcale nie mam ochoty i towarzyszyć na innym, na który jeszcze bardziej nie mam ochoty. Trzeba coś wykombinować. No nie wiem... A gdybym tak zachorowała? Nie, to mi raczej nic nie da, Pablo zaciągnie mnie do tego ołtarza siłą. Ale jemu zależy. Zaraz, moment, jakiego ołtarza, nie będzie żadnego ołtarza, żadnego ślubu ani tym bardziej wesela! Dlaczego powiedzenie jednego słowa " nie " jest takie trudne?! Hmm, chyba akurat nie było mnie w szkole na zajęciach o asertywności... Jeju, co za koszmar!
- Hej, kochanie! - powiedział uradowany Pablo, który wyrósł mi jak z ziemi, w najmniej odpowiednim momencie. - Słuchaj, znalazłem cudowną orkiestrę na nasze wesele, poszperałem trochę w internecie i znalazłem super limuzynę która przywiezie nas z kościoła na salę! Właśnie, nie zastanawiałem się jeszcze nad salą. Czy może bardziej zrobić wesele gdzieś w jakimś ładnym ogrodzie? W sumie byłoby miło, ale czy nie za gorąco? Jest czerwiec, na dworze 30 stopni wieczorem... A dom? Może dom weselny? Goście którzy mieszkają gdzieś dalej mogliby zostać na poprawiny, dzieci miałyby gdzie się przespać... Jeszcze zostaje kwestia jedzenia. Katering, czy raczej sami cos zrobimy? No jak będzie 150 osób, każdy przyniesie coś swojego to myślę że wystarczy. Ale na pewno ma być wiejski stół. I znalazłem nam całkiem nieźle mieszkanko, a właściwie dom. Ładny, piętrowy, z dużym ogrodem... Bo wiesz, myślę że mieszkanie z rodzicami to nienajlepszy pomysł. Zwłaszcza że już chyba pora na dzieci... - O nie, tego już było za wiele. Dzieci? Jakie dzieci? Nie mam na razie ochoty na dzieci. Ani ślub.
- Paaaablooooo... - jęknęłam.
- Co? Coś ci jest? Słabi wyglądasz. Może zrobię ci herbatę? I przygrzeję nam rosół. - znów wydałam z siebie odgłos niezadowolenia, tym razem z błagalnym spojrzeniem w sufit. Mężczyzna dotknął mojego czoła, zapewne w celu sprawdzenia czy nie mam gorączki. Wywrocilam oczami, a on chyba to zauważył bo westchnął i ciężkim krokiem skierował sie do kuchni.
- Jak już tam idziesz, to zrób mi coś do jedzenia! Głodna jestem.  - krzyknelam za nim. I to był mój błąd. Pablo w ułamku sekundy klęczał przy kanapie, na której od dłuższego czasu zalegałam.
- Na co masz ochotę? - wyrzucił z siebie te cztery słowa jak karabin maszynowy, normalny człowiek na 100% by go nie zrozumiał. Na co mam ochotę, pytasz? Wziąć ciężki młot, mniej-więcej 90-kilogramowy, nabity metalowymi ćwiekami i przywalić ci nim w łeb, pomyślałam. Ewentualnie, zepchnąć cię z mostu. Albo sama z niego zeskoczyć
- Kurczak.  - powiedziałam spokojnie
- Nie ma.
- Zamów.
- Gdzie ja ci zamówię kurczaka?
- W KFC. - mój - o, zgrozo - przyszły mąż wywrócił oczami.
- Poledwice czy kubełek?
- Twister.
- Coś do picia?
- Poledwiczki. - kolejne westchnienie z przymknięciem oczu.
- Ostre?
- Głupie pytanie.
- Sos?
- Jeszcze głupsze.
- Pączka?
- Co?
- Wiesz, pomyślałem że skoro takie masz wymagania, to może i pączka byś...
- Nie jestem w ciąży.  - przerwałam mu spokojnie. Spojrzał na mnie speszonym wzrokiem, ale zaraz później rzucił spojrzenie mówiące: "jeszcze nie". Zaczęłam się go bać, więc wymyśliłam coś, że muszę iść kupić masło, czy coś. Kilka minut po wyjściu z domu zaczęłam sie zastanawiać gdzie ja w ogóle mam iść. Wtedy uświadomiłam sobie, że dwie rzeczy związane z moim wyjściem nie miały sensu. Po 1. dziś jest niedziela, a w niedzielę te mniejsze sklepy są pozamykane, po 2. nie wzięłam z domu torebki, a co za tym idzie: portfela. A raczej ciężko będzie kupić masło bez pieniędzy. Zaśmiałam się, sama z siebie i skierowałam się do parku. Przysiadłam na ławce obok fontanny i wyjęłam telefon z kieszeni. Zobaczyłam, że mam 4 nieprzeczytane wiadomości.
Pierwsza była od Beto:
"Masz może czas jutro wieczorem? Mam ci coś ważnego do powiedzenia..."
Aha... zaczynam się bać...
Drugą wysłała mi Olga:
"Nir msm pimuslu na iviad. Ty mssz jwkus?"
A więc Olga umie pisać SMS-y! Chociaż... nie do końca...
Trzeci SMS był codziennym spamem gwarantującym wygraną, więc nawet nie chciało mi się go czytać, natomiast czwarty... przysłał mi go German:
"Masz już sukienkę na ślub? Postanowiliśmy z Jade przesunąć termin... Na sobotę."
Czułam, jak do oczu napływają mi łzy. Jak to: na sobotę?! Dziś był czwartek, a to oznaczało ślub jest za dwa dni. Przez dwa dni ja nie zdążę... Nie zdążę tego odkręcić. To nie może się tak skończyć! Obok mnie przemknęła karetka, a zaraz za nią straż pożarna. Zatrzymały się przy wesołym miasteczku, które było jakieś 100 metrów ode mnie, pomyślałam więc, że zobaczę co się dzieje. Było bardzo gorąco, a kiedy wyszłam z cienia, upał stał się wręcz nie do zniesienia. Przez to ciężko było mi się na czymkolwiek skupić. Kiedy wreszcie doszłam na miejsce, zobaczyłam przed sobą... plecy innych ludzi. Przy taśmie ochronnej ustawiły się już setki osób. Próbowałam się dopchać na początek, ale nie dałam rady. Diabelski młyn ruszył. Chyba wcześniej stanął, bo ludzie którzy się na nim znajdowali zaczęli krzyczeć i bić brawo. Maszyna powoli się kręciła, co jakiś czas zatrzymując się, by pasażerowie mogli wysiąść. Z kolejnych gondoli wysiadali coraz bardziej przestraszeni ludzie. Ostatni z wagonów zjechał na ziemię. Ku mojemu zdziwieniu wysiadł, a raczej wyskoczył z niego Leon i puścił się pędem w stronę karetki. Przeskoczył zabezpieczenia i przeraźliwie wrzeszcząc upadł na ziemię. Tylko tyle zdołałam zobaczyć przepychając się przez tłum gapiów. Kiedy wreszcie dopadłam taśmy, zobaczyłam coś, czego chyba nic by nie przebiło. Był to najstraszniejszy widok, jaki kiedykolwiek mogłam ujrzeć. Nawet widok... widok... Jego w garniturze ślubnym, a obok niego innej kobiety... Nie, nawet nie ma porównania. Angie, ogarnij się! Teraz ważne jest coś innego. Przeszłam pod taśmą ochronną i dopadłam noszy.
- Violetta...

***

Muahaahahahahahahahahahahahah xd
Znowu jestem zua ;D
Mmmm oglądam sb Violetitę *.*
Ramallo zazdrosny o Olgę ;o
Cami ( dziewczyna która ją dubbinguje ) ma strasznie zapchany nos -,-
Dieguś jaki skromny... 
Co za palant...
Ale go kocham <3
Okej...
Sorcia ;c
Długo nie pisałam...
No i rozdział krótki...
Przepraszam...
Nie mam pomysłu na tytuł -,-
Znowu przepraszam...
Chyba Violci się coś śni *o*
W serialu, oczywiście xD
OK, jakieś skojarzenia co do ostatniego zdania?
Chyba tyle...
Następny będzie szybciej, obiecuję <3 
Pojutrze albo w sobotę ;*



Natt ;3

wtorek, 5 listopada 2013

Lalalalalalalalalalalalala

Nie. Niemożliwe. Ja już sama w to nie wierzę.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! *.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*
Nadal w to nie wierzę.

