Hejciaa ;D WOW, już 2.200 *o* Jesteście kochani! Zdecydowałam że wracam do was i że będę pisała nawet jeśli nikt nie będzie tego czytał, bo jakoś w końcu tego bloga rozkręcę, obiecuję <3 Rozdział 6. Już w drodze xd Tzn. Napisałam trochę... I możecie się spodziewać niezłej akcji z Leonettą ;o Więcej na razie nie zdradzaam ;* Ołemdżi, od poniedziałku już leci Violetta 2 *.* Jeju xd I mam fazę na Naxi <3 I na Diego <3 A, i dostałam obsesji na Fedemiłę <3 Sram *.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*
czwartek, 24 października 2013
Jejuuuu *.*
Hejciaa ;D WOW, już 2.200 *o* Jesteście kochani! Zdecydowałam że wracam do was i że będę pisała nawet jeśli nikt nie będzie tego czytał, bo jakoś w końcu tego bloga rozkręcę, obiecuję <3 Rozdział 6. Już w drodze xd Tzn. Napisałam trochę... I możecie się spodziewać niezłej akcji z Leonettą ;o Więcej na razie nie zdradzaam ;* Ołemdżi, od poniedziałku już leci Violetta 2 *.* Jeju xd I mam fazę na Naxi <3 I na Diego <3 A, i dostałam obsesji na Fedemiłę <3 Sram *.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*
czwartek, 3 października 2013
Przepraszam.
Cześć. Sory, ale zawieszam bloga. Na czas nieokreslony. Jeju, nie mogę już. Przecież ja robię co tylko mogę, a już się nie dzieje. Dlaczego nic mi się nigdy nie udaje ;c Zareklamowałam re moje wypociny chyba na wszystkich blogach świata, ale najwyraźniej już nikt nie chce dać mi szansy. Trudno. Będę czekać tyle ile będzie trzeba. Ale... Jeżeli ktoś to w ogóle czyta, to proszę, niech zostawi komentarz... Na razie będę się udzielała na facebook'u. Jutro podam wam linka do mojej stronki. A teraz sie zegnam. Pomóżcie mi wrócić do gry, proszę :'( Papa. Jeżeli kiedyś doczekam się 5 komentarzy pod tym postem, to znowu zacznę pisać. Jeżeli będzie 1, to dodam 6. Zegnajcie ;c
czwartek, 19 września 2013
Germangie " I na wieki wieków"
Otóż, wstała wcześniej niż zwykle, o 6.27, założyła ulubioną granatową tunikę, i białe rurki. Zamknęła się w łazience, umyła twarz i zęby, zrobiła lekki makijaż i rozczesała Farbowane loki. Spojrzała na odbicie w lustrze i pokiwała z uznaniem głową. Tak, to jest jej dzień, i musi wygladać zniewalająco. Zeszła do kuchni, oczekując na stole swojego ukochanego męża.2 tygodnie temu minęła ich 1 rocznica. Uśmiechnęła się do siebie, po czym zawołała jego imię. Nie odpowiedział. Czyli już wyszedł. Spojrzała na złoty zegarek z diamentami, który dostała na poprzednie urodziny. 15 po 7. Wyjęła z lodówki ser i sałatę, sięgnęła do szafki po pełnosiarnisty chleb, posmarowała masłem dwie kromki, i położyła na nich wcześniej przygotowane dodatki. Kiedy zjadła, poczuła wibracje w kieszeni. Wyjęła z niej komórkę i spojrzała na wyświetlacz. SMS od Mariah, jej ukochanej siostry, autorytetu, wzoru do naśladowania. "Wszystkiego najlepszego siostrzyczko!" przeczytała. Uśmiechnęła się do telefonu. No tak, na nią zawsze można liczyć. Wzięła torbę z wieszaka, sprawdziła czy wszystko jest, i wyszła z domu. Ponieważ miała około 20 minut zapasu, zwolniła tempo. Szła powoli pustym chodnikiem, podziwiając piękną, czerwcową pogodę. Przez drogę przebiegł jej czarny kot. Zatrzymała się zaskoczona i wybałuszyła oczy. Była bardzo przesadna i czuła, że stanie sie coś złego. Nie wiedziała jednak, że aż tak bardzo. Wzruszyła ramionami i poszła dalej. Po chwili otrzymała kolejnego SMSa, tym razem od Germana, jej najlepszego przyjaciela. Odpowiedziała na życzenia wchodząc do pokoju