Ale, zostałam NOMINOWANA DO LBA!!! <3
Chciałabym serdecznie podziękować Lisie Verdas <3 <3 <3 KC ;*
No taag, mam podnietę, ale to moja pierwsza nominacja i wgl... " . " Jezusie...
Hmmm... Czym właściwie jest LBA?
Otóż jest to skrót od konkursu Liebster Blog Awards, w którym nagrodą jest... Chyba wgl nie ma nagrody xdxd
Ale do rzeczy: Jest to wyróżnienie dawane autorowi bloga za "dobrze wykonaną robotę". Otrzymują ją zazwyczaj blogi mniej znane, co pozwala im się tak jakby wybić ;D

Co powinnam zrobić?

- Odpowiedzieć na 11 pytań zadanych przez osobę która mnie nominowała
- Zadać 11 swoich pytań
- Nominować 11 12 blogów
- Poinformować te osoby.

Nie wolno mi nominować osoby, która nominowała mnie. A szkoda... xD

Pytania od Lisy:

1. Jak masz na imię i ile masz lat?

Jestem sb Natalia, mam 11 lat ;*

2. Co cię nakłoniło do pisania bloga?

Hmm... Miałam kiedyś bardzo dużo pomysłów. Różnych różniastych, w tym na opowiadania. Gdzieś je wszystkie zapisywałam, niektóre wykorzystywałam na wypracowania w szkole, ale... Większość się nie nadawała, z powodów... Możecie się chyba domyśleć xd No i pewnego dnia, szukałam jakichś faktów o "Violetcie", no i natrafiłam na bloga. Miał on wtedy chyba 11 rozdziałów, więc wszystko przeczytałam jednym tchem, a że był on lekko... Hmm... Nieprzyzwoity? xd Musiałam go pokazać mojej BFF. No i jak ona już przeczytała wszystkie rozdziały, doznała nagłego olśnienia i rzuciła mi jeden ze swoich ( jakże genialnych xd ) pomysłów:
- Ej, a może ty byś bloga założyła? W końcu talent do pisania masz...
Z początku nie podobał mi się ten pomysł. Stwierdziłam, że nie miałabym o czym pisać, zapominałabym, a tak wgl to i tak nikt by tego bloga nie czytał. Ale, wraz z upływem czasu, zaczęła mi się coraz bardziej podobać perspektywa blogerki. W końcu uświadomiłam sobie, że mam przecież tyle niewykorzystanych pomysłów. Przerobiłam je na Violettę, opublikowałam na blogu... No i jest! ;D

3. Czy lubisz tytułową bohaterkę - Violettę? Za co?

Lubie ją, bo jest fajna xdxd
A tak serio, to jest utalentowana, miła, przyjacielska, troskliwa, pomocna itd. ;D
ALE ma jedną okropną wadę: Jest strasznie niezdecydowana...
No cóż, ale to chyba nie jej wina, że wiecznie ma przy sobie dwóch kochających ją facetów, a ona nie wie którego kocha bardziej xd

4. Jakie miejsce najbardziej chciałabyś zobaczyć? 

Paaaaryż *.*

5. Kogo z obsady chciałabyś najbardziej poznać?

Mmm... No ciekawe... Może by tak... Mojego przyszłego męża? Chociaż on już jest moim mężem, patrz na nazwisko xd Nie no, chciałabym poznać tego mojego Jorge'a, Tini i oczywyście Mechi <3

6. Ulubione piosenki z Violetty?

Jeju... Dużo xd
1. En mi mundo
2. Nuestro camino
3. Yo soy asi
4. In my own world
5. Hoy somos mas
6. Alcancemos las estrellas
7. Podemos
8. Como quieres
9. Junto a ti
10. Si es por amor <3
Chyba tyle.

7. Leonetta, Tomasetta czy Diegoletta? Dlaczego?

Diegoletta i Leonetta, bo to moi mężowie są przecież xd ( Leoś i Dieguś )

8. Kogo z chłopaków w Violetcie najbardziej lubisz?

Moich mężów, a mam ich chyba 6 xD
Marcuś <3
Leoś <3 
Max... uś? <3
Dieguś <3 
Andres... uś xd <3
Germanuś xdxdxdxdxdxd <3 
Próbuję sb przypomnieć, ale chyba z nikim więcej się nie żeniłam xd No, przynajmniej z Violetty ;D

9. Czy podoba ci się styl Violetty, Camili, Franceski, Ludmiły i Naty z 2 sezonu?

Violki - Tag, tag, taaag *.*
Camili - Tak średnio... W sumie sama bym nigdy takich ciuchów nie założyła
Franceski - Tak <3
Ludmi - Oczywiście ;*
Naty - Bardzo <3

10. Znasz hiszpański?

Njeee ;D Po co mi? xd

11. Ulubiony odcinek Violetty?

Ten taki no... Z czołówką En Mi Mundo xdxd
To teraz się domyślaj <3

Hmm... Pytania ode mnie. Nie mam pomysłu, ale oki ;d

1. Jak masz na imię i ile masz lat?
2. Dlaczego lubisz serial " Violetta "?
3. Jaką masz średnią w szkole?
4. Czy prowadzenie bloga sprawia ci przyjemność?
5. Ulubione pary z Violetty? Wymień co najmniej 4 ;D
6. Styl kogo z " Violetty " podoba ci się najbardziej?
7. Lubisz zwierzęta? 
8. Co jest twoim największym marzeniem?
9. Masz jakichś mężów xd ? Jeśli tak, to jakich? Nie muszą być akurat z "Violetty"
10. Masz aska? Jeśli tak, to podaj ;33
11. Kogo z Violetty lubisz najbardziej? Dlaczego?

Powodzenia ;D

Blogi, które nominuję: 

"Ale ty zawsze musisz być obecny w moich snach"
Siempre cerca tu yo estare
EDIT: Jak ja mogłam zapomnieć... ♥ Leon & Violetta ♥
Jeszcze raz baaardzo dziękuję za nominację <3 <3



Natt ;3


czwartek, 24 października 2013

Jejuuuu *.*


Hejciaa ;D WOW, już 2.200 *o* Jesteście kochani! Zdecydowałam że wracam do was i że będę pisała nawet jeśli nikt nie będzie tego czytał, bo jakoś w końcu tego bloga rozkręcę, obiecuję <3 Rozdział 6. Już w drodze xd Tzn. Napisałam trochę... I możecie się spodziewać niezłej akcji z Leonettą ;o Więcej na razie nie zdradzaam ;* Ołemdżi, od poniedziałku już leci Violetta 2 *.* Jeju xd I mam fazę na Naxi <3 I na Diego <3 A, i dostałam obsesji na Fedemiłę <3 Sram *.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*






I Naxi *.*







I mam nowych mężów <3



czwartek, 3 października 2013

Przepraszam.

Cześć. Sory, ale zawieszam bloga. Na czas nieokreslony. Jeju, nie mogę już. Przecież ja robię co tylko mogę, a już się nie dzieje. Dlaczego nic mi się nigdy nie udaje ;c  Zareklamowałam re moje wypociny chyba na wszystkich blogach świata, ale najwyraźniej już nikt nie chce dać mi szansy. Trudno. Będę czekać tyle ile będzie trzeba. Ale... Jeżeli ktoś to w ogóle czyta, to proszę, niech zostawi komentarz... Na razie będę się udzielała na facebook'u. Jutro podam wam linka do mojej stronki. A teraz sie zegnam. Pomóżcie mi wrócić do gry, proszę :'( Papa. Jeżeli kiedyś doczekam się 5 komentarzy pod tym postem, to znowu zacznę pisać. Jeżeli będzie 1, to dodam 6. Zegnajcie ;c

czwartek, 19 września 2013

Germangie " I na wieki wieków"

Spojrzała niego beznamiętnie. Widywała go codziennie, mijała na ulicy, klatce schodowej. Za każdym razem to uczucie... Nicości. Nie czuła nic kiedy go widziała. Zawsze to samo: spojrzenie, grymas, przyspieszenie kroku. I tak już od 20 lat. Teraz stała z nim twarzą w twarz, i przewiercała go na wskroś wzrokiem. Miała ochotę się na niego rzucić. On był w nią jednak wpatrzony jak w obrazek. Jej oczy, wydawały się mu błyszczeć. Posiwiałe włosy lekko rozwiewał wiatr. Dla niego ta chwila mogłaby trwać wiecznie. W jego oku zakręciła się łza, co ona zauważyła. Przed oczami przewinął jej się  TEN dzień. Calutki, od początku do końca.
Otóż, wstała wcześniej niż zwykle, o 6.27, założyła ulubioną granatową tunikę, i białe rurki. Zamknęła się w łazience, umyła twarz i zęby, zrobiła lekki makijaż i rozczesała Farbowane loki.  Spojrzała na odbicie w lustrze i pokiwała z uznaniem głową. Tak, to jest jej dzień, i musi wygladać zniewalająco. Zeszła do kuchni, oczekując na stole swojego ukochanego męża.2 tygodnie temu minęła ich 1 rocznica. Uśmiechnęła się do siebie, po czym zawołała jego imię. Nie odpowiedział. Czyli już wyszedł. Spojrzała na złoty zegarek z diamentami, który dostała na poprzednie urodziny.  15 po 7. Wyjęła z lodówki ser i sałatę, sięgnęła do szafki po pełnosiarnisty chleb, posmarowała masłem dwie kromki, i położyła na nich wcześniej przygotowane dodatki. Kiedy zjadła, poczuła wibracje w kieszeni. Wyjęła z niej komórkę i spojrzała na wyświetlacz. SMS od Mariah, jej ukochanej siostry, autorytetu, wzoru do naśladowania. "Wszystkiego najlepszego siostrzyczko!" przeczytała. Uśmiechnęła się do telefonu. No tak, na nią zawsze można liczyć. Wzięła torbę z wieszaka, sprawdziła czy wszystko jest, i wyszła z domu. Ponieważ miała około 20 minut zapasu, zwolniła tempo. Szła powoli pustym chodnikiem, podziwiając piękną, czerwcową pogodę. Przez drogę przebiegł jej czarny kot. Zatrzymała się zaskoczona i wybałuszyła oczy. Była bardzo przesadna i czuła, że stanie sie coś złego. Nie wiedziała jednak, że aż tak bardzo. Wzruszyła ramionami i poszła dalej. Po chwili otrzymała kolejnego SMSa, tym razem od Germana, jej najlepszego przyjaciela. Odpowiedziała na życzenia wchodząc do pokoju nauczycielskiego w prestiżowej szkole muzycznej "Studio OnBeat" i zasiadła w swoim fotelu. Nie był to jej konkretny zarezerwowany fotel, ale lubiła tu siedzieć i wygladać przez okno na szkolny dziedziniec, podczas gdy jej koledzy z pracy ględzili cośtam o interesach i takich innych. Czekając na resztę nauczycieli, otworzyła okno. To co zobaczyła na zewnątrz przekroczyło jej wszelkie oczekiwania, których to oczekiwań nie miała żadnych. Otóż uczniowie i reszta komitetu zebrała się pod oknem z którego wystawała głowa kobiety i zaśpiewali jej głośne "Sto lat". W jej oczach pojawiły się łzy. Pomyślała, że ten dzień zaczyna się całkiem przyzwoicie. Spojrzała jeszcze raz na grupkę jej kolegów. Pablo, Antonio, Beto... Gregorio. Oczywiście jego tam nie było. Jednak w tamtym momencie nie obchodziło jej to. Była zajęta powstrzymywaniem łez szczęścia. Uczniowie krzyknęli jeszcze coś niewyraźnie i zaczęli się rozchodzić. Nauczyciele również gdzieś zaginęli. Uslyszała pukanie w scianę, odwróciła więc głowę. Gdzy ujrzała Pablo, od razu rzuciła mu się na szyję. Wydukała coś przez strumień łez, na co mężczyzna zareagował pocałunkiem. Posadził ją na stole i odezwał się.
- Wszystkiego najlepszego słonko! Zaplanowałem już cały ten dzień. Lekcje kończymy dziś o 15, od 15:15 do 17:15 spedzasz czas z Germanem, potem od 17:30 do 19,30 z mamą, a wieczór mamy dla siebie. Wyjdziemy gdzieś, obejrzymy film... Co ty na to? - dziewczyna wyszczerzyła zęby, po czym przełknęła krople łez, które napłynęły jej do ust. Pokiwała głową. Do sali wszedł rozochocony Antonio i ogłosił obrady w sprawie podsumowania roku szkolnego, a ona pogrążyła się w przemyśleniach dotyczących reszty tego dnia. Nawet nie wiedziała kiedy zadzwonił dzwonek. Uczniowie znaleźli ją na wpół leżącą w swoim ukochanym fotelu.
- Angie! - Wydarła się Camila. Kobieta spojrzała na dziewczynę i gwałtownie odskoczyła.  - Od 15 minut mamy lekcję.  - Zrobiła minę mówiącą " Ruszysz w końcu te kościste dupsko?! "  Nauczycielka pokiwała głową już przywrócona do rzeczywistości. Zgarnęła szybkim ruchem swój notes i ruszyła do sali. Lekcja mijała jej niezwykle wolno. Każdy dźwięk wydawany przez nią i dzieciaki trwał w nieskończoność. Spojrzała na zegarek, który wyraźnie mówił, że już 10 minut temu powinien być dzwonek. Rzuciła okiem w. stronę uczniów, których nie było." Aha. Czyli dzwonek jednak był." pomyślała. Jej szczęście nie trwało jednak długo, gdyż rozległ się kolejny dzwięk dzwonka, a do sali wpłynęła kolejna fala uczniów. Schowała twarz w dłoniach i mruknęła coś, sama nie wiedziała nawet co. Lekcja jednak zleciała jej zadziwiająco szybko. Kiedy wszyscy opuścili salę, kobieta wrzuciła byle jak do torby wszystkie swoje rzeczy i z promiennym uśmiechem wyszła z sali. Nikt nic jej o tym nie mówił, ale wiedziała, że w Resto czekają już na nią znajomi i przyjęcie. Rozchyliła lekko płaty torebki i spojrzała na różową, cekinową sukienkę. " Pzezorny zawsze ubezpieczony" Pomyślała. Odblokowała telefon, by sprawdzić godzinę, po czym przyspieszyła kroku. Nie chciała spóźnić się na własne przyjęcie. Stanęła przed przejściem dla pieszych i spojrzała na ulice. Pusto. Miała przejść, gdy poczuła rękę na ramieniu.
- Mariah. - usmiechnęła się. - Co tu robisz?
- Przyszłam poinformować cię, że twoje przyjęcie jest w druga stronę. - Nauczycielka zmarszczyła brwi. Rozejrzała się, po drugiej stronie ulicy jak wół stał Resto Bar.
- Czyli? - spojrzała na siostrę pytająco.
- Remiza. - ta przewróciła oczami. Angie wyobraziła sobie urodziny w remizie. 200 osób, z czego 3/4 nie zna. Westchnęła, wymruczała niewyraźne "Dziękuję" i ruszyła w stronę przyjęcia. Nie przeszła nawet 10 metrów, gdy usłyszała pisk opon i stuknięcie. Odwróciła się przerażona i ujrzała najgorszy widok jaki tylko można było widzieć. Z samochodu jak oparzony wyskoczył German. Najpierw się zdziwiła, potem wściekła, a na koniec był już tylko wstręt i obrzydzenie. Mężczyzna spojrzał przerażony na zapewne już zwłoki, potem na przyjaciółkę. Ta druga rzuciła okiem na ofiarę i bez słowa odeszła. Poprzysięgła sobie, że mu tego nie odpuści. Nie było jej smutno ani przykro, była wściekła. Po skamieniałej twarzy spłynęła jej łza, potem druga, trzecia... Szła tak przed siebie, nie wiedziała nawet gdzie, z na wpół otwartymi, zapłakanymi oczami, kiedy grzmotnęło, potem błysnęło i zaczął padać deszcz. Nie obchodziło jej to w ogóle, w sumie to nic jej nie obchodziło. Kiedy zabrakło jej sił, rzuciła się pod pierwsze lepsze drzewo i wybuchła płaczem. Nic jej się nie chciało, nie chciało jej się leżeć, siedzieć, stać, chodzić, mówić, ryczeć, myśleć... Całe zajście przebiegło jej przed oczami. Wyjęła z torebki zdjęcie Mariah, ucałowała je i zakopała pod korzeniem. Przeżegnała się i z trudem wstała. Miała nadzieję, że po drodze trafi ją jakiś piorun, jednak do domu wróciła całą i zdrowa, choć przemoczona do suchej nitki. Wspięła się po schodach, po czym że spuszczoną głową opadła bez życia na łóżko. Obiecała sobie, że pomści siostrę. Nieważne jak kiedy i gdzie. I to właśnie teraz, po 20 latach, patrzyła ku nienawistnie w oczy i nie wiedziała co ma zrobić. Jeżeli coś mu zrobi, wsadzą ją do paki. Miała pieniądze, sławę, dom, rodzinę... Czegóż chcieć więcej? Nie chciała tego wszystkiego ot tak stracić. Ścisneła mocniej nóż, który chowała za plecami.
- Innym razem. - wyszeptała. Rzuciła nożem o zdarty beton i uciekła.