nauczycielskiego w prestiżowej szkole muzycznej "Studio OnBeat" i zasiadła w swoim fotelu. Nie był to jej konkretny zarezerwowany fotel, ale lubiła tu siedzieć i wygladać przez okno na szkolny dziedziniec, podczas gdy jej koledzy z pracy ględzili cośtam o interesach i takich innych. Czekając na resztę nauczycieli, otworzyła okno. To co zobaczyła na zewnątrz przekroczyło jej wszelkie oczekiwania, których to oczekiwań nie miała żadnych. Otóż uczniowie i reszta komitetu zebrała się pod oknem z którego wystawała głowa kobiety i zaśpiewali jej głośne "Sto lat". W jej oczach pojawiły się łzy. Pomyślała, że ten dzień zaczyna się całkiem przyzwoicie. Spojrzała jeszcze raz na grupkę jej kolegów. Pablo, Antonio, Beto... Gregorio. Oczywiście jego tam nie było. Jednak w tamtym momencie nie obchodziło jej to. Była zajęta powstrzymywaniem łez szczęścia. Uczniowie krzyknęli jeszcze coś niewyraźnie i zaczęli się rozchodzić. Nauczyciele również gdzieś zaginęli. Uslyszała pukanie w scianę, odwróciła więc głowę. Gdzy ujrzała Pablo, od razu rzuciła mu się na szyję. Wydukała coś przez strumień łez, na co mężczyzna zareagował pocałunkiem. Posadził ją na stole i odezwał się.
- Wszystkiego najlepszego słonko! Zaplanowałem już cały ten dzień. Lekcje kończymy dziś o 15, od 15:15 do 17:15 spedzasz czas z Germanem, potem od 17:30 do 19,30 z mamą, a wieczór mamy dla siebie. Wyjdziemy gdzieś, obejrzymy film... Co ty na to? - dziewczyna wyszczerzyła zęby, po czym przełknęła krople łez, które napłynęły jej do ust. Pokiwała głową. Do sali wszedł rozochocony Antonio i ogłosił obrady w sprawie podsumowania roku szkolnego, a ona pogrążyła się w przemyśleniach dotyczących reszty tego dnia. Nawet nie wiedziała kiedy zadzwonił dzwonek. Uczniowie znaleźli ją na wpół leżącą w swoim ukochanym fotelu.
- Angie! - Wydarła się Camila. Kobieta spojrzała na dziewczynę i gwałtownie odskoczyła. - Od 15 minut mamy lekcję. - Zrobiła minę mówiącą " Ruszysz w końcu te kościste dupsko?! " Nauczycielka pokiwała głową już przywrócona do rzeczywistości. Zgarnęła szybkim ruchem swój notes i ruszyła do sali. Lekcja mijała jej niezwykle wolno. Każdy dźwięk wydawany przez nią i dzieciaki trwał w nieskończoność. Spojrzała na zegarek, który wyraźnie mówił, że już 10 minut temu powinien być dzwonek. Rzuciła okiem w. stronę uczniów, których nie było." Aha. Czyli dzwonek jednak był." pomyślała. Jej szczęście nie trwało jednak długo, gdyż rozległ się kolejny dzwięk dzwonka, a do sali wpłynęła kolejna fala uczniów. Schowała twarz w dłoniach i mruknęła coś, sama nie wiedziała nawet co. Lekcja jednak zleciała jej zadziwiająco szybko. Kiedy wszyscy opuścili salę, kobieta wrzuciła byle jak do torby wszystkie swoje rzeczy i z promiennym uśmiechem wyszła z sali. Nikt nic jej o tym nie mówił, ale wiedziała, że w Resto czekają już na nią znajomi i przyjęcie. Rozchyliła lekko płaty torebki i spojrzała na różową, cekinową sukienkę. " Pzezorny zawsze ubezpieczony" Pomyślała. Odblokowała telefon, by sprawdzić godzinę, po czym przyspieszyła kroku. Nie chciała spóźnić się na własne przyjęcie. Stanęła przed przejściem dla pieszych i spojrzała na ulice. Pusto. Miała przejść, gdy poczuła rękę na ramieniu.
- Mariah. - usmiechnęła się. - Co tu robisz?
- Przyszłam poinformować cię, że twoje przyjęcie jest w druga stronę. - Nauczycielka zmarszczyła brwi. Rozejrzała się, po drugiej stronie ulicy jak wół stał Resto Bar.
- Czyli? - spojrzała na siostrę pytająco.