***
Buahahahhahahahahhaha
Jestem okropna.
Kopcie mi grób, bo Pangie xD
Sory. 
Jakoś tak wyszło.
Ale jestem za Germangie <3
I wkurza mnie jak ktoś pisze Gergie -,-
Albo Angerman -,-
Beznadzieeeejaaaaa
Dobraa.
Mój pierwszy One Shot.
Beznadzieja.
Jestem dziwna.
I brutalna.
Prawie zabiłam Germana
Jestem zuaaa
Wiem że to jest beznadziejne.
Nie dobijajcie mnie.
Ale jakaś taka wena.
I się samo napisało...
Bywa.
Życie...
Bye:* 
Pamiętajcie o 
M
O
J
E
J

K
O
C
H
A
N
E
J

5
!!!

Natt
Mechi tak sfetaśnie śpi <3

środa, 18 września 2013

Info

Hej. Jestem zła. Nie wiem po co ludzie mnie obserwują skoro nie wchodzą -,- Jest jedną dobra wiadomość i jedna zła. Zła jest taka, że za nic w świecie nie wstawię 6. Chyba że za 4 komy... Dobra taka, że w czwartek albo w piątek ukaże się mój pierwszy One Shot. Bo dostałam nagłej weny. Pa.
Natt

wtorek, 3 września 2013

Blog Weryy xD

OK, nie wiem po do ja to wgl pisze, skoro i tak nikt nie czyta. Co z tego że obserwuje i dostaje powiadomienia, skoro nie czyta. Ale może ktoś wejdzie i przeczyta. No więc, moja koleżanka Weronika założyła bloga. Piszę koleżanka, bo różnie to z nami bywa, no ale business is business...  OK, ten Blog to: violetta-my-life.blogspot.com czy jakoś tak. No i się powtarzam: nie jest to jakieś dzieło sztuki, ale źle też nie jest. Żeby jakoś tak w miare pisać, to trzeba wiedzieć jak. A żeby wiedzieć jak, trzeba czytać książki, gazety, inne blogi, po prostu czytać. Bo blogowanie jest dla tych, co umieją pisać i czytać. I nie chodzi mi tu wcale o podstawy. Tylko... Wiecie o co chodzi.
Żeby coś tworzyć, to trzeba mieć smykałkę, talent. A dziewczyny tego nie mają. Co nie znaczy że źle piszą, piszą dobrze, ale nie zachwycająco, prawda? Mówię tu o Oldze i Weronice. Jbc Olga zareklamowała się u mnie w zakładce... Tej takiej specjalnej no. Dobrze, nie oszukujmy się, ja też nie pisze jakoś wyjątkowo, ale wiedzcie że ja naprawdę baardzo się staram i robię to co kocham. Uwielbiam czytać, uwielbiam pisać i to jest moja pasja. Napisałam pasja bo to zdanie z hobby nie brzmi już tak samo xD To by było na tyle. Miałam dać link i krótki opis a tu takie coś mi wyszło O.o Bardzo was proszę, jeżeli ktoś to teraz czyta, niech zostawi komentarz. Bardzo mi zależy, bo chce po prostu wiedzieć co i jak. Czy ktoś tu wgl wchodzi :c Bo mam wrażenie że nikt.
Buziaaaaaaaaaaaa, Natt
PS Sorry za błędy ale dodaje z komórki.

niedziela, 1 września 2013

1000!!!

O Booooooożeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!! 1000 WYŚWIETLEŃ! Dziękuję wam za to, za 57 komentarzy, 7 obserwatorów, 56 głosów w ankietach, za miłe słowa, i za to, że ze mną jesteście ^ ^ Kocham was bardzo bardzo bardzo <3 Tylko nie wiem jeszcze co chcecie na 1000. Bo wcale nie komentujecie. Jest po 60-70 wejśc dziennie, przy czym moich jest pewnie z 10. Ale żadnych komentarzy. Jak tak tak dalej pójdzie, to rozdziały będę dodawała co miesiąc. Albo zamknę bloga.
Tyle.
Natt

sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 5 " Wesołe miasteczko i podwójny ślub" + nowy wygląd + wykreślanka + drugi blog

- Angie - 

Obudził mnie grzmot. Podeszłam do okna, i zapatrzyłam się w ciemność. Za oknem lało jak z cebra. Krople deszczu dudniły o szyby i dach. Uchyliłam okno, by wpuścić trochę powietrza do duszego pomieszczenia, narzuciłam szlafrok i zeszłam do kuchni. Chciałam zapalić światło, ale nie było prądu. W kuchni zastałam mojego szwagra.
- Pani też nie może spać? - zapytał
- Co? Ale jak to, będziemy teraz tak oficjalnie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- A nie było tak od zawsze? - mężczyzna zmarszczył brwi.
- Niby tak, ale po tym, co się wczoraj wydarzyło...
- A co mianowicie? - za oknem grzmotnęło, a mi zaszkliły się oczy. - Co jest, aż tak bardzo boi się pani burzy? - roześmiał się. Nie byłam w stanie odpowiedzieć. Nagle wszystko straciło sens. No tak, to za piekne, żeby było możliwe. Nie mogłam tam stać i na niego patrzeć, patrzeć jak wszystko co skserować ę wali. Pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Jak on może tak perfidnie udawać, że nic się nie stało. Że zupełnie nie wie o co chodzi. Rzuciłam się na łóżko, i wybuchłam placzem. Nie mogłam w to uwierzyć. Spojrzalam w okno, za którym płonął jakiś budynek. Pewnie piorun w niego uderzył. I nagle coś sobie uświadomiłam. To nie jego wina, tylko moja. Nic między nami nie zaszło, to było tylko takie wyobrażenie. Albo raczej sen... Te ostatnie trzy dni... W rzeczywistości nigdy ich nie było... To by wyjaśniało, dlaczego wszystko tak szybko mi się urwało. To nie był realny świat, tylko moja wyobraźnia! Ale to było takie realne... Jednego jednak wciąż nie rozumiałam. Dlaczego to ja mam zawsze w życiu największego pecha?!

                                       - Leon -


Była czwarta nad ranem. Leżałem w łóżku, i grałem w jakieś bezsensowne gry na telefonie. Za oknem szalał wiatr, co minutę się byskało. Mój pies stał przy drzwiach tarasowych, i szczekał na spadające liście. Kiedy na ekranie komórki pojawiła się informacja o niskim poziomie baterii, wyłączyłem aplikację i zastanawiałem się, co dalej ze sobą zrobić. Było już późńo, ale postanowiłem napisać SMSa do Violetty.

"Hej Violu, śpisz?"
Odpisała błyskawicznie.
" Nie śpię, nie mogę. U ciebie też jest taka burza?"
"Kotku, mieszkam dwie ulice dalej:/ Może jutro wyjdziemy gdzieś razem?"
"Pewnie ^ ^ Zadzwonię jutro, OK?"
"OK:) Dobranoc"
Miałem nadzieję, że pogadamy trochę dłużej, ale mojej dziewczynie najwyraźniej zachciało się spać. Po chwili poczułem wibracje. Spojrzałem na wyświetlacz komórki, na którym widniał napis " Do widzenia"
Pięknie. Teraz pozostało mi już tylko gapienie się w szybę, na uginające się pod wpływem wiatru drzewa. Albo granie w Forca Motorsport 4. Wybrałem to drugie.

                *Następnego dnia*

Kiedy wstałem, a było to koło 12, na zewnątrz świeciło śłońce, ludzie chodzili w lekkich ubraniach, a dzieci przemykały z cienia na cień. Wyszedłem na dwór, rozprostować kości po ciężkiej nocy. Z nieba dosłownie lał się żar, chociaż było jeszcze dosyć wcześnie. Żadnego wiatru, żadnej chmurki, tylko upał. Przypomniało mi się, że Viola miała do mnie zadzwonić. Pobiegłem do pokoju, sprawdzić telefon, ale był rozładowany. Podłączyłem go szybko, ale stwierdzilem, że zanim ten grat się włączy, minie dobre 10 minut. Do mojego pokoju zapukała mama.
- Hej, już wstałeś? - spytała. Przecież byłem już na dole, siedziałem na dworze ponad 20 minut... Ach, no tak, ona z Martinem fali tsunami by nie zauważyła. Martin to mój ojczym. W sumie to spoko gośc, ale tak, muszę to przyznac, uważam, że zabiera mi mamę. 
- Nie, lunatykuję. - odpowiedziałem zirytowany.
- To fajnie. Przyjdź zaraz na śniadanie.
Mruknąłem coś pod nosem i spojrzałem na telefon. Żadnego powiadomienia."No trudno, pewnie zadzwoni później" pomyślałem. Po kilku sekundach poczułem wibracje w dłoni. SMS od taty."Przyjdź do parku, mam dla ciebie niespodziankę" Hmmm... Dziwne... Tata umie pisać SMS-y! Nieważne. Ubrałem się i wyszedłem. Po drodze co pięć sekund patrzyłem na komórkę, czy nie mam wiadomości od Violetty. Niestety ciagle nic. Za to parę razy wpadłem na jakichś przechodniów. Zastanawiałem się też, co to za niespodzianka. Nie miałem żadnego pomysłu, ale na wszelki wypadek staranniej niż zwykle ułożyłem włosy. Silny wiatr jednak ciągle mi je rozwiewał. Kiedy wreszcie dotarłem do umówionego miejsca, nie wierzyłem własnym oczom. Przede mną stała Kassandra. Ta sama Kassandra, z którą 10 lat temu ganiałem się po polu. Ta sama, która zawsze jak mnie widziała, na dzień dobry wylewała mi wiadro wody na głowę.. I ta sama, ktorej nie widziałem od siedmiu lat. 
- Sanny! - wydarłem się, a ona rzuciła mi się w ramiona. - Z kąd ty się tu wzięłaś? 
- To ja... Zostawię was samych. - powiedział z uśmiechem ojciec i odszedł. 
- Leon, przyjechałam z LA na wakacje. I... Zamieszkam u was! Cieszysz się? - ponownie uwiesila się na mnie. 
- Leon! - usłyszałem za sobą znajomy głos. - Dziś miała być nasza wymarzona randka, wydzwaniam do ciebie od piętnastu minut, a ty obściskujesz się w parku z jakąś wywłoką?! 
 - Nie, VIoletto, to nie tak jak myślisz... - roześmiałem się. 
- Jeszcze się cieszysz jak głupi? Nic już nie mów, nie masz się co tłumaczyć. To koniec. 
- Co to było? - spytałem sam siebie. Kiedy odwróciłem się do Sanny, ta stała z otwartą buzią. - Hej! - potrząsnąłem nią. 
- Czy to... Była twoja dziewczyna? - spytała z niedowierzaniem. 
 - Właśnie, była. 
 - Mam z nią pogadać? Mogę jej wszystko wyjaśnić. Nie chce zebyś miał z mojego powodu kłopoty. Leon, słuchasz mnie? 
 - Tak. Znaczy nie. Potem to odkręcę, a teraz chodź, oprowadzę cię bo mieście. - zaproponowałem. Szliśmy w milczeniu, aż doszliśmy do wesołego miasteczka na głównym placu. - I co? Co wybierasz? - dziewczyna stała w miejscu i kręciła się w kółko jak w filmach. Oczywiście z rozdziawionymi ustami. - Nie no, co ty masz z tą gębą? Trzeba ci ją zszyć czy co? 
- Przepraszam, ale tu jest tak pięknie... - w sumie miała rację. Trudno było nie zapatrzeć się w turkusowe niebo, bez żadnej chmurki, w ogromne drzewa powiewające na wietrze, w różnokolorowe drzewa i krzewy, zasadzone w alejkach... Na pewno było ciężko. - Chodź na diabelski młyn! - pociągnęła mnie za rękę. Wpakowała się do gondoli bez biletu, i patrzyła się jak idiotka na maszynistę, który wrzeszczał do niej po hiszpańsku, ciągle gestykulując. Po dłuższej chwili monologu, mężczyzna zrezygnował z dalszych prób wypędzenia dziewczyny i włączył mechanizm. Młyn powoli ruszył. 
- To co cię tu sprowadza? - spytałem 
- Głównie to przyszłość. Chcę znaleźć sobie tutaj szkołę. 
- Przecież nie znasz języka. - przerwałem jej. 
- Jak nie znam? - spytała po hiszpańsku. Zaczęliśmy się śmiać, jednak coś zarzuciło nami do przodu, a koło stanęło. - Co jest? - dziewczyna była na prawdę wystraszona. 
- Nic, nic się nie dzieje, spokojnie. To pewnie tak specjalnie. - spróbowałem jakoś ją pocieszyć, chociaż sam byłem nieźle przerażony. Uśmiechnęła się lekko i wyjęła komórkę. Jednak minęło 10 minut, 15, 20... A my ciągle wisieliśmy 20 metrów nad ziemią. Wtedy stało się chyba najgorsze co mogło się stać. Zaczęło padać. Padać to mało powiedziane, strugi deszczu lały się z nieba strumieniami, a my w kilka sekund byliśmy przemoczeni do suchej nitki. 
- Leon? - spytała Kassandra. Zorientowałem się wtedy, że płacze, więc mocno ją przytuliłem.
- Nie martw się, będzie dobrze.
- Nie, nie o to mi chodzi. - mówiła, a po jej twarzy spływały miliony kropel. Niektórymi z nich mogły być łzy.- Muszę ci coś powiedzieć...  - zawiesiła głos.
- Mów, mów, nie mamy tu nic innego do roboty. - uśmiechnąłem się, wypluwając przy okazji wodę z ust.
- Taaaak, no więc... Pamiętasz, jak na wielkanoc 12 lat temu powiedziałam ci że cię kocham? - pokiwałem glową. - Teraz czuję to samo. Tylko że na serio! - tym razem to ona się uśmiechnęła. - Za dużo czasu przebywasz ze mną. - powiedziała z podejrzliwą miną. Teraz zorientowałem się, że opadła mi szczęka, a ja gapiłem się na nią jak na kosmitę. - No... A ty? 
- Sanny, ja...


                                                     - Angie - 

Dostałam SMS-a od Pablo. "Przyjdź szybko do Resto. To pilne!!!" Zgarnęłam więc szybko torebkę z łóżka i wzięłam pierwszą lepszą taksówkę. Kiedy ją zatrzymywałam, lekko już kropiło, a niebo zachmurzało się coraz bardziej. Zanim dojechaliśmy na miejsce, zdążyło się już nieźle rozpadac. Zapłaciłam kierowcy i wbiegłam do baru. Było tu jakoś inaczej niż zwykle. Wszystkie okna były zasłonione czarnymi roletami, stoliki rozsunięte pod ściany, pomieszczenie ogarniał prawie całkowity mrok, trochę światła wpadło jedynie kiedy otworzyłam drzwi, ae gdy je zamknęłam, znowu nastała ciemnośc. Po omacku szłam przed siebie i w momencie kiedy potknęłam się o nogę krzesła, na scenie zapaliły się dwa reflektory, zielony i niebieski. W ich świetle stał mój chłopak. 
- Angie Saramego, wyjdziesz za mnie? - mówiąc to uklęknął na jedno kolano.
- Że co?! - wrzasnęłam nadal leżąc na podłodze. Mężczyzna spojrzał na mnie zażenowany.  - Nie, serio, co mówileś, bo nie słyszałam. Wywrócił oczami.
- Pytałem, czy...
- Angie! Angie, szukalem cię po całym mieście. Jest z tobą Violetta? - do sali wpadł German.
- Nie, nie ma jej ze mną. Potrzebujesz czegoś ode mnie? - spytałam lekko zirytowana. - Pablo chyba chcial mi powiedziec coś ważnego. Albo nie. 
- Tak, chciałem, żebyś pomogła Violetcie przygotowac się na ślub.
- Ślub? Jaki ślub? I czemu to jest aż tak ważne żeby mnie szukac?
- Mój ślub. Znaczy mój i Jade. - zamurowało mnie. Nie, nie, nie, to musi byc jakiś zły sen. Zaraz się obudzę, zejdę do kuchni, a on ucałuje mnie na dzień dobry, a potem... - Angie! - facet machał mi ręką przed oczami. Z trudem powstrzymałam łzy.
- Ślub? Gdybym miał 6 lat i byłbym dziewczynką, powiedziałbym że możemy zrobic podwójny ślub, wesele, zamieszkac w bliźniakach, kupic Golden Retrievery... - Odezwał się Pablo. Moment moment moment moment moment. Jaki podwójny ślub? Czy on mi się właśnie przed chwilą...
- Ej, ej, chłopie, wyhamuj. Jakie Retrievery? - jak ten facet lubi przerywac innym!
- No, takie psy... Wiesz... - German wywrócił oczami.
- Ale w sumie ten pomysł z weselem nie jest taki zły. - gapiłam się na nich osłupiała. Podwójny ślub?! Serio? Ja nie jestem chętna nawet na jeden! Jak ja mam odmówic mojemu facetowi, no? Nie potrafię... A co do ślubu szwagra to... Sama nie wiem co mam o ty myślec...