- Remiza. - ta przewróciła oczami. Angie wyobraziła sobie urodziny w remizie. 200 osób, z czego 3/4 nie zna. Westchnęła, wymruczała niewyraźne "Dziękuję" i ruszyła w stronę przyjęcia. Nie przeszła nawet 10 metrów, gdy usłyszała pisk opon i stuknięcie. Odwróciła się przerażona i ujrzała najgorszy widok jaki tylko można było widzieć. Z samochodu jak oparzony wyskoczył German. Najpierw się zdziwiła, potem wściekła, a na koniec był już tylko wstręt i obrzydzenie. Mężczyzna spojrzał przerażony na zapewne już zwłoki, potem na przyjaciółkę. Ta druga rzuciła okiem na ofiarę i bez słowa odeszła. Poprzysięgła sobie, że mu tego nie odpuści. Nie było jej smutno ani przykro, była wściekła. Po skamieniałej twarzy spłynęła jej łza, potem druga, trzecia... Szła tak przed siebie, nie wiedziała nawet gdzie, z na wpół otwartymi, zapłakanymi oczami, kiedy grzmotnęło, potem błysnęło i zaczął padać deszcz. Nie obchodziło jej to w ogóle, w sumie to nic jej nie obchodziło. Kiedy zabrakło jej sił, rzuciła się pod pierwsze lepsze drzewo i wybuchła płaczem. Nic jej się nie chciało, nie chciało jej się leżeć, siedzieć, stać, chodzić, mówić, ryczeć, myśleć... Całe zajście przebiegło jej przed oczami. Wyjęła z torebki zdjęcie Mariah, ucałowała je i zakopała pod korzeniem. Przeżegnała się i z trudem wstała. Miała nadzieję, że po drodze trafi ją jakiś piorun, jednak do domu wróciła całą i zdrowa, choć przemoczona do suchej nitki. Wspięła się po schodach, po czym że spuszczoną głową opadła bez życia na łóżko. Obiecała sobie, że pomści siostrę. Nieważne jak kiedy i gdzie. I to właśnie teraz, po 20 latach, patrzyła ku nienawistnie w oczy i nie wiedziała co ma zrobić. Jeżeli coś mu zrobi, wsadzą ją do paki. Miała pieniądze, sławę, dom, rodzinę... Czegóż chcieć więcej? Nie chciała tego wszystkiego ot tak stracić. Ścisneła mocniej nóż, który chowała za plecami.
- Innym razem. - wyszeptała. Rzuciła nożem o zdarty beton i uciekła.
Buahahahhahahahahhaha
Jestem okropna.
Kopcie mi grób, bo Pangie xD
Sory.
Ale jestem za Germangie <3
I wkurza mnie jak ktoś pisze Gergie -,-
Albo Angerman -,-
Beznadzieeeejaaaaa
Dobraa.
Beznadzieja.
E
środa, 18 września 2013
Info
Hej. Jestem zła. Nie wiem po co ludzie mnie obserwują skoro nie wchodzą -,- Jest jedną dobra wiadomość i jedna zła. Zła jest taka, że za nic w świecie nie wstawię 6. Chyba że za 4 komy... Dobra taka, że w czwartek albo w piątek ukaże się mój pierwszy One Shot. Bo dostałam nagłej weny. Pa.
Natt
wtorek, 3 września 2013
Blog Weryy xD
OK, nie wiem po do ja to wgl pisze, skoro i tak nikt nie czyta. Co z tego że obserwuje i dostaje powiadomienia, skoro nie czyta. Ale może ktoś wejdzie i przeczyta. No więc, moja koleżanka Weronika założyła bloga. Piszę koleżanka, bo różnie to z nami bywa, no ale business is business... OK, ten Blog to: violetta-my-life.blogspot.com czy jakoś tak. No i się powtarzam: nie jest to jakieś dzieło sztuki, ale źle też nie jest. Żeby jakoś tak w miare pisać, to trzeba wiedzieć jak. A żeby wiedzieć jak, trzeba czytać książki, gazety, inne blogi, po prostu czytać. Bo blogowanie jest dla tych, co umieją pisać i czytać. I nie chodzi mi tu wcale o podstawy. Tylko... Wiecie o co chodzi.