***
Tadaaaaaaaaaaa!!!
Niespodzianka!
Jest już dzisiaj ^ ^
Jak się podobało? 
Może trochę krótki, ale nie chciałam od razu wszystkiego rozwijac w jednym.
Przepraszam was, ale na tym starym gracie nie działa mi "ci"!
Znaczy, takie z kreską.
Jak tylko będę na drugim laptopie to to poprawię, obiecuję <3

*** 
Jak już pewnie zauważyliście, zmieniłam wygląd. 
Nie wiem czy się wam podoba, dla mnie jest OK.
Jeżeli tamten wam bardziej pasował, piszcie, to zmienię C:

***

Wykreślanka.
Wg moich jakże dokładnych i dogłębnych wyliczeń wynika, że w wykreślance odpada numer 2 xD
Która Tini następna?

Bożeee jak ten laptop przymulaaa -.-
Jak tak dalej pójdzie wyrzucam go przez okno xD
Wg mnie odpada 4.
Aha, i challenge 5 komentarzy.
Nie ddotyczących wykreslanki. No chyba że będzie zawierał i o wykreslance i o rozdziale.
Podnoszę stawkę, chociaż wiem, że to wam trochę zajmie. Obserwujcie noo.
A, i wycisnęłam z siebie drugiego bloga.
Prowadzę go razem z koleżanką.
Tylko proooszę, jak już przeczytacie nazwę, to nie tarzajcie się po podlodze oki?
Na razie tam nic nie ma ale okejjj.
Jutro wieczorem będzie.
I nie będzie problemu, bo nie potrzebna będzie wena i pomysły ^ ^
Ojoj, rozpisałam się trochę :>
Kończę, a wy komentujcie tak?
Buziaaaaaaaaaaaaaki, Natt
PS. Violettowych <3
PS. 2. Rozdział powstał dzięki Margaret i Tell Me How Are Ya ( czyt. moje zioło xD)
PS. 3. Jak ja mogłam zapomniec!!! Dziś był ( znaczy wczooraj O.o ) ostatni odcinek Violetty, a drugi sezon dopiero 21 października!!!
Czyli za prawie dwa mięsiące:c 
Przez ten czas zbieramy się i czytamy wszystkie blogi WERU <3
Czekajcie, ile ona ich ma?
8, 9?
Sama nie wiem...
O jeeeesuuuusieeee ale tego napisałam xD
Takk ja bardzo krejzi.
Sorka, ale już o tej godzinie mi odwala... 
Papapapapapapappapapapap
PS 4. Zapomnialam...:c
PS 5. Boże już pierwsza xD
PS 6. Kurde dużo tych PSów
OKiej papatki, jak sb przypomne co miało byc pod PS 4 to wam napiszę.
Besos, Natt :>
Ojeju, jeszcze zdjęcie! 
Hmmmm... 
Albo nie!
Macie Margaret, może doda wam weny xD
KOCHAM:*
Piosenkę i was xD
BrAnOc 8)
PS. O Jesuuuu jaka ja jestem głodna:c

piątek, 30 sierpnia 2013

Ojeju *.*

Boże, kochani, dziękuję wam! Za 911 wyświetleń, za 54 komentarze, 6 obserwatorów, a to wszystko w zaledwie 2 tygodnie! Kocham was całym sercem, i dziękuję wam :> Przepraszam, że nie ma jeszcze 5, ale nie mam za bardzo czasu, w poniedziałek będzie na 100%, może jeszcze się zbiorę i skończę go w niedzielę, ale nie obiecuję. Za to mała podpowiedź, czego możecie się spodziewac w nexcie:
Czy Germangie przetrwa ciężką chwilę? Czy Angie poradzi sobie z ogromnymi ciosami, jakie zadał jej los? Czy Leon porzuci Violettę dla koleżanki z dzieciństwa? Tego i innych rzeczy dowiecie się w 5 rozdziale od cudownej, pięknej i utalentowanej Natalii .M.
...
OMG, jaka ja krejzi xD
Bez jaaaj jakieś to takie nie tego nie?
No niic buźka i Violettowych, a ja lecę pisac 5 xD
Natt ^  ^
Aaaaaaaaa no tak, jeszcze jedna sprawa: Co chcecie z okazji 1000 odwiedzin? Piszcie w komach. Bye:*

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 4 " Złamane serca i wypadek "

 -Ludmiła-

O jejku, jaka ta Natalia słodka i bezbronna! Przed chwilą widziałam jak obściskiwała się z tym całym Maxim! Ha! Prawdziwa kobieta przyjęłaby to na klatę, a nie obarczała swoimi problemami innych. No, ale problemy problemami, a ja potrzebuję wody! Już miałam iść szukać Naty, kiedy stanął przede mną Tomas.
- Ludmiła! Co robisz, czemu tu tak stoisz? - zapytał
- Oj Tommy, ta niedobra dziewucha mnie wystawiła! - Musiałam wziąć go na litość, bo... Z kąd ja mam wziąć tą wodę?! - Umówiłyśmy się, że przyjdziemy razem na tą imprezę, a ona tak po prostu sobie poszła! Zaschło mi w gardle, może pójdziemy się czegoś napić? - Wody!
- Nie, poczekaj, zaraz przyniosę ci poncz. - Powiedział, i ucałował mnie w policzek. Kiedy mnie dotykał, czułam jakbym miała gęsią skórkę. Dziwne, może ja jednak mam uczucia? Na początku podrywałam Tomasa tylko po to, żeby Viola była zazdrosna, ale z czasem zaczęłam coś do niego czuć... Ale ja i miłość?! Miłość jest przecież dobra, a ja nie pasuję do dobrych rzeczy. Ja i dobro. Pfff, co za okropna myśl! Ale coś jednak było w tym chłopaku, musiałam to przemyśleć na spokojnie. Po chwili wrócił z moim ponczem. Przez cały czas, kiedy piłam, on nie odrywał ode mnie wzroku. Może to miłość z wzajemnością? Och, Ludmi, jaka miłość! Supergwiazdy nie mają czasu na miłość! Ale nie dziwię się mu, że nie może się na mnie napatrzeć! W końcu jestem tak nieziemsko piękna!
- Ludmiła, zatańczysz ze mną? - spytał chłopak, gdy puścili wolny kawałek. Myślałam że padnę! Ale czemu? Przecież ja go nie kocham!
- Oczywiście!!!! - pisnęłam na całą salę. Wszyscy się na mnie spojrzeli. - Czego się gapicie?! Wracajcie do swoich... - zanim zdążyłam skończyć, wszyscy odwrócili już spojrzenia. Podałam jedną rękę Tomasowi, a drugą położyłam mu na ramieniu. Patrzyliśmy sobie w oczy, przysunęłam się do niego, i teraz już tańczyliśmy przytulanego. Kiedy piosenka się skończyła, podniosłam głowę, a Tomas delikatnie mnie pocałował. Poczułam się jak na chmurce.
- Kocham cię. - szepnął mi do ucha, ale mimo dudniącej muzyki, i tak to usłyszałam. Ale... Dlaczego on mnie kocha? Co mu się we mnie podoba? Nieważne, miałam ochotę skakać i piszczeć z radości. Spojrzałam na niego ze łzami szczęścia w oczach, i przyssałam się do niego. Dosłownie!
No dobra, zakochałam się!
                         
 - Angie -

I... Odskoczyłam od niego gwałtownie.
- Jak mogłeś?! - spytałam przez łzy. - Jak mogłeś?!
Pobiegłam na górę, wrzuciłam byle jak wszystkie potrzebniejsze rzeczy do walizki, i zapłakana wybiegłam na zewnątrz. Nie mogłam tu dłużej zostać. Jak on mógł mi to zrobić?! Wiedział przecież, jak mnie tym zrani... Myliłam się co do niego, i to bardzo! Myślałam że mnie kocha, ale on w ogóle nie zwraca uwagi na moje uczucia... Nie wiem nawet jak i kiedy wylądowałam na cmentarzu, przy grobie Mariah. Siedziałam z głową schowaną w dłoniach i ryczałam jak głupia. Poczułam rękę na ramieniu, więc podniosłam głowę. Obok mnie siedziała moja mama. Nie mogłam wytrzymać, musiałam ją przytulić, inaczej przytuliłabym chyba nawet walizkę! Nie mogłam w ogóle myśleć o tym co przed chwilą zaszło, musiałam wyrzucić to z głowy.
- Skąd wiedziałaś że tu jestem? - spytałam zapłakana.
- Poczułam, że moja córeczka jest smutna, a kiedy jesteś smutna, przychodzisz tutaj. - odpowiedziała z troską w głosie. - Więc mów co się stało!
Ale ja nie mogłam z siebie wydusić ani słowa. Próbowałam, ale nie mogłam. Odwróciłam się od niej i schowałam twarz w kolanach. To było dla mnie zbyt trudne!
- Dobra, skoro nie chcesz mówić to ja... Chwila moment! Wyniosłaś się z domu! Ahaaa czyli chodzi o Germana. No, już gadaj. - Mama TERAZ zauważyła chyba walizkę. Spostrzegawcza jest!
- OK. Odkryłaś że coś do niego czujesz tak? - pokiwałam głową, ciągle płacząc. - Ale nie możesz z nim być, bo jesteście rodziną? - zastanawiałam się, co mam na to odpowiedzieć aż w końcu pękłam.
- German chciał zrobić rodzinny wieczór filmowy, ale Viola poszła na jakąś imprezę, Olga i Ramallo poszli na randkę, i zostaliśmy sami. - mówiłam w rekordowym tempie. - I oglądaliśmy, ja się do niego przytuliłam, on mnie pocałował, a ja wcale nie chciałam żeby przestawał... Ale potem... Potem... Znowu wybuchłam płaczem.
- Uświadomiłaś sobie, że źle postąpiłaś? - dopytywała. Jak to możliwe, że ta kobieta tak dobrze mnie zna?! No tak, to moja matka. - W takim razie żle myślisz. Ja uważam, że nie powinnaś być z Germanem tylko dlatego, że to nieodpowiedni mężczyzna, nie dlatego że był twoim szwagrem.
- Jest...
- Nie kochanie, nie jest - przerwała mi. - Mariah nie żyje, i musisz się z tym pogodzić... Tak jak my wszyscy. Nam również trudno było przyjąć do wiadomości fakt, że już nigdy jej nie zobaczymy. Ale po 13 latach...
- Widzisz mamo?! Ta 13 serio jest pechowa! A teraz proszę cię zostaw mnie w spokoju! - Wydarłam się.
- Dobrze, ale lepiej znajdź sobie jakiś nocleg, bo jest już strasznie późno. - Ucałowała mnie w czoło i odeszła. Wzięłam walizkę, i postanowiłam że przenocuję w Studio. Albo w ogóle tam zamieszkam. Ale wciąż powracała niemiła myśl o dzisiejszym wieczorze. Usiadłam na najbliższej ławce, chociaż widziałam że ktoś już na niej siedzi. Schowałam twarz w dłoniach i rozpłakałam się po raz kolejny.
- Przepraszam... - dobiegło z mroku. Podniosłam głowę. - Nie chciałem cię zranić... - Głos dobiegał z... Drugiego końca ławki!
Zostaw mnie w spokoju! - krzyknęłam i poderwałam się natychmiastowo z miejsca, ponieważ dotarło do mnie że siedzi tam German. - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! - chciałam odbiec, ale złapał mnie za rękę i z powrotem posadził na ławce.
- Dlaczego w ogle jesteś na mnie taka zła?! Że cię kocham?!
- Bo wcale nie obchodzą cię uczucia innych, a już napewno nie moje! Jesteś egoistą! - złapałam bagaże i biegłam przed siebie, byle gdzie, jak najdalej od niego. On jednak biegł za mną. Dlaczego ten człowiek nie mógł dać mi spokoju?! Wreszcie dogonił mnie, gdyż byłam dodatkowo obciążona walizką.
- Chociaż mnie wysłuchaj! - poprosił
- Ale tu nie ma czego słuchać! Po prostu masz w głębokim poważaniu to co ja czuję, i wykorzystałeś mnie dla własnej przyjemności!
- Na prawdę przepraszam, że jesteś miłością mojego życia, a ja twoją, ale nie możesz zapomnieć o zmarłej 15 lat temu siostrze! - wydarł się. -  Tak, to wszystko moja wina! Ale przecież nie wybieram w kim się zakochuję! Myślałem, że ty też coś do mnie czujesz... - dodał spokojniej.
- Świetnie, więc dam ci genialną radę: NIE MYŚL! - odkrzyknęłam mu tylko i pobiegłam w stronę Studio.
- Próbuję, ale przykro mi, że muszę myśleć o tobie! - zawołał za mną. To było słoodkie... Ale on już nie!
W końcu dotarłam do szkoły. Jak na złość nikogo już tam nie było. Wszyscy się zwinęli, nie dziwię się, była już prawie 4. Czemu to ja mam w życiu zawsze takiego pecha?! No trudno, musiałam się przespać na ławce.

                                                                             - Violetta -

Leon odwiózł mnie do domu. W samochodzie rozmyślałam o tym co się działo na imprezie. Naty i Maxi cały czas chodzili za rączkę, podobnie jak Tomas i Ludmiła. Aha, czyli Ludmiła ma jednak serce... Nieee, niemożliwe, pewnie chce go wciągnąć w "asystowanie" czyli latanie po wodę na każde pstryknięcie. Tak, to bardziej realne.


                                                              *Następny dzień*

                                                                   - Angie -

Obudziłam się pod kołdrą, z głową na miękkiej poduszce. Jednak ciągle leżałam na zimnej ławce. Usiadłam i przeciągnęłam się. Na ziemi pod moimi nogami, siedział mój szwagier i szukał czegoś na tablecie.
- Czego tu chcesz? - spytałam oschle. - Chyba mówiłam ci, żebyś zostawił mnie w spokoju. I jak mnie w ogóle znalazłeś?
- Przeszukałem pół miasta, ale w końcu mi się udało! - odpowiedział zadowolony.
- Niepotrzebnie się wysilasz. - powiedziałam z ironicznym uśmieszkiem.
- Chociaż byś podziękowała! Gdyby nie ja, pewnie byś już zamarzła.
- Dziękuję. A teraz do widzenia! - z powrotem położyłam głowę na poduszce, i odwróciłam się plecami do Germana.
- Ja się nigdzie nie wybieram!
- Yhyy. - mruknełam. Facet zaczął coś sobie nucić. Nucił coraz głośniej i głośniej, aż w końcu zaczął śpiewać na cały głos... Piosenkę Smurfów.
- Nana nananana nananananaaaa! Nana nananana nananananaaaa!
- Zamknij się! - wrzasnęłam. I tak byłam na niego wściekła, a on jeszcze dolewał oliwy do ognia, czy jak to tam... - Czego ty właściwie chcesz?
- Dowiedzieć się czemu się wśkiekasz.
- Już mówiłam. - powiedziałam głosem naburmuszonego bachora.
- Nie zachowuj się jak dziecko!
- Nie zachowuj się jak mój ojciec! - wybuchłam. - Ciągle tylko mówisz mi co mam robić, i jak mam to robić! Co mam mówić, jak i do kogo! Mam własne życie i pozwól mi nim żyć! Jeśli tak traktujesz Violettę, to gdybym była z opieki społecznej już dawno bym ci ją zabrała! Mam prawo nienawidzić kogo chcę, obrażać się na kogo chcę, i kochać kogo chcę!
- Przepraszam... Ja tylko chciałem cię chronić... Chciałem dobrze...
- Zamykając mnie pod kloszem?!
- Już nie przesadzaj! Nie jesteś jakimś moim więźniem, żeby zamykać cię pod kluczem!
- Ale właśnie tak się czuję! Kiedy tylko zrobię coś źle, będę miała zły humor czy coś, zaraz mówisz że daję zły przykład twojej córce! Nie jestem robotem, jestem człowiekiem! A ona nie ma już pięciu lat i nie powtarza po wszystkich jak dyktafon!
- Wiem... Przepraszam... Jestem trochę nad opiekuńczy...
- Nieeeeeeeeee! No co ty? - spytałam ironicznie.
- Jeszcze cię nie zwolniłem wiesz? W każdej chwili mogę to zrobić.
- Proszę cię! - uśmiechnęłam się i walnęłam go poduszką. - Już wczoraj odeszłam! - On również się do mnie uśmiechnął.
- Czyli... Już OK? - wyszczerzył się, ale w jego oczach widziałam niepewność.
- Posłuchaj... Przepraszam cię... Może trochę przesadziłam...
- Trochę?! - przerwał mi szwagier.
- Cicho! Po prostu ja... Mariah nigdy mnie nie zostawiła, nigdy mnie nie zdradziła, ani nie zraniła. I nie mogłabym znieść jej widoku, cierpiącej, i to z mojego powodu! Byłam zła sama na siebie, a kiedy jestem zła na siebie, to jestem też zła na wszystkich innych. Ale zrozum, ona była dla mnie kimś więcej niż siostrą. Była wzorem do naśladowania, takim przewodnikiem po życiu. Była dla mnie ważniejsza nawet od własnej matki! Jedyna w swoim rodzaju, cierpliwa, miła, tolerancyjna, a do tego piękna! Potrafiła chyba wszystko. A do tego była najlepszą siostrą na świecie, a to jest dla mnie najważniejsze. Ty nie wiesz, nie możesz wiedzieć, jaka jest magiczna więź między siostrami... A szczególnie między nami... Ciężko jest mi się pogodzić z tym, co się wydarzyło. Nawet jeśli to było prawie 15 lat temu.Wszystko mi ją przypomina. I jest taka jedna piosenka... Kiedy jej słucham to od razu się rozklejam, bo kojarzę sobie sobie to z Mariah... Ale nie mogę o niej zapomnieć, nie da się tak! Teraz chyba też się rozkleję. - ostatnie sześć zdań mówiłam ze łzami w oczach.
- No, już dobrze. -  przytulił mnie. - Ja też nie pomyślałem, jak bardzo to co robię może cię            zranić... To co, zgoda?
W odpowiedzi wpiłam się w jego usta. Zrobiłam to tak szybko, że nawet nie zdążył się zorientować co ja w ogóle robię.
- Przyjmę to jako "tak"- roześmiał się, kiedy się od niego odsunęłam.
Wpakowaliśmy pościel do walizki, i przytuleni ruszyliśmy do domu.