Żeby coś tworzyć, to trzeba mieć smykałkę, talent. A dziewczyny tego nie mają. Co nie znaczy że źle piszą, piszą dobrze, ale nie zachwycająco, prawda? Mówię tu o Oldze i Weronice. Jbc Olga zareklamowała się u mnie w zakładce... Tej takiej specjalnej no. Dobrze, nie oszukujmy się, ja też nie pisze jakoś wyjątkowo, ale wiedzcie że ja naprawdę baardzo się staram i robię to co kocham. Uwielbiam czytać, uwielbiam pisać i to jest moja pasja. Napisałam pasja bo to zdanie z hobby nie brzmi już tak samo xD To by było na tyle. Miałam dać link i krótki opis a tu takie coś mi wyszło O.o Bardzo was proszę, jeżeli ktoś to teraz czyta, niech zostawi komentarz. Bardzo mi zależy, bo chce po prostu wiedzieć co i jak. Czy ktoś tu wgl wchodzi :c Bo mam wrażenie że nikt.
Buziaaaaaaaaaaaa, Natt
PS Sorry za błędy ale dodaje z komórki.
niedziela, 1 września 2013
1000!!!
Tyle.
Natt
sobota, 31 sierpnia 2013
Rozdział 5 " Wesołe miasteczko i podwójny ślub" + nowy wygląd + wykreślanka + drugi blog
- Pani też nie może spać? - zapytał
- Co? Ale jak to, będziemy teraz tak oficjalnie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- A nie było tak od zawsze? - mężczyzna zmarszczył brwi.
- Niby tak, ale po tym, co się wczoraj wydarzyło...
- A co mianowicie? - za oknem grzmotnęło, a mi zaszkliły się oczy. - Co jest, aż tak bardzo boi się pani burzy? - roześmiał się. Nie byłam w stanie odpowiedzieć. Nagle wszystko straciło sens. No tak, to za piekne, żeby było możliwe. Nie mogłam tam stać i na niego patrzeć, patrzeć jak wszystko co skserować ę wali. Pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Jak on może tak perfidnie udawać, że nic się nie stało. Że zupełnie nie wie o co chodzi. Rzuciłam się na łóżko, i wybuchłam placzem. Nie mogłam w to uwierzyć. Spojrzalam w okno, za którym płonął jakiś budynek. Pewnie piorun w niego uderzył. I nagle coś sobie uświadomiłam. To nie jego wina, tylko moja. Nic między nami nie zaszło, to było tylko takie wyobrażenie. Albo raczej sen... Te ostatnie trzy dni... W rzeczywistości nigdy ich nie było... To by wyjaśniało, dlaczego wszystko tak szybko mi się urwało. To nie był realny świat, tylko moja wyobraźnia! Ale to było takie realne... Jednego jednak wciąż nie rozumiałam. Dlaczego to ja mam zawsze w życiu największego pecha?!
- Leon -
"Hej Violu, śpisz?"
Odpisała błyskawicznie.
" Nie śpię, nie mogę. U ciebie też jest taka burza?"
"Kotku, mieszkam dwie ulice dalej:/ Może jutro wyjdziemy gdzieś razem?"
"Pewnie ^ ^ Zadzwonię jutro, OK?"
"OK:) Dobranoc"
Miałem nadzieję, że pogadamy trochę dłużej, ale mojej dziewczynie najwyraźniej zachciało się spać. Po chwili poczułem wibracje. Spojrzałem na wyświetlacz komórki, na którym widniał napis " Do widzenia"
Pięknie. Teraz pozostało mi już tylko gapienie się w szybę, na uginające się pod wpływem wiatru drzewa. Albo granie w Forca Motorsport 4. Wybrałem to drugie.
*Następnego dnia*
Kiedy wstałem, a było to koło 12, na zewnątrz świeciło śłońce, ludzie chodzili w lekkich ubraniach, a dzieci przemykały z cienia na cień. Wyszedłem na dwór, rozprostować kości po ciężkiej nocy. Z nieba dosłownie lał się żar, chociaż było jeszcze dosyć wcześnie. Żadnego wiatru, żadnej chmurki, tylko upał. Przypomniało mi się, że Viola miała do mnie zadzwonić. Pobiegłem do pokoju, sprawdzić telefon, ale był rozładowany. Podłączyłem go szybko, ale stwierdzilem, że zanim ten grat się włączy, minie dobre 10 minut. Do mojego pokoju zapukała mama.
- Hej, już wstałeś? - spytała. Przecież byłem już na dole, siedziałem na dworze ponad 20 minut... Ach, no tak, ona z Martinem fali tsunami by nie zauważyła. Martin to mój ojczym. W sumie to spoko gośc, ale tak, muszę to przyznac, uważam, że zabiera mi mamę.
- Nie, lunatykuję. - odpowiedziałem zirytowany.
- To fajnie. Przyjdź zaraz na śniadanie.
Mruknąłem coś pod nosem i spojrzałem na telefon. Żadnego powiadomienia."No trudno, pewnie zadzwoni później" pomyślałem. Po kilku sekundach poczułem wibracje w dłoni. SMS od taty."Przyjdź do parku, mam dla ciebie niespodziankę" Hmmm... Dziwne... Tata umie pisać SMS-y! Nieważne. Ubrałem się i wyszedłem. Po drodze co pięć sekund patrzyłem na komórkę, czy nie mam wiadomości od Violetty. Niestety ciagle nic. Za to parę razy wpadłem na jakichś przechodniów. Zastanawiałem się też, co to za niespodzianka. Nie miałem żadnego pomysłu, ale na wszelki wypadek staranniej niż zwykle ułożyłem włosy. Silny wiatr jednak ciągle mi je rozwiewał. Kiedy wreszcie dotarłem do umówionego miejsca, nie wierzyłem własnym oczom. Przede mną stała Kassandra. Ta sama Kassandra, z którą 10 lat temu ganiałem się po polu. Ta sama, która zawsze jak mnie widziała, na dzień dobry wylewała mi wiadro wody na głowę.. I ta sama, ktorej nie widziałem od siedmiu lat.
- Sanny! - wydarłem się, a ona rzuciła mi się w ramiona. - Z kąd ty się tu wzięłaś?
- To ja... Zostawię was samych. - powiedział z uśmiechem ojciec i odszedł.
- Leon, przyjechałam z LA na wakacje. I... Zamieszkam u was! Cieszysz się? - ponownie uwiesila się na mnie.
- Leon! - usłyszałem za sobą znajomy głos. - Dziś miała być nasza wymarzona randka, wydzwaniam do ciebie od piętnastu minut, a ty obściskujesz się w parku z jakąś wywłoką?!
- Nie, VIoletto, to nie tak jak myślisz... - roześmiałem się.
- Jeszcze się cieszysz jak głupi? Nic już nie mów, nie masz się co tłumaczyć. To koniec.
- Co to było? - spytałem sam siebie. Kiedy odwróciłem się do Sanny, ta stała z otwartą buzią. - Hej! - potrząsnąłem nią.
- Czy to... Była twoja dziewczyna? - spytała z niedowierzaniem.
- Właśnie, była.
- Mam z nią pogadać? Mogę jej wszystko wyjaśnić. Nie chce zebyś miał z mojego powodu kłopoty. Leon, słuchasz mnie?
- Tak. Znaczy nie. Potem to odkręcę, a teraz chodź, oprowadzę cię bo mieście. - zaproponowałem. Szliśmy w milczeniu, aż doszliśmy do wesołego miasteczka na głównym placu. - I co? Co wybierasz? - dziewczyna stała w miejscu i kręciła się w kółko jak w filmach. Oczywiście z rozdziawionymi ustami. - Nie no, co ty masz z tą gębą? Trzeba ci ją zszyć czy co?
- Przepraszam, ale tu jest tak pięknie... - w sumie miała rację. Trudno było nie zapatrzeć się w turkusowe niebo, bez żadnej chmurki, w ogromne drzewa powiewające na wietrze, w różnokolorowe drzewa i krzewy, zasadzone w alejkach... Na pewno było ciężko. - Chodź na diabelski młyn! - pociągnęła mnie za rękę. Wpakowała się do gondoli bez biletu, i patrzyła się jak idiotka na maszynistę, który wrzeszczał do niej po hiszpańsku, ciągle gestykulując. Po dłuższej chwili monologu, mężczyzna zrezygnował z dalszych prób wypędzenia dziewczyny i włączył mechanizm. Młyn powoli ruszył.
- To co cię tu sprowadza? - spytałem
- Głównie to przyszłość. Chcę znaleźć sobie tutaj szkołę.
- Przecież nie znasz języka. - przerwałem jej.
- Jak nie znam? - spytała po hiszpańsku. Zaczęliśmy się śmiać, jednak coś zarzuciło nami do przodu, a koło stanęło. - Co jest? - dziewczyna była na prawdę wystraszona.
- Nic, nic się nie dzieje, spokojnie. To pewnie tak specjalnie. - spróbowałem jakoś ją pocieszyć, chociaż sam byłem nieźle przerażony. Uśmiechnęła się lekko i wyjęła komórkę. Jednak minęło 10 minut, 15, 20... A my ciągle wisieliśmy 20 metrów nad ziemią. Wtedy stało się chyba najgorsze co mogło się stać. Zaczęło padać. Padać to mało powiedziane, strugi deszczu lały się z nieba strumieniami, a my w kilka sekund byliśmy przemoczeni do suchej nitki.
- Leon? - spytała Kassandra. Zorientowałem się wtedy, że płacze, więc mocno ją przytuliłem.
- Nie martw się, będzie dobrze.
- Nie, nie o to mi chodzi. - mówiła, a po jej twarzy spływały miliony kropel. Niektórymi z nich mogły być łzy.- Muszę ci coś powiedzieć... - zawiesiła głos.
- Taaaak, no więc... Pamiętasz, jak na wielkanoc 12 lat temu powiedziałam ci że cię kocham? - pokiwałem glową. - Teraz czuję to samo. Tylko że na serio! - tym razem to ona się uśmiechnęła. - Za dużo czasu przebywasz ze mną. - powiedziała z podejrzliwą miną. Teraz zorientowałem się, że opadła mi szczęka, a ja gapiłem się na nią jak na kosmitę. - No... A ty?
- Sanny, ja...
Dostałam SMS-a od Pablo. "Przyjdź szybko do Resto. To pilne!!!" Zgarnęłam więc szybko torebkę z łóżka i wzięłam pierwszą lepszą taksówkę. Kiedy ją zatrzymywałam, lekko już kropiło, a niebo zachmurzało się coraz bardziej. Zanim dojechaliśmy na miejsce, zdążyło się już nieźle rozpadac. Zapłaciłam kierowcy i wbiegłam do baru. Było tu jakoś inaczej niż zwykle. Wszystkie okna były zasłonione czarnymi roletami, stoliki rozsunięte pod ściany, pomieszczenie ogarniał prawie całkowity mrok, trochę światła wpadło jedynie kiedy otworzyłam drzwi, ae gdy je zamknęłam, znowu nastała ciemnośc. Po omacku szłam przed siebie i w momencie kiedy potknęłam się o nogę krzesła, na scenie zapaliły się dwa reflektory, zielony i niebieski. W ich świetle stał mój chłopak.
- Angie Saramego, wyjdziesz za mnie? - mówiąc to uklęknął na jedno kolano.
- Że co?! - wrzasnęłam nadal leżąc na podłodze. Mężczyzna spojrzał na mnie zażenowany. - Nie, serio, co mówileś, bo nie słyszałam. Wywrócił oczami.
- Pytałem, czy...
- Angie! Angie, szukalem cię po całym mieście. Jest z tobą Violetta? - do sali wpadł German.
- Nie, nie ma jej ze mną. Potrzebujesz czegoś ode mnie? - spytałam lekko zirytowana. - Pablo chyba chcial mi powiedziec coś ważnego. Albo nie.
- Tak, chciałem, żebyś pomogła Violetcie przygotowac się na ślub.
- Ślub? Jaki ślub? I czemu to jest aż tak ważne żeby mnie szukac?
- Mój ślub. Znaczy mój i Jade. - zamurowało mnie. Nie, nie, nie, to musi byc jakiś zły sen. Zaraz się obudzę, zejdę do kuchni, a on ucałuje mnie na dzień dobry, a potem... - Angie! - facet machał mi ręką przed oczami. Z trudem powstrzymałam łzy.
- Ślub? Gdybym miał 6 lat i byłbym dziewczynką, powiedziałbym że możemy zrobic podwójny ślub, wesele, zamieszkac w bliźniakach, kupic Golden Retrievery... - Odezwał się Pablo. Moment moment moment moment moment. Jaki podwójny ślub? Czy on mi się właśnie przed chwilą...
- Ej, ej, chłopie, wyhamuj. Jakie Retrievery? - jak ten facet lubi przerywac innym!
- No, takie psy... Wiesz... - German wywrócił oczami.
- Ale w sumie ten pomysł z weselem nie jest taki zły. - gapiłam się na nich osłupiała. Podwójny ślub?! Serio? Ja nie jestem chętna nawet na jeden! Jak ja mam odmówic mojemu facetowi, no? Nie potrafię... A co do ślubu szwagra to... Sama nie wiem co mam o ty myślec...
Hmmmm...
Albo nie!
Macie Margaret, może doda wam weny xD