                                                    - Maxi -

Było już koło 22, siedziałem w swoim pokoju, i ćwiczyłem choreografię dla Gregorio. Ktoś zadzwonił do drzwi.
- Syyyyyyyyyneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeek ooooooooootwóóóóóóóóóóóóóóóórz! - wydarła się mama. Zastanowiłem się chwilę czy mama nie ma jakiegoś innego syna ( przynajmniej w tym domu ), po stwierdzeniu że niestety nie, z ociąganiem powlokłem się do przedpokoju. Nie zdążyłem nawet dobrze otworzyć,  kiedy ktoś rzucił mi się na szyję. Po burzy czarnych loków w moim nosie i ustach, wywnioskowałem że to Naty. Cała zapłakana Naty.
- Co się stało? - powiedziałem, wypluwając przy okazji włosy z ust. Po kilku minutach bezustannego łkania powiedziałem - Aha. Fajnie. Pójdziemy do mnie, i wszystko mi opowiesz, OK? -  Włosy kiwnęły się do tyłu i do przodu. To chyba było "tak".
Zaprowadziłem dziewczynę do pokoju, i poszedłem zrobić jej herbatę. Myślałem że pójdzie gładko, jednak w kuchni przy zlewie stała mama i myła naczynia.
- Kto to? - zapytała, nawet nie racząc spojrzeć. Zupełnie nie wiedziałem co powiedzieć.
- Yyy, koleżanka.
- Aha, a co tu robi o tej porze? - Oj mamuśku, ty to zadajesz dobre pytania.
- Ona... Chciała tylko notatki... - Notatki, niezłe!
- Dobra, idź.
Wziąłem herbatę i wróciłem do Natalii.
- Uspokoiłaś się już trochę? - spytałem powietrze. Powietrze, bo mojej ukochanej nigdzie nie było. - Naty?
- Tu jestem. - dobiegło spod kołdry. Stamtąd też po chwili wyłoniła się cała mokra i czerwona twarz.
- Jejciu, kochanie! Co ci jest? - wskoczyłem na łózko i przytuliłem ją najmocniej jak umiałem. - Opowiedz mi wszystko!
- No więc - zaczęła drżącym głosem - szłam sobie do sklepu. Wiesz, tego za rogiem, ...
- Przecież twój dom jest półtora kilometra od tego sklepu! - przerwałem jej.
- Ale pomyślałam sobie, że może gdzieś po drodze cię spotkam... I mój ojciec akurat jechał, pomachał mi i w ogóle... - kontynuowała - I patrzyłam za nim, jak odjeżdża. Ale jak wjeżdżał na skrzyżowanie... Wtedy... Wjechała w niego jakaś ciężarówka. - pociągnęła nosem. - Nie wiem czy przeżył, ale słyszałam karetkę. Tylko słyszałam, bo od razu jak to zobaczyłam, pobiegłam do ciebie.
- O jejku, misiu... To straszne... Ale nie martw się, na pewno nic mu nie będzie. - próbowałem ją pocieszyć. - Nie ma co się martwić na zapas, mówię ci.
- A co jeśli nie? Co jeśli nie żyje? Ja nie dam rady tak bez niego! - wybuchła płaczem
- Wtedy jakoś sobie z tym poradzimy. Ja ci pomogę. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Wiem. Dlatego właśnie tak bardzo cię kocham. - Ucałowałem ją w czółko. Siedzieliśmy tak, ja głaskałem ją po głowie, ona lekko popłakiwała. Po jakimś czasie drzwi otworzyły się, i stanęła w nich mama. Nie, spoko, niech sobie wchodzi tak bez pukania, mi to nie przeszkadza!
- Proszę! - powiedziałem z ironicznym uśmieszkiem. Mama spojrzała na mnie groźnie, a jak mama patrzy groźnie, to lepiej się już nie odzywać. - Mamo, to jest moja dziewczyna Naty.
- Dzień dobry. - wydukała dziewczyna
- Ojejku, kochanie, co ci się stało? - spytała mama. Oczywiście było to skierowane do Natalii. Ja też cię kocham mamo!
- Mamo, proszę cię...
- Ale może mogę pomóc?
- Nie sądzę. - byłem już lekko zirytowany
- Ale to coś poważnego? - dopytywała kobieta
- Tak, i to bardzo. Papa.
- Nie powiesz mi o co chodzi? - teraz byłem już wściekły.
- Jej ojciec brał udział w  wypadku, i to na jej oczach. Do tego jej mamy i siostry nie ma w kraju. Szczęśliwa?
- Oooo... OK, już idę.
- Cześć. Przepraszam cię za nią. - powiedziałem gdy mama wyszła. - Naty? - cisza. Spojrzałem na nią. No taak, usnęła. Na pewno była zmęczona po tym ciężkim dla niej dniu. Położyłem ją jakoś w miarę normalnie, i poszedłem się wykąpać. Potem ułożyłem się obok niej, przytuliłem ją i zasnąłem. Śnił mi się nasz ślub, wszystko było pięknie, super, extra, ale przyleciało jakieś takie wielkie coś z twarzą Ludmiły i wszystkich zeżarło. Fajnie, nie?
Obudziło mnie ciche łkanie. To była oczywiście moja ukochana, pewnie się przebudziła.
- Natuś? - cisza. Aha, czyli jej się śni. Przytuliłem ją jeszcze mocniej, ale nie dałem rady zasnąć, bo Naty co jakiś czas zaczynała płakać. Musiałem pilnować żeby się nie obudziła. Kiedy wstała, było po 11.
- Cześć kochanie. - powiedziała, przeciągając się. - Dawno wstałeś?
- Nie spałem.
- Ale jak to? - zdziwiła się.
- Normalnie. Chyba coś ci się śniło, bo cały czas popłakiwałaś.
- Tak, śnił mi się pogrzeb taty. Przepraszam cię. - powiedziała i delikatnie mnie pocałowała.
- Nie ma za co. Dla ciebie wszystko. - odpowiedziałem i pogłębiłem pocałunek.

---------------------------------------------------------------------------
No i jest xD
Miał być krótszy od 3, a jest 2 razy taki nie?
Miśki, strasznie was przepraszam że nie było nic o Leonetcie, chociaż chcieliście, ale chcieliście też Tomiłę, to macie *.*
A na Leonettę jakoś w ogóle nie miałam weny :c
Ale na pocieszenie macie to:
Jak słoooodkooo:*
OK, obiecuję, że następny rozdział cały o Leonetcie Oki?
Ale za to challenge : 4 komcie, bo za szybko wam to komentowanie idzie xD
Buziaki no i wiecie...
.
.
.
.
.
.
.
.
No i zrobiłam jeszcze dwie nowe zakładki: Dedyki, i Zapytaj Postać. Zobaczcie sobie :*

piątek, 23 sierpnia 2013

Wykreślanka

Hejka:*
Chcieliście zabawę, a ja pomyślałam, że może na dobry początek jakaś wykreślanka?
Boję się tylko, żeby przez to mój blog nie stał się tandetny... A wy, jak myślicie?
Tu macie tą wykreślankę:

Które odpada?
Wg mnie 2. xD
Papatki ^ ^
Aha, no i żebym zaczęła liczyć, musi być 5 głosów.
Ja wiem, że na razie mało osób czyta bloga, a ci co czytają nie komentują :c
Ale jakoś to musi być, damy radę :*
Smutna Natt :